Twierdza Przemyśl padła. Po 398 dniach I-ligowi piłkarze ręczni SRS Czuwaju przegrali na własnym parkiecie mistrzowski mecz. Popełniając jednak taką liczbę kardynalnych błędów własnych, nie ma kompletnie żadnych szans w rywalizacji z taką ekipą jak Olimpia Piekary Śląskie. W sobotni (2 grudnia br.) wieczór w hali POSiR wygrał zespół zdecydowanie lepszy w niemal każdym elemencie szczypiorniackiego rzemiosła.
Zaczęło się pięknie, bo od dwóch szybkich akcji Tomasza Kulki i jego celnych trafień. To były pierwsze i ostatnie tak miłe chwile w tym spotkaniu dla kibiców gospodarzy. Potem rywal pokazał czuwajowcom co znaczy agresywna, różnorodna, aktywna gra w defensywie. Do 18. min ci byli kompletnie bezradni wobec żelaznej konsekwencji Ślązaków. Największym problemem był brak pomysłu, alternatywy na zmianę ofensywnych poczynań. Uporczywe pchanie się środkiem rozegrania było wodą na młyn dla gości, którzy bez problemów rozbijali chaotyczne zapędy przeciwnika. A kiedy gospodarze dochodzili już do pozycji rzutowych, postanowili zrobić z Artura Kota głównego bohatera tego spektaklu. W 18. min wynik brzmiał 4:10. Zawodzili liderzy. Dopiero pojawienie się na parkiecie Konrada Bajwoluka, zdecydowanie najlepszego zawodnika SRS Czuwaju, zmieniło obraz pojedynku. Oczywiście nie na tyle, aby przyszły lider tabeli dał sobie wyrwać prowadzenie z rąk. W 23. min zrobiło się 9:10 i gospodarze mieli kilka okazji na doprowadzenie do remisu. Tracili jednak piłki w tak prostych sytuacjach, że włos jeżył się na głowie. Mimo to przed II połową nie było dramatycznie.
Jednej rzeczy przemyślanie nie mogli zrobić: pozwolić na powtórzenie scenariusza z pierwszych 30 minut. Nie mogli pozwolić na ponowny bramkowy odskok rywalowi, bo to mogło zakończyć się samobójstwem. Niestety, przez pierwszych 8 minut nie istnieli na parkiecie. Zrobili to, czego kategorycznie zrobić im nie można było i zasłużenie zapłacili za to najwyższą cenę. W 38. min Olimpia wygrywała 13:17. Niby niewiele, ale widząc mordęgi przemyskich piłkarzy ręcznych, było pewne, że odrobić taką stratę przy tak konsekwentnie grającym rywalu będzie bardzo trudno. Prawdę powiedziawszy goście cały czas kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie. Nawet wówczas, kiedy przyszło im grać w podwójnym osłabieniu. Był jeden jedyny moment, kiedy Sławomirowi Szenklowi i całemu sztabowi szkoleniowemu mogło podskoczyć ciśnienie. W 56. min Mateusz Nowak doprowadził wynik do stanu 27:28, ale fatalne błędy w wyprowadzeniu akcji przez gospodarzy przywróciły status quo. W 58. min wynik brzmiał 27:30 i było jasne, że przemyślanie nie odwrócą już losów tego spotkania.
SRS Czuwaj Przemyśl – Olimpia Piekary Śląskie 29:32 (13:14)
SRS Czuwaj: Szczepaniec, Sar, Kijanka – Król 1, Biernat 0, Stołowski 1, Bajwoluk 5, Nowak 4, Kroczek 3, Obydź 3, Kulka 5, Kubisztal 7.
Olimpia: Kot, Zemelka, Zięba – Miszka 10, Zagała 1, Czapla 0, Chromy 4, Cieślik 1, Rosół 3, Ludyga 0, Kotlarczyk 4, Miłek 0, Kowalski 2, Płonka 6.
Sędziowali: Jakub Czochra (Zwierzyniec) i Michał Szpinda (Zamość). Kary: SRS Czuwaj – 10 min; Olimpia – 12 min. Widzów: 400.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.ktoś nadal twierdzi że to nasza niby przemyska najlepsza sportowa marka :)) masakraaaa
A miało być tak pięknie - Ekstraklasa!!!
Ekstraklasa? Dobry zarcik.. Z czym do ludzi
Odnosnie ekstraklasy to jak wspomnial Pan Prezes nikt nie bedzie sie tam pchal na sile.Spokojnie!!
Odnosnie koszykowki to tez mozna jasno zobaczyc ,ze awans do 1-szej ligi oddala sie.I co Panowie na to?
ktoś nadal twierdzi że to nasza niby przemyska najlepsza sportowa marka :)) masakraaaa
Taj.
A miało być tak pięknie - Ekstraklasa!!!