Wobec porażki w Przemyślu z SRS NIKO piłkarze ręczni SPR Orła stanęli pod ścianą. Wygrana w ostatnim meczu w tym roku na własnym parkiecie z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski była obowiązkiem. Po to, aby się jeszcze liczyć w końcowej rozgrywce. „Armia Leliwa” stanęła na wysokości zadania i odniosła 8. zwycięstwo w sezonie.
Zaczęło się dobrze, by nie rzec: bardzo dobrze. Spotkanie otworzył Jakub Curzytek, a w 14. min, po trafieniu Klaudiusza Kasprzyka, było 8:4. Po kolejnych czterech minutach nic z tej przewagi nie ubyło. Dwie z rzędu bramki Tomasza Kulki na 10:6 dawały pewien bufor bezpieczeństwa i możliwość niewielkiej kontroli wydarzeń. Problem w tym, że od tego momentu zaczęła się na placu gry wymiana ciosów. W 25. min doświadczony kołowy Adrian Wojkowski doprowadził do remisu 12:12, który utrzymywał się jeszcze przez kilkadziesiąt sekund. Ostatnie trzy minuty na szczęście należały do SPR Orła. Trafienia kolejno: Michała Kubisztala, Jakuba Curzytka i Kevina Starzeckiego pozwoliły zejść miejscowym do szatni z przewagą trzech bramek.
Szkoda, że zostali w szatni nieco dłużej niż rywal. Początek II połowy mieli po prostu bardzo zły. Trzy szybkie akcje KSZO pozwoliły im po raz kolejny doprowadzić do remisu. W 39. min Sebastian Świt wreszcie dał KSZO prowadzenie. Trafił na 20:21. I goście poszli za ciosem! Na ponad kwadrans przed końcem powiększyli przewagę. Mateusz Bysiak dał prowadzenie 23:26 i robiło się coraz niebezpieczniej dla SPR Orła.
Na szczęście gospodarze, przy znakomitym dopingu kibiców, stanęli na nogi. Tylko i wyłącznie dzięki własnej, żmudnej pracy w obronie. Fragment między 45. a 49. min dodał im wiary. Dodał im siły i poprawił mentalność. Fragment wygrany 5:1. Kapitalne momenty miał Kevin Starzecki, który z owych pięciu bramek zdobył cztery. W 49. min SPR Orzeł odzyskał prowadzenie (28:27) i nie oddał go już do końca. W 55. min skrzydłowy gospodarzy powiększył przewagę. Było 33:30. Jeszcze w 58. min ekipa z Ostrowca Świętokrzyskiego mogła mieć nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Ponownie dał o sobie znać M. Bysiak, trafiając na 35:33. Ale nadzieje szybko prysła. Najpierw goście nie potrafili zatrzymać T. Kulki (36:33), a potem Filip Chmielewski pomylił się z rzutu karnego. Wynik spotkania ustalił Kacper Sobczyk.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze