Reklama

Udany nocleg

22/02/2016 08:15

Rzecz działa się w jednej z noclegowni, których wiele funkcjonuje w różnych miejscowościach przy wschodniej granicy. Na jednej ścianie starej, jednopiętrowej kamienicy widniał napis „noclegi”, na drugiej taki sam, tylko w języku ukraińskim, a na trzeciej, nad drzwiami było napisane „hotelik”. Mariusz, którego los zmusił do spędzenia nocy w mieście, przeczytał tylko ten szyld i tak trafił do tego przybytku.

       Właścicielka i recepcjonistka w jednej osobie powiedziała, że owszem, może go przenocować, ale ma tylko jedno wolne łóżko w pięcioosobowym pokoju. Podejrzewam, że żaden z naszych czytelników nigdy nie był w takim przybytku, więc nie zna zwyczajów, jakie panują w takich miejscach. Mariusz też nie znał, więc się zgodził, mając w perspektywie noc na ulicy. Trochę był zdziwiony, kiedy się okazało, że w pokoju wprawdzie jest pięć łóżek, ale lokatorów było sześcioro. Na stole, na reklamówce leżały czarny chleb i sało, obok stał słoik z ogórkami i nadpita butelka wódki bez polskich znaków akcyzy. Na dodatek całe towarzystwo mówiło po ukraińsku. Nie można powiedzieć, przyjęli Mariusza serdecznie i na wejściu dostał plastikowy kubek gorzałki. Kiedy odezwał się po polsku, wszyscy zaczęli go pytać, czy nie potrzebuje papierosów albo wódki. Wiedząc, na czym polegają zasady gościnności, kupił pół litra i postawił na stole, co oczywiście zostało dobrze przyjęte. Szybko się okazało, że język nie jest przeszkodą, a przy drugiej butelce rozmowa toczyła się zupełnie swobodnie. Trzy kobiety podziękowały za towarzystwo, a reszta dalej tkwiła przy stole. 

       Przy trzeciej butelce został tylko Mariusz i jedna z pań, wobec której zaczął mieć pewne plany. Szybko policzył, że wszystkie łóżka, oprócz jego, są zajęte i będąc już dobrze dziabniętym, zaczął się dobierać do pani. Ta widocznie miała mocniejszą głowę, bo odsunęła go ręką i krzyknęła, żeby przestał. Na to jeden z mężczyzn się obudził, podniósł z łóżka i stanął w jej obronie. Zrobiło się głośno, inni też się obudzili i przybiegła właścicielka, której goście poskarżyli się na Mariusza. Ten, lekko chwiejąc się na nogach, zaliczył wszystkie obecne panie do najstarszej profesji. Wtedy właścicielka, wietrząc dużą awanturę, kazała mu się wynosić. Ponieważ Mariusz nakręcał się coraz bardziej, zadzwoniła po policję. Funkcjonariusze rozpytali, co i jak i resztę nocy Mariusz spędził w wytrzeźwiałce. To i tak lepiej niż na ulicy.jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama