Prokuratora Rejonowa w Lubaczowie zakończyła postępowanie w sprawie podejrzeń o niedopełnienie obowiązków przez lekarzy szpitala w Jarosławiu, umarzając śledztwo. Rodzice nie zgadzają się z tym i zapowiadają odwołanie.
Sprawa dotyczy tragedii, jaką przeżyli rodzice dziewczynki, która zmarła tuż przed narodzeniem. Do zdarzenia doszło w październiku ubiegłego roku. Matka, odczuwając, że ruchy dziecka są słabsze, szukała pomocy u lekarza prowadzącego ciążę. Ten zalecił, by natychmiast udała się do szpitala. Została przyjęta przez lekarza dyżurującego na oddziale położniczym Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu i jak opisuje, po krótkim badaniu zwolniona do domu ze stwierdzeniem, że wszystko jest w porządku. Trzy dni później, podczas kontrolnej wizyty usłyszała straszną wiadomość. Jej dziecko już nie żyło.Jak się później okazało – sama doznała zakażenia. Rodzice podejrzewali, że dziewczynkę można było uratować. Wystarczyło tylko przeprowadzić potrzebne badania podczas wizyty w szpitalu i pomóc dziecku przyjść na świat. Według nich zwłoka doprowadziła do tragedii. – Ordynator oddziału robił, co mógł. Niestety dyżurujący lekarz, który wtedy odpowiadał za pacjentów, nie zrobił nic. Nie możemy się z tym pogodzić. Gdyby żona została w szpitalu, dziecko by przeżyło – mówił ojciec kilka dni po zdarzeniu. Przyczyną śmierci dziewczynki był węzeł, który powstał na pępowinie. – Gdybyśmy trafili do innego lekarza, nasza córka by żyła. Pech chciał, że wtedy dyżurował właśnie ten. Nie mielibyśmy do niego żalu, gdyby tylko chciał dziecko ratować. On tego nie chciał – uważali rodzice. Według nich w czasie wizyty w szpitalu dziecko już się dusiło, ale walczyło o życie. Wystarczyło wtedy wywołać poród. Swoje podejrzenia zgłosili w prokuraturze. Wysłali zawiadomienia m.in. do Ministerstwa Zdrowia i rzecznika praw pacjenta. Lekarz został odsunięty od pełnienia dyżurów, a oddział skontrolowany przez służby wojewody. Wyniki kontroli wypadły źle. Oddział położniczo-ginekologiczny jarosławskiego szpitala uzyskał ocenę negatywną. Postępowanie prokuratorskie nie wykazało jednak winy lekarza. – Sprawa została umorzona ze względu na brak znamion czynu zabronionego – informowała w czwartek Agnieszka Nieckarz-Proszek, zastępca prokuratora rejonowego w Lubaczowie, dodając, że orzeczenie nie jest prawomocne. Ojciec zapowiedział, że odwołają się od decyzji prokuratora. Według niego sprawę zakończono, nie czekając na końcową opinię biegłych. – Uwierzono w tłumaczenia lekarza. My jednak uważamy, że córeczka mogła żyć. Wystarczyło tylko szybko jej pomóc – mówią rodzice.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Oczywiście bezkarni "rzeźnicy" z Jarosławia... jaki inny wyrok miał dać Sąd. Korupcja w XXI wieku osiąga apogeum, w końcu kim są biedni rodzice do bogadszych wpływowych lekarzy ...
No tak, jest krzyż, jest i krzywda ludzka.
Oczywiście bezkarni "rzeźnicy" z Jarosławia... jaki inny wyrok miał dać Sąd. Korupcja w XXI wieku osiąga apogeum, w końcu kim są biedni rodzice do bogadszych wpływowych lekarzy ...
No tak, jest krzyż, jest i krzywda ludzka.