Żaneta Michalik-Zawadzka jest młodą dziewczyną, która postanowiła, że chce z życia czerpać więcej, ważąc mniej. W 410 dni zrzuciła 65 kilogramów. W rozmowie przybliżyła swoją historię, motywacje i cele.
Co skłoniło Cię do tak radykalnych zmian?
– Od zawsze miałam problemy z wagą, najpierw nadwaga, później otyłość. Od dziecka byłam tak zwanym pączuszkiem, niczego mi nie brakowało. Babcia codziennie gotowała pyszne, dwudaniowe obiady i piekła smaczne ciasta. Myślę, że to w pewnym stopniu przyczyniło się do mojego postrzegania jedzenia jako leku na całe zło tego świata i wszystkie smutki.
Wiedziałam, że jest mnie więcej tu i ówdzie, ale do pewnego momentu nie przeszkadzało mi to w ogóle. Z biegiem lat jednak kilogramów przybywało, a ja czułam się i wyglądałam coraz gorzej. W swoim życiu przebrnęłam przez setki, jak nie tysiące diet... Nie muszę chyba tutaj mówić, że każda kolejna próba zrzucenia nadmiernych kilogramów kończyła się fiaskiem.
Dopadał mnie efekt jo-jo i nawet, kiedy udało mi się zgubić 15 kg, to wracały one z nawiązką. Doszło do tego, że w wieku 26 lat ważyłam prawie[paywall] 117 kg, czułam się źle we własnym ciele.
Byłam wycofana, ciągle zła. Bałam się ludzi, czułam ciągłe pretensje do świata. Zamknęłam się w sobie. Dodatkowo zdiagnozowano u mnie insulinooporność. Wtedy usłyszałam też od lekarza, że grozi mi cukrzyca. Przeraziłam się, ale perspektywa wstrzykiwania insuliny skutecznie uświadomiła mi, że muszę schudnąć w końcu raz, a dobrze.
Zmotywowała do zmiany nie dla innych, lecz przede wszystkim dla siebie. Wiedziałam, że jeśli teraz tego nie zrobię, to za parę lat skończę na wózku inwalidzkim. U mnie wygrało zdrowie. Aspekt wizualny był tylko miłym dodatkiem.
Czy dużą rolę odgrywa tu psychika, czy jednak wystarczy samozaparcie i ćwiczenia fizyczne?
– Psychika odgrywa tu kluczową rolę, bo wszystko zaczyna się w naszej głowie. Tylko nasz umysł nas ogranicza. Sama długo dojrzewałam do decyzji o zmianie stylu życia, stoczyłam długą walkę sama ze sobą, przewartościowałam sobie pewne rzeczy. Dziś już wiem, że bez tego nie udałoby mi się osiągnąć tego, co już mam. Trwały sukces powinien się zacząć właśnie od szczerej rozmowy samemu ze sobą.
Pandemia przyczyniła się do zmiany myślenia, nawyków i życia wielu osób. Czy to również ona wpłynęła na Ciebie i Twoje decyzje?
– Tak naprawdę od zawsze czułam, że chcę coś ze sobą zrobić. Myślę, że pandemia tylko utwierdziła mnie w tym postanowieniu, jednak nie wiązałabym z nią mojej przemiany. Pewnego dnia po prostu powiedziałam sobie dość. Wykupiłam abonament na portalu odchudzającym i odbyłam pierwszą konsultację. Dostałam zalecenia, których trzymałam się w 100 procentach. Podeszłam do tego w sposób zadaniowy. Dodatkowo pokochałam aktywność fizyczną, bez której obecnie nie wyobrażam już sobie życia. Czas mijał, a ja z tygodnia na tydzień czułam się coraz lepiej, byłam coraz bardziej pewna siebie.
Co jest najtrudniejsze w przewartościowaniu swojego życia? W końcu wielu rzeczom musiałaś powiedzieć stanowcze „nie”.
– Zdecydowanie najtrudniejsze były początki. Radykalne zmiany w menu, duża ilość wody, rezygnacja z ulubionych słodkich przekąsek. Nie będę tutaj kłamać i mydlić oczu – nie było lekko. Zwyczajnie pierwszy tydzień przespałam. Jednak z każdym kolejnym dniem było tylko lepiej.
To długa droga, ale wszystko jest do zrobienia, jeśli czegoś naprawdę chcesz. Istotne jest tutaj wsparcie najbliższych. Dla mnie moim aniołem stróżem podczas całego procesu był mój mąż, który cieszył się ze mną z każdego sukcesu, motywował do treningów, przygotowywał posiłki.
Czy obecnie nie boisz się już efektu jo-jo, który – jak wspomniałaś – był koszmarem ubiegłych lat?
– Nie dopuszczam do siebie myśli o jo-jo. Nie chcę wracać do tego, co było. Przyjęłam do wiadomości, że to nie jest chwilowy proces, a trwała zmiana nawyków gwarantuje mi utrzymanie efektów, na które tak ciężko pracowałam. Zdrowy styl życia sprawia mi ogromną radość i nie mam zamiaru z tego rezygnować.
Co się w Tobie zmieniło oprócz względów fizycznych? Zgubienie nadprogramowych kilogramów znacznie wpłynęło na Twój charakter? Jaką osobą się stałaś?
– Oprócz widocznych gołym okiem zmian fizycznych wiele zmieniło się w mojej głowie. Przede wszystkim cały proces nauczył mnie cierpliwości. Nie schudłam przecież z dnia na dzień. Wypracowałam też samodyscyplinę, stałam się osobą otwartą na ludzi. Nie boję się zmian, czerpię z życia pełnymi garściami, cieszę się każdym dniem. Jestem zwyczajnie szczęśliwą młodą kobietą.
Z perspektywy czasu widzę, że cały proces mojej przemiany zostawił pozytywny ślad w każdym aspekcie mojego życia – zarówno na płaszczyźnie prywatnej, jak i zawodowej.
Czy widząc teraz jak długą i wymagającą drogę przeszłaś, zdecydowałabyś się na pokonanie jej jeszcze raz?
– Na te wyrzeczenia? Oczywiście! Nie było łatwo, ale było warto. Najtrudniejsze były początki. Teraz wszystko, co robię, jest moim dobrym nawykiem, z którego czerpię niezmierną przyjemność. Finalnie po zrzuceniu 65 kilogramów stałam się inną, lepszą osobą. Dziś, gdy patrzę w lustro, widzę dziewczynę szczęśliwą, bez kompleksów, gotową na wszystko, co przyniesie los.
Jakie masz rady dla początkujących?
– Po pierwsze, chęć zmiany musi wypływać z nas samych i nas samych dotyczyć. Nie powinniśmy tego robić dla kogoś. To my jesteśmy gwarancją sukcesu. Po drugie – ważny jest czas. To musi być długi proces. Organizm musi mieć czas na przestawienie się. Nie tyje się w ciągu 1 dnia i też w 1 dzień nie chudnie.
Na wielkie rzeczy warto jest poczekać. Kolejną radą będzie nieprzejmowanie się tym, co mówią inni. Przecież zawsze będą coś mówić, będą wiedzieć lepiej, będą chcieli doradzać. A najważniejszy jest przecież nasz cel i dążenie do niego metodą małych kroczków.
Jakie są Twoje najbliższe plany na przyszłość?
– Wraz z redukcją nadmiernych kilogramów pokochałam zdrowy styl życia i odkryłam nową drogę, którą chce podążać. Chcę uświadamiać innym, jak ważne jest to, co jemy i jak ważną rolę odgrywa ruch w naszym życiu. Pragnę pomagać ludziom. Ciągle doszkalam się w kwestii zdrowego żywienia, psychodietetyki, treningów.
W przyszłości chciałabym ukończyć studia na kierunku dietetyka i do tego między innymi dążę. Mam wiele planów, które chciałabym realizować. Prowadzę też swoje profile w mediach społecznościowych na Facebooku i Instagramie, gdzie dokładnie opowiadam o tym, jak wyglądała moja przemiana. Nie boję się zmian. Dziś wiem, że mogę wszystko!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze