Reklama

W dialogu ważne jest wzajemne poznanie

11/07/2026 14:40

Rozmowa z Katarzyną Komar-Macyńską – dyrektorką festiwalu „Miasto z rzeką”,, autorką projektu, liderką zespołu organizacyjnego.


 

Porozmawiajmy o drugiej już edycji festiwalu pod tytułem „Miasto z rzeką”, który rozpocznie się 20 lipca. Przypomnij, co to za wydarzenie 

– Główny projekt nosi nazwę „Miasto. Rzeka. Dom. Przestrzenie Literatury w Przemyślu” i jest finansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Obejmuje dwa moduły. Pierwszy – „Miasto z Rzeką” – to festiwal literacki, który już drugi rok z rzędu odbywa się w mieście. Drugi – „Dom do czytania” – skupia całoroczne działania edukacyjne i animacyjne, takie jak lekcje biblioteczne, warsztaty tematyczne oraz spotkania autorskie. Sam czterodniowy Letni Festiwal Literacki początkowo miał być polsko-ukraińskim dwugłosem literackim, zakorzenionym w doświadczeniu naszego pogranicza. Z czasem jednak jego formuła zaczęła się poszerzać. Współczesny świat, mimo że wciąż przecinają go granice, pokazuje jak ważne są otwartość na współpracę, dialog i budowanie relacji ponad podziałami. Dlatego w tym roku - obok autorów z Polski i Ukrainy mamy autorów i tłumaczy z Niemiec dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, a także autorkę ze Słowenii dzięki partnerstwu Kolegium Europy Wschodniej. W efekcie festiwal staje się wydarzeniem o wyraźnie międzynarodowym wymiarze.

Reklama

Co charakteryzuje druga edycję festiwalu „Miasto z rzeką”?

– Formuła jest podobna, ale myśl przewodnia jest inna. W zeszłym roku rozmawialiśmy o granicy. Mottem były słowa: krawędź, styk, przejście czyli synonimy słowa granica. W tym roku chcemy dotknąć w rozmowach zjawisko tożsamości pogranicza, czy chcemy popatrzeć na przestrzeń graniczną trochę szerzej, na to co nie jest ostrą linią podziału ale na przestrzeń, w której się miesza, przenika, i to nie tylko w sensie geograficznym ale szerszym, gdzie ciągle dzieją się procesy zmiany. Tak więc motywem są słowa: źródła, nurty i dopływy. Źródła czyli nasze dziedzictwo indywidualne, z którym się rodzimy, nurty to szersze wspólnoty i zbiorowości w których płyniemy i dopływy to coś, co nas spotyka w ciągu, przychodzi z zewnątrz życia i wywołuje zmiany. Tak więc pojęcie pogranicza analizujemy w sensie miejsca geograficznego ale i innych aspektów takich jak na przykład nasze ciało, które w ciągu życia się zmienia i ta zmiana zdecydowanie wpływa na naszą tożsamość. Nasz dom, z którego wyrastamy, autorytety, które spotykamy, kompleksy, z którymi walczymy.

Reklama

Jakie cele i wartości przyświecały Ci w projektowaniu i realizacji festiwalu?

– Dialog głównie w kontekście polsko-ukraińskim, ale nie tylko na tematy narodowe, historyczne polsko – ukraińskie, ale dialog osób, które należą do tutejszej społeczności wspólnie zamieszkującej pogranicze. Granica oddalona od nas o 13 kilometrów wpływa na nas czy tego chcemy czy nie. Mam wrażenie, że fakt posiadania tej granicy, tego, że obok niej żyjemy, że nią żyjemy i nierzadko z niej żyjemy – jakoś nie jest przez nas opowiadany. Nie znamy do końca naszych sąsiadów zza granicy ale i zza przysłowiowego płotu. Chodzi o taki dialog, żeby się zobaczyć, posłuchać, poznać i obalać krzywdzące mity i legendy na swój temat, bez pośrednictwa Internetu. W realu. Żeby tworzyć jakościowe miejsca dla dialogu, dla spotkania, aby się lepiej rozumieć. 

Reklama

Jak festiwal może zachęcić do dialogu? Jak może sprawić, że będziemy mieli chęć i odwagę do dialogowania?

– Dialog jest przeciwieństwem polaryzacji społecznej, czyli zjawiska polegającego na tym, że każdy obwarowuje się na swoich pozycjach. Polaryzacja wzmacnia się wówczas, kiedy podsycamy lub ktoś nam podsyca nasze argumenty i umacniamy się w swoich racjach. No i „podlewa” emocje – złości, krzywdy, lęku. W dialogu ważne jest wzajemne poznanie, poprzez rozmowę nie tylko o tym co nas dzieli, ale także o tym, co nas łączy. Przecież nasze życie nie toczy się tylko wokół pojedynczych kwestii, które nas dzielą. Jest mnóstwo tematów, które mamy wspólne i które nas bardziej zajmują. Działanie festiwalu jest taką okazją do przekierowania tematu rozmów na sprawy, które nas wspólnie dotyczą. Ważne jest dla mnie też to, aby festiwal był maksymalnie jakościowym produktem, żeby dobrze wyglądał, pokazywał dobrą wizualną i estetyczną jakość, żeby pokazywał nową jakość w przestrzeni miejskiej, żeby odbywał się w dobrze znanych nam miejscach, w których zazwyczaj się niewiele dzieje. 

Reklama

Czy zeszłoroczny festiwal spełnił Twoje oczekiwania?

– Wiele od niego oczekiwałam i myślałam, że jednorazowa edycja zmieni bardzo dużo, że festiwal od razu będzie ogromnym wydarzeniem. Nauczyłam się pokory i zrozumiałam, że wydarzenia muszą zadziałać w procesie i że ludzie na początku muszą to nowe zobaczyć, „obwąchać” i stwierdzić czy to jest wartościowe czy nie. Przy czym otrzymywaliśmy bardzo dużo pozytywnej informacji zwrotnej, że festiwal robi coś dobrego temu miastu. Przez 4 dni dzieje się w Przemyślu coś unikatowego. Z zupełnie innego porządku, niż typowe koncerty, prelekcje, czy imprezy wpisane na dobre w krajobraz miasta. Festiwal się niewątpliwie wyróżnia.

Reklama

To co było niezwykłe w zeszłorocznym festiwalu, to fakt, że publiczność czuła się jak współgospodarz i współorganizator poszczególnych spotkań, że ja, siedząc na leżaku pod tarasem, czułam, że goszczę pisarza Stasiuka, że siedząc pod pomnikiem Mickiewicza przyjmuję Katarzynę Ryrych w moim mieście. Było to bardzo wyraźne i inne niż zazwyczaj, gdzie jestem w różnych instytucjach także gościem. 

– Autorzy to odczuli. Niektórzy kontaktowali się ze mną i mówili: „Kasia, ja chcę znów przyjechać i poprowadzić jakieś spotkanie”. Tak, przestrzeń pod tarasem czy skwerek przy Mickiewiczu to są nasze miejsca, ale zazwyczaj tylko tamtędy przechodzimy, nie zatrzymujemy się. Kiedy szykowaliśmy scenę nad Sanem, to ludzie podchodzili, pytali, byli zaciekawieni co tu się wydarzy, nawet spontanicznie pomagali. Nad Sanem aż się prosi, żeby działo się więcej. 

Reklama

Te pomysły na wykorzystanie miejsc spotkań z pisarzami pozwoliły przytulić te fragmenty naszego miasta, dostrzec, otoczyć troską i czułością. Co poza tym festiwal daje miastu?

– Są ludzie, którzy nie byliby w Przemyślu gdyby nie chęć uczestniczenia w festiwalu. Ludzie których interesuje format festiwalu literackiego – a takich festiwali w Polsce jest sporo – przyjadą w dane miejsce z powodu ciekawego programu ale też popatrzą, czy ta oferta w tym właśnie mieście się czymś wyróżnia. Odbiorca festiwalu literackiego jest zupełnie inny niż odbiorca koncertu rockowego. Wiele z gości festiwalu interesuje się kulturą, historią, chce zwiedzać miasto, dowiadywać się o nim więcej. Ciekawi go kontekst, jest tu świadomie, ale też konsumuje, to co mamy najlepsze. Tak więc jest to promocja miasta w różnych wymiarach, bowiem tegoroczny program znów umożliwi doświadczanie Przemyśla na różne sposoby. 

Reklama

Spora część interlokutorów zaproszonych pisarzy pochodzi z Przemyśla, i nie są to pisarze czy eksperci: 

– Właśnie o to chodzi, żeby literatura nie była przestrzenią ekskluzywną tylko inkluzywną. W festiwalu literackim może wziąć udział każdy, niezależnie od tego czy przeczytał książki tych autorów czy nie. I poprowadzić spotkanie może osoba, która pewnie jest jakoś przygotowana, ale nie jest literaturoznawcą czy dziennikarzem, tylko jest żywo zainteresowana lub zaciekawiona tematem opisywanym w książce, albo samym autorem i jego doświadczeniem i ciekawie poprowadzi rozmowę. I to właśnie doceniali uczestnicy festiwalu.

Reklama

Jak pisarzom podobało się w Przemyślu: 

– Bardzo! Docenili piękno miasta, gościnność, letnie słońce. W tym roku często słyszałam od ludzi z różnych stron Polski, na przykład od Tomasza Terlikowskiego albo od Stanisława Łubieńskiego, że uwielbiają Przemyśl, albo że słyszeli już o naszym festiwalu i że chętnie przyjadą. Goście z Ukrainy docenili spokój, fakt, że mogą się wyspać, że spotkania mogą bezpiecznie odbywać się w przestrzeni miejskiej, gdzie nie słychać syren alarmowych. Dla nich wszystkich miasto jest taką sceną,  po której mogą się swobodnie i bezpiecznie przemieszczać. 

Reklama

W 2019 roku, w Domu Ukraińskim odbyło się spotkanie dwóch wielkich pisarek – Olgi Tokarczuk i Oksany Zabużko. Poza przeciekawą treścią ich rozmowy bardzo wyraźnie można było dostrzec coś, co nazwałabym „siostrzeństwem po piórze” – taką przyjaźnią opartą na szacunku, uznaniu, solidarności i lojalności. Kiedy w trakcie festiwalu obserwowałaś duety rozmawiających pisarzy,  to jak postrzegałaś integracje polsko-ukraińską w pisarstwie?

– Chciałam łączyć pisarzy w pary nieoczywiste. Kojarzyć ludzi, którzy się nigdy się wcześniej nie spotkali według różnego klucza, głównie związanego z wspólnymi elementami w twórczości lub doświadczeniu.  Zastanawiam się czy w tym połączeniu znajdą nowy język. Czasami wybucha „miłość od pierwszego wejrzenia”, a czasami nie. I to też jest ciekawe. Choć oczywiście jest to dla mniej dość stresujące, szczególnie na etapie uzgadniania tematów spotkań i ich potwierdzania.

Reklama

 Jak odbija się nasz świat we współczesnej literaturze?

– Słychać w niej coraz wyraźniej głosy mniejszości a i mniejsze historie uzyskują głos, słychać indywidualne doświadczenia, które okazują się doświadczeniem większej wspólnoty. Na przykład w zeszłym roku była u nas Aneta Prymaka-Oniszk z Białegostoku, pisząca o pamięci i tożsamości pogranicza polsko-białoruskiego. Było też spotkanie z Elizą Kącką – laureatką nagrody NIKE – w niespotykany dotąd sposób opisującą doświadczenie macierzyństwa dziecka w spektrum autyzmu. Ukraińscy pisarze próbują na różne sposoby opowiedzieć wojnę nie opowiadając wojny, to znaczy nią nie epatując. Próbują opowiadać o swojej tożsamości, którą odkrywają, o której do tej pory nikt nie mówił i to indywidualne doświadczenie dzielą z innymi. Ludzie zwracają się do swoich korzeni i sobie o tym opowiadają: z czego wyrośli, co zostało zniszczone, co trzeba budować. W naszym festiwalowym programie jest wiele opowieści o tym, jak człowiek sprawdza się w nowej dla siebie sytuacji – kryzysowej, dramatycznej, wymagającej odtworzenia. Będą to spotkania m.in. z Wojciechem Tochmanem, Olgą Solarz, Arturem Droniem, Mikołajem Grynbergiem, Ołeną Stiażkiną, Marianną Kijanowską.

Jak wybierałaś autorów: 

– Klucz był niejednolity. Śledziłam nowe książki na rynku wydawniczym, szukałam osób z ciekawą perspektywą opowieści, w jakimś aspekcie poruszają wybrany, nieoczywisty temat tożsamości. Ale na przykład wątek niemiecki jest mi osobiście bliski. Sama mieszkałam na terenach poniemieckich jako Ukrainka z rodziny wysiedlonej w ramach Akcji „Wisła”. Wiele lat tego regionu nie rozumiałam. I sporo moich refleksji czy zadziwień co do życia na „poniemieckim” odnalazłam w książkach naszych festiwalowych autorów: Karoliny Kuszyk czy Włodzimierza Nowaka. 

Niepamięć jest też elementem tożsamości ?

– Robert Gmiterek, nasz wybitny autor, poeta lokalny, w swojej nowej książce „Lulajżesyneczku” opowiada o osobie, która straciła pamięć. Czasem kiedy jesteśmy zakładnikami pamięci wydaje się nam to kuszące ale czasami to pokazuje dramat głównego bohatera, który próbuje siebie złożyć nie-pamiętając. 

Organizacja pozarządowa Związek Ukraińców w Polsce Oddział w Przemyślu jest organizatorem festiwalu. Jak ta organizacja wygląda w praktyce?

– Zdecydowanie sama nie dałabym rady. W moich rękach jest program, za całą logistykę odpowiada cała rzesza ludzi, jakieś 50 osób. Grafiką zajmuje się wyjątkowy Andrij Fil z Olsztyna, Ania Natalicz-Sawka jest szefową programu dziecięcego, Jula Beretska organizuje pracę wolontariuszy, Lila Kalinowska zarządza wystawą, cała rzesza Przemyślan prowadzi spotkania z autorami, Igor koordynuje prace techniczne: oświetlenie, nagłośnienie, tłumaczenie, Ksenia Komar odpowiada za całą logistyczną stronę, Kama, Ewa, Ulana, Lila, Ira za całą masę dokumentacji i rozliczeń. Są też partnerzy lokalni: Bosco karmi, Kawa i Zabawa poi, Wspólnie na 1000 pomaga, Azymut wspiera rowerowo… długo by wymieniać. Krystian grabi wodorosty i razem z Nikodemem koszą trawę nad Sanem. Są Jana, Mariana, Michał, Roma, Andrzej, Monika, Ty, Joanno i wielu, wielu innych.

Co Tobie osobiście dał festiwal?

– Ja teraz piszę książkę, więc dla mnie to są ciekawe kontakty w świecie literackim. Takie koleżeńskie i solidarnościowe w działaniu. To takie trochę odczarowanie tego świata, że nie jest on wielkim, niedostępnym światem wielkich ludzi do poziomu, że pisarze są tacy sami jak my. Poszerzają się horyzonty znajomości różnych inicjatyw. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy taką różową inicjatywą „Miasto z rzeką” a gdzieś jest instytut reportażu w Warszawie, a gdzieś jest Reporters Media w Kijowie i my możemy się wszyscy spotkać w Przemyślu, stworzyć okazję do poznania się, wymiany a może dalszej współpracy. To już jest bardzo dużo. 

Kiedy myślisz o przyszłości festiwalu ?

– Teraz już wiem, że nie chciałabym, aby ten festiwal był duży. Chciałabym, aby był zaciszną niszą w niedużym mieście, do którego przyjeżdżają osoby zainteresowane tematem, aby była to przestrzeń dobrych, odważnych i bezpiecznych rozmów, aby było w niej dużo miejsca i inspiracji na dobry kontakt.

To jest miejsce na Twoje zaproszenie dla czytelników: 

– Zapraszam od 22 do 26 lipca, do jedynego takiego „Miasta z rzeką” na dobre spotkania w sąsiedzkiej, zgodnej atmosferze. Spotkajmy się nad najpiękniejszym na świecie Sanem i pokażmy, że jest to miejsce dobrych opowieści, a my, Przemyślanie, potrafimy gościć jak nikt inny.

Dziękuję za rozmowę. Joanna Markin

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/07/2026 14:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama