AZS Jarosław został zgłoszony do rozgrywek koszykarskiej II ligi. Teraz w klubie walczą o dopięcie budżetu, uzyskanie licencji, a przede wszystkim odzyskanie dobrego imienia jarosławskiej koszykówki.
Artur Świątek, który podjął się misji wskrzeszenia jarosławskiej koszykówki początki projektu AZS wspomina z uśmiechem na twarzy. – Kiedy zaczęliśmy grać w III lidze, zainteresowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania – mówi. – Były takie mecze, że musieliśmy organizować imprezę masową, zatrudniać firmę ochroniarską – dodaje z dumą. Wspomina też, że o koszykówce w mieście po spektakularnym fiasku Znicza nikt na poważnie rozmawiać nie chciał. Ze względu na kiepski PR dyscypliny, AZS miał problem nawet ze zreorganizowaniem firmy transportowej, a obecnemu przewoźnikowi, z którym przez lata udało się wypracować solidny model współpracy, na początku za każdy wyjazd na mecz trzeba było płacić z góry. Na walce o przetrwanie i miejsce w III lidze AZS spędził 5 lat[paywall].
Awans do II ligi stał się niemal koniecznością, podkarpacka III liga praktycznie nie istnieje, w zeszłym roku w jej ramach AZS rozegrał raptem 4 mecze. Najważniejsze okazały się turnieje kwalifikacyjne organizowane z północy Polski. Wyjazdy mocno nadszarpnęły budżet klubu, ale się opłaciło, a jarosławianie wywalczyli prawo do gry w II lidze. – Okazało się, że zawodnicy, którzy są z nami od początku okrzepli, zaprawili się w trzecioligowych bojach. Do tego każdy z naszych weteranów dał coś od siebie. W jednym z meczów decydujących o awansie Łukasz Krawiec rzucał trójki jak natchniony, a Artur Mikołajko został najbardziej wartościowym zawodnikiem całego turnieju – mówi A. Świątek.To pieniądze przede wszystkim na dojazdy i organizację meczów. – Organizator musi zapłacić sędziom, musi zapewnić dwóch statystyków na mecz, a ludzi którzy mają uprawnienia, jest w naszym regionie zaledwie kilku – wyjaśnia prezes klubu. Zawodnicy grają w zasadzie tylko za zwrot kosztów, choć jeśli myśli się o podniesieniu poziomu sporotowego, trzeba by pomyśleć o kilku graczach na kontraktach. Póki co znów największym sponsorem AZS ma być miasto. Po awansie niewykluczone, że kwota dotacji wzrośnie, ale samorządowy rok budżetowy niekoniecznie zgadza się z kalendarzem sportowym.Prezes twierdzi, że wciąż tworzą się nowe okazje, a na horyzoncie pojawiła się nawet perspektywa sponsora tytularnego, ale to nic pewnego. – Wpadliśmy na pomysł, żeby w zbieranie funduszy na funkcjonowanie klubu zaangażować kibiców, ale niestety mimo wielu deklaracji wpłat jest stosunkowo niewiele. Udało się zebrać nieco ponad 2 tysiące. Ale dobre i to – zaznacza prezes, przypominając, że koszykówkę w mieście można wesprzeć, przelewając środki na konto podane na profilu klubu na facebooku. – Myślimy też o stworzeniu jakiegoś elitarnego klubu kibica – snuje plany A. Świątek, wyjaśniając, że w zamian za wpłacanie określonej sumy, kibic otrzymywałby wejściówki na wszystkie mecze, a być może jakiś większy dostęp do drużyny. Na razie jednak podstawowa sprawa to uzyskanie licencji. Zgłoszenie zostało już wstępnie zweryfikowane, związek koszykówki zażyczył sobie kilka korekt, ale A. Świątek jest dobrej myśli. – To są w mojej ocenie drobne sprawy – twierdzi.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jarosławska koszykówka to ZNICZ!!a nie jakieś azsy
A gdzie jest ten wspaniały ZNICZ ????
Jest parę dużych firm w mieście, ale one niestety są zainteresowane tylko tanią siłą roboczą w regionie.
Jarosławska koszykówka to ZNICZ!!a nie jakieś azsy
A gdzie jest ten wspaniały ZNICZ ????
Jest parę dużych firm w mieście, ale one niestety są zainteresowane tylko tanią siłą roboczą w regionie.