Pierwszym liderem tabeli został Promyk Urzejowice. Beniaminek w imponującym stylu rozprawił się u siebie z Płomieniem Morawsko, strzelając mu na inaugurację aż 7 bramek. Hat-trickiem w tym pojedynku popisał się Dawid Bochnak. Szkoda tylko, że przez lata jego snajperskie umiejętności i możliwości można podziwiać bardzo nieregularnie. Efektowne i bardzo pewne triumfy odniosły zespoły Czuwaju Przemyśl i Orła Przeworsk.
Przemyślan – w kolejnym już sezonie – trudno jednoznacznie zaszufladkować, więc z twierdzeniami, że mogą liczyć się w walce o awans, trzeba się wstrzymać. Przeworszczanie natomiast chcą zapewne szybkiego powrotu w szeregi IV-ligowców. W tym sezonie nie będzie to łatwe, bo w gronie poważnych ich konkurentów z całą pewnością jest inny spadkowicz z IV ligi podkarpackiej, czyli Sokół Sieniawa. Kto wie, czy właśnie ta drużyna nie jest największym faworytem zmagań. Póki co efektownie wygrała na trudnym terenie w Świętem. Innym kandydatem do namieszania w lidze jest oczywiście rezerwowy zespół III-ligowej Pogoni-Sokoła Lubaczów. Jeśli tylko sięgną po zawodników z pierwszego zespołu, może się powtórzyć scenariusz z poprzedniego sezonu, kiedy podobny zabieg stosował KS Wiązownica-Wisłoczanka Tryńcza. Bliski sprawienia sobie i swoim kibicom niespodzianki był Fenix Leszno, który na własnym boisku był o krok od pokonania mocnego przecież Piasta Tuczempy. Nie do końca niespodzianką jest wynik w Pruchniku. Teoretycznie Start pod wodzą nowego trenera Krzysztofa Jędrucha był lekkim faworytem, ale trzeba pamiętać, że Orzeł Torki został wzmocniony trzema wartościowymi piłkarzami, którzy w poprzednim sezonie występowali w Polonii Przemyśl: Piotrem Kuźniarem, Jakubem Konowalikiem i Kacprem Tarnawskim. Ten drugi dał Orłowi komplet punktów. Udaną inaugurację zapisał na swoim koncie inny beniaminek – Czarni Pawłosiów.
To był bardzo dobry mecz w wykonaniu ekipy Marka Rybkiewicza. Dodać od razu trzeba, że z rywalem trudnym, który w zeszłym sezonie pokazał się z dobrej strony. Tę kampanię zainaugurowali przede wszystkim bez Łukasza Gawła i Kacpra Najsarka, ale za to z kilkoma wzmocnieniami, z których chyba ten najważniejszy, czyli Alan Nowogrodzki z Płomienia Morawsko, który był jednym z najlepszych zawodników tej ligi w rundzie wiosennej tamtego sezonu, nie mógł jeszcze wystąpić w konfrontacji z Czuwajem.
Ale chyba nawet jego obecność w składzie niewiele by zmieniła. Przemyślanie byli zdecydowanymi suwerenami tej potyczki, kontrolując ją od początku do końca. Szybko ustawili sobie mecz po bramce Huberta Świecarza, który dobił uderzenie Kamila Podbilskiego, a po ponad pół godzinie gry wynik podwyższyli. Mateuszowi Świstowi asystował nowy nabytek, czyli Tomasz Żołyński. On jak i Błażej Demeńczuk, który pojawił się na murawie po przerwie, znakomicie wkomponowali się w zespół. W II połowie goście kontrolowali przebieg gry. Wówczas dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Maciej Fudali, czyli najskuteczniejszy (obok Piotra Kuźniara z Polonii Przemyśl) defensor poprzedniego sezonu w całej lidze. To były dwa wyjątkowe trafienia, bo na cześć przyszłego potomka, który niebawem pojawi się na świcie. Gratulujemy!
– Dziękuję zespołowi za zaangażowanie i walkę. Od początku mieliśmy ten mecz pod kontrolą i wynik odzwierciedla jego przebieg. Bardzo się cieszę, że świetnie wprowadzili się do drużyny nowi zawodnicy. Pracujemy dalej na kolejne zwycięstwa
– krótko podsumował trener Czuwaju M. Rybkiewicz.
Spadkowicz z IV ligi podkarpackiej przystąpił do rozgrywek w diametralnie przemeblowanym składzie. Większość graczy opuściła zespół, ale to nie znaczy, że Orzeł pod wodzą Arkadiusza Kiszki nie będzie się liczyć w ostatecznej rozgrywce. Będzie wręcz przeciwnie, bo Orzeł jest jednym z faworytów kampanii i liczy na szybki powrót w szeregi IV-ligowców. Pomóc w tym mają dwa niedawno przeprowadzone transfery – dołączenie do ekipy Patryka Pakuły i Rafała Dusiły z JKS Jarosław poważnie wzmocniło siłę ognia. Potwierdził to występ przeciwko ubiegłosezonowemu mistrzowi V ligi okręgowej – KS Wiązownica-Wisłoczance Tryńcza, w którym ów duet strzelił trzy z pięciu bramek dla przeworszczan. Ekipa z Tryńczy, w której zagrało tylko dwóch zawodników powyżej 22 lat, była tylko tłem dla gospodarzy, którzy całą sprawę zamknęli w pierwszych 45 minutach. W II połowie dobrze się bawili, karcąc rywala tylko jednym golem. Gdyby jednak chcieli, mogliby ukuć jeszcze kilka razy. Warto wspomnieć, że szeroką ławą do pierwszego składu wchodzą juniorzy. Sporo minut w tym starciu dostali: Tymon Kukla, Karol Łuczejko czy Karol Ochyra.
Zespół Pawła Lechocińskiego był bardzo bliski znakomitej inauguracji rozgrywek. Do pełni szczęścia zabrakło im kilku minut. Z pełnym przekonaniem trzeba dodać, że wygrana beniaminka byłaby zasłużona. I to w spotkaniu z nie byle kim, bo nieobliczanym i nieprzewidywalnym Piastem Tuczempy, który w zeszłym sezonie do końca walczył o podium rozgrywek.
Bohaterem Feniksa był Łukasz Głuszko. Zawodnik, który został przemianowany z napastnika na defensora, ale snajperskie nawyki pozostały. Zawodnik, który jest absolutną legendą klubu z Leszna, zdobywcą wielu ważnych bramek w ciągu ostatnich kilkunastu lat na różnych szczeblach rozgrywkowych. Gospodarze początkowo podeszli z respektem do rywala, który w mig to wykorzystał, wychodząc na prowadzenie po trafieniu Grzegorza Owarzanego. Ale im dalej w las, tym presja była mniejsza. Wówczas beniaminek stał się równorzędnym rywalem dla popularnego „Piaścika”. Do szatni zszedł z prowadzeniem, a dwukrotnie gości użądlił wspomniany Ł. Głuszko. Przez niemal całą II połowę na boisku toczyła się wyrównana gra. W końcówce jednak doświadczenie i cwaniactwo przyjezdnych wzięło górę. W 89. min stary lis Rafał Noga wykorzystał niezdecydowanie linii obronnej Feniksa i doprowadził do remisu.
To był wyrównany derbowy mecz przemeblowanych przed sezonem zespołów. Zespołów chyba mocniejszych niż poprzedniej kampanii. Wólczankę przejął pod swoje skrzydła Bogusław Sierżęga, pawłosiowian wciąż oczywiście prowadzi legenda tego klubu Roman Wawrzynkiewicz.
Jedyna bramka padła pod koniec I połowy, kiedy z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne Sebastian Bogacz, a Mateusz Wilk uprzedził defensorów z Wólki Pełkińskiej i ładnym strzałem głową pokonał Andrzeja Mikusa. Obie ekipy stworzyły kilka sytuacji do zdobycia kolejnych bramek, ale zabrakło zimnej krwi i szczęścia w finalizacji.
Kapitalnie w sezon wszedł beniaminek z Urzejowic. Promyk zgasił Płomień niczym zapałkę, rozgrywając znakomite zawody. Nie było momentu, aby zespół prowadzony przez grającego trenera Alberta Kondrackiego mógł się poczuć zagrożony. Dopilnował tego przede wszystkim Dawid Bochnak, który już po kwadransie gry na „Promyk Arenie” miał na swoim koncie dwa trafienia. Trzecie za chwil kilka dołożył Dominik Dzimira. Co prawda bramkę, dającą nadzieję Płomieniowi, zdobył Miłosz Pindak, ale odpowiedź gospodarzy była bezlitosna. Oczywiście za sprawą D. Bochnaka, który po 45 minutach skompletował hat-tricka. W II połowie żadnych wątpliwości nie było. Gości pogrążył niezwykle solidny i skuteczny Paweł Drabik, a w tzw. międzyczasie na listę strzelców wpisał się Artur Kondracki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze