Od 28 marca życie mieszkańców wieżowca przy Rogozińskiego 4 dezorganizuje psująca się non stop winda. Dla osób starszych i schorowanych, mieszkających na wyższych kondygnacjach, a takich w tym bloku nie brakuje, awaria windy oznacza brak możliwości wyjścia z domu po sprawunki czy do lekarza. W windzie, która zacięła się między piętrami, utknął niedawno przerażony 10-latek. Podobną historię przeżyło też kilku innych lokatorów bloku, w tym ciężarna kobieta. – Prosimy o pomoc, bo nie mamy już zdrowia! – zaapelowali, zwracając się do nas z prośbą o interwencję.
Od prawie 2 miesięcy winda w wieżowcu przy Rogozińskiego ulega powtarzającym się awariom. Naprawiana była już wielokrotnie. Działa przez jakiś czas, a potem znów odmawia posłuszeństwa.
Bywa, że już po kilku godzinach od naprawy. O ile problem młodych i mieszkających na niższych piętrach tak nie dotyka, to już ci z starsi i z wyższych kondygnacji mają nie lada kłopot.
– Winda zaczęła się psuć 28 marca. W kwietniu też problem się powtarzał, a w maju problemy są praktycznie bez przerwy. Człowiek wychodzi z domu po sprawunki i nie wie, czy[paywall] jak wróci, zastanie sprawną windę czy będzie musiał dźwigać zakupy na 9. piętro po schodach. A nie jestem już młody, to dla mnie duże obciążenie. Żona w ogóle nie zejdzie na dół, bo ma problem z kolanem – skarży się mężczyzna.
– Owszem, kiedy zgłaszamy awarię w spółdzielni, pracownicy usuwają usterkę, ale to przynosi efekt na krótko. Może nie do końca wiedzą, w czym tkwi problem. A może to kwestia oszczędności? – zastanawia się jedna z mieszkanek.
– Być może należałoby ściągnąć do naprawy fachowca z zewnątrz, który rozgryzie problem i naprawi usterkę raz na zawsze. Iks razy problem zgłaszany był do administracji, elektryków, kierownika działu technicznego... I dalej wraca – rozkłada ręce mężczyzna.
Inna z lokatorek, również mająca problem z nogą, dodaje:
– Mam skończone 66 lat, astmę i pokonanie 8 pięter na piechotę to dla mnie wyczyn. Raz utknęłam w tej windzie pomiędzy piętrami. Musiałam głośno wzywać pomocy, aż w końcu usłyszała mnie sąsiadka. Konieczna okazała się interwencja strażników miejskich i straży pożarnej, którzy otwierali drzwi awaryjnie. Od tego czasu boję się do windy wsiąść, a kiedy już muszę, jadę z duszą na ramieniu – mówi kobieta.
W wieżowcu z numerem 4 mieszka także kobieta na co dzień poruszająca się przy pomocy balkonika. Sprawna winda to dla niej praktycznie jedyna możliwość opuszczenia domu.
– W miniony wtorek potrzebowałam się dostać do lekarza. Winda znów odmówiła posłuszeństwa. Dla mnie zejście na dół o kulach i przy wsparciu męża to gehenna – relacjonuje kobieta. I dodaje, że choć od wczoraj winda znów działa, żyje w napięciu, bo nazajutrz ma umówioną wizytę i nie ma pewności, czy winda jeszcze będzie sprawna.
– W ostatnim tygodniu zawieszała się 15 razy – grzmią mieszkańcy. Kilku dorzuca swoje historie. Każdy podkreśla, że bez telefonu do windy nie wsiądzie, bo w razie jej zacięcia się ten daje możliwość wezwania pomocy.
– W windzie zaciął się jeden z chłopców. Siedział tam sam w oczekiwaniu na pomoc i umierał ze strachu, a mama czekała przy drzwiach. Taki sam przypadek dotknął sąsiadkę, która jest w ciąży. Ja z dzieckiem chodzę po schodach, odkąd mąż się zaciął w windzie, boję się do niej wsiąść. Nie po to płacimy 50 złotych miesięcznie, żeby winda 3 – 4 razy dziennie się zawieszała – mówi kobieta.
Inny mężczyzna dodaje, że nieraz na otwarcie windy trzeba czekać około 2 godzin, a on jako cukrzyk czasem potrzebuje glukozy. Takie unieruchomienie w windzie to w tej sytuacji zagrożenie.
– Nie mówiąc już o tym, że raz zdarzyła mi się historia, że otworzyłem drzwi do windy, a ona była kilka pięter niżej. Co jeśli przytrafiłoby się to dziecku? – pyta.
Prezes Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Zbigniew Kurosz jest zaskoczony tematem.
– Bezpośrednio do mnie nikt z mieszkańców nie zgłaszał się z tym problemem. Budynek przy Rogozińskiego ma już ponad trzydzieści lat, więc w przypadku windy trzeba wziąć pod uwagę tak zwane zmęczenie materiału. Budynków z tego samego okresu mamy pod swoją pieczą więcej. Przymierzamy się do tematu zakupów nowych wind, ale to ogromne koszty. Myśleliśmy, że uda nam się skorzystać z dotacji unijnych, ale na razie nie mamy takiej możliwości.
– Fachowców od obsługi dźwigowej mieliśmy i nadal mamy. Owszem, odeszło w ostatnim czasie dwóch doświadczonych dźwigowców, ale na ich miejsce przyszli nowi, więc są ludzie do realizowania tego typu napraw i robią to na bieżąco. Bezpieczeństwo jest dla nas ważne, nie moglibyśmy sobie pozwolić na zaniedbanie tego tematu.
– Zapewniam, że zrobię szczegółowe rozeznanie odnośnie bloku nr 4 i tego, jakie były w ostatnim czasie uszkodzenia windy. Być może uległ mu element, który jest trudny do ściągnięcia. Bo trzeba pamiętać, że te wszystkie urządzenia mają już swoje lata i zdobycie niektórych części może być problemem. Sytuacja, w której po otwarciu drzwi windy nie ma jej na danym poziomie, oczywiście nie powinna mieć miejsca. Sprawdzimy, jaka mogła być tego przyczyna.

fot.Urszula Gielo
Winda w wieżowcu przy Rogozińskiego ulega powtarzającym się awariom. Część z mieszkańców woli do niej nie wsiadać, a jeśli już z niej korzystają, to z duszą na ramieniu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jak mi się zatrzasną drzwi w mieszkaniu też napiszę lub zadzwonię do Życia Podkarpackiego, by mnie ratowali w potrzebie.
Winda to nie zabawka i nie ma prawa psuć się tak często! Urządzenie ma swoje odpowiednie zabezpieczenia. Po to są przeglądy, regularna konserwacja i bieżące serwisowanie. Zarządzający budynkiem lekceważy swoje obowiązki albo nie nadaje się do tego.
Te windy się w ten sposób psują od nowości, żadne serwisowanie nie pomoże. A wymiana windy to jest przeróbka całego szybu. Dlatego w blokach z lat 80tych nikt nie rusza tematu. Koszty zabijają.
Naprawy wind nic nie dadzą. A Spółdzielnia nigdy ich nie wymieni, ponieważ większość tych bloków i wieżowców podchodzi z lat 80 i ich data eksploatacji była wyznaczona na 50-60 lat. Kiedyś te bloki i wieżowce po prostu zburzą i postawią nowoczesne zabudowania, gdzie winda jest już do budynków 3 piętrowych.
gorący temat nadający się do tej gazetki zresztą jak zwykle... a czas błogo płynie i płynie jak to w tej mieścinie bo już nie miasta...
Dokładnie. Technika budowy przez te 30 lat tak poszła do przodu, że wymiana wind jest nieopłacalna. Ponadto starzy powoli wymierają, a młodzi wyjeżdżają z miasta do większych aglomeracji, albo budują się na terenach podmiejskich. Ponadto stan techniczny niektórych bloków nie jest w dobrym stanie np. odpadający tynk z sufitu na korytarzu i zalewających deszcz przez dziurę z dachu czy ten przykład z windami.
Kiedy Pan Prezes nie był zaskoczony?Kto z mieszkańców osiedla należącego do PSM widział Pana Prezesa spacerującego i doglądającego... osiedle?SUABO Panie Prezesie. Z długiego siedzenia na fotelu dostaje się hemoroidy.
Tragedia tragedią, ale jakiś bogacz tam mieszka. Na drugim zdjęciu mamy Mini na pierwszym planie.
A to ciekawe, dlaczego akurat 50 lat. Akurat większość bloków w naszym mieście powstawała w latach 70 i 80tych. Więc niedługo minie ten termin. Jakoś nie widać aby stan techniczny tych budynków był tak tragiczny by je rozbierać. A ceny mieszkań w tych blokach wcale do najniższych nie należą. Pamiętam jak na początku mówiono, że to bloki na 25 lat, teraz że 50, ostatnio czytałem ekspertyzy, które mówią, że i następne 50 przetrwają. I co o tym myśleć?
Jak mi się zatrzasną drzwi w mieszkaniu też napiszę lub zadzwonię do Życia Podkarpackiego, by mnie ratowali w potrzebie.
Tyle jesteś wart.
Winda to nie zabawka i nie ma prawa psuć się tak często! Urządzenie ma swoje odpowiednie zabezpieczenia. Po to są przeglądy, regularna konserwacja i bieżące serwisowanie. Zarządzający budynkiem lekceważy swoje obowiązki albo nie nadaje się do tego.