„Wyjarzmiona”, czyli historia biednej dziewczyny ze wsi przez nią samą opowiedziana” (Wydawnictwo Margines) – to najnowsza powieść Renaty Bożek. We wtorek, 5 sierpnia br., w przemyskiej Bibliotece Publicznej autorka opowiedziała o genezie powstawania książki. Rozmowę prowadził Adam Wiedemann, wybitny polski poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki i tłumacz. Uczestników powitała Agata Pilawa, kierownik udostępniania bibliotecznych zbiorów w PBP, pomysłodawczyni spotkania.
Renata Bożek, prozaiczka i publicystka, studiowała psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i nauki społeczne w Szkole Nauk Społecznych przy PAN w Warszawie. Jest prezeską Związku Pisarzy ze Wsi, współzałożycielką internetowego pisma literackiego „Pole”. Efektem studiów doktoranckich jest jej pierwsza powieść „Madame Sinobroda” (2005), opisująca początki warszawskiego hipsterstwa, postaw alternatywnych wobec obowiązującej kultury głównego nurtu. W wersji internetowej wydała nowelę „Pies”, literacki zapis odczuć po stracie ukochanej suczki o imieniu Teresa. Renata Bożek jest także współautorką serii prozatorskiej Związku Pisarzy ze Wsi. Mieszka w Warszawie i rodzinnej wsi Karpiówka koło Kraśnika w województwie lubelskim.
Pracę nad swoją najnowszą książką rozpoczęła w 2018. Podczas spotkania tłumaczyła, dlaczego proces jej powstawania trwał siedem lat. – Gromadziłam szczegółowe opracowania historyczne, dotyczące realiów dziewiętnastowiecznej polskiej wsi. Ponadto po drodze – jak pamiętamy – pandemia, a potem szukanie wydawcy. To musiało potrwać – mówiła autorka „Wyjarzmionej”.
Powieść dzieli się na trzy części: Wieś, Dwór, Miasto. W każdym z tych miejsc Rozalka walczy o siebie i przetrwanie.
W okładkowym anonsie wydawca tak charakteryzuje „Wyjarzmioną”: „Powieść łotrzykowska o wiejskiej dziewczynie, która bierze los w swoje ręce. Historia zaczyna się w 1981 roku, kiedy Rozalka Balawender, obdarte chłopskie dziecko, z modlitwą na ustach (…) poprzysięga zemstę paniczowi. Piętnaście lat później już w sukni z jedwabiu szykuje się do ślubu z bogatym narzeczonym. Co umożliwiło ten awans społeczny? Jakie wiodły do niego zbrodnie i niecnoty? Perypetie nietuzinkowej dziewczyny to opowieść o wspinaniu się po szczeblach drabiny klasowej. Standardowy „pański” język polski miesza się z gwarą wsi lubelskiej, a fikcyjni bohaterowie spotykają postaci znane z kart historii. Ubrany w kostium historyczny głos w dyskusji o nierównościach społecznych i szansach na wyrwanie się z miejsca pochodzenia. To wreszcie opowieść o potędze odmienności i o sile, która pcha człowieka do rozwoju i zmiany”.
– „Wyjarzmiona” to dla mnie powieść science fiction – mówił na spotkaniu Wiedemann. – Oprócz wręcz naturalistycznego realizmu, historia jest bardzo wymyślona. Bo ten świat jest opisany z pewną wyrafinowaną przesadą. Tam jest już tak źle, że gorzej być nie może. Rozalka przeszła przez trzy kręgi piekła.
– Było jeszcze gorzej – ripostowała Bożek. – Ta książka zaczęła się od mojego zainteresowania historią chłopów i od snu. Zobaczyłam w nim obdarte chłopskie dziecko na bagnach. Dziecko patrzyło na topiącego się w bagnie polskiego oficera. Historia w książce wymyślona jest może w dwudziestu procentach, a te wszystkie – jak powiedziałeś – naturalistyczne opisy wynikały z moich bardzo gruntownych lektur, dotyczących sytuacji na wsi polskiej w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. Rozalka pochodziła z krainy płaskoziemców. Tam wszyscy jeszcze wierzyli, że ziemia jest płaska. Nie było szkoły, lekarza, a kołtun był najskuteczniejszym sposobem na wszelkie dolegliwości i lęki. Musiałam zrozumieć, co czuje, jak myśli, jak mówi dziewięcioletnie dziecko, później dorosła kobieta. Bardzo mi pomogły pamiętniki z tamtego okresu pisane przez Kazimierza Deczyńskiego, nauczyciela chłopskiego pochodzenia. Opisał, jak dwór i dziedzic traktował chłopów. Przemoc na wsi była wtedy czymś absolutnie codziennym. Nie tylko ze strony dworu, ale też ze strony własnej rodziny. Bicie kobiet było czymś naturalnym. Mieliśmy kolonializm w polskim wydaniu. Jedyna równica, w porównaniu na przykład do niewolnictwa w Ameryce, w ówczesnej Polsce polegała na tym, że nie można było kupić pojedynczego chłopa lub chłopki, ale całą wieś już tak. Odchorowałam tę lekturę – mówiła Renata Bożek.
Podczas dyskusji jedna z uczestniczek spotkania pytała Renatę Bożek o jej chłopską tożsamość i co w niej ceni?
– Twardość charakteru – mówiła autorka „Wyjarzmionej”. – To mam po moich chłopskich przodkach: pradziadkach, dziadkach. Nie jest tak, że jak mam do wykonania trudną pracę, to ja tego nie robię. Jak byłam młoda, bywało, że wieczorem popłakałam sobie, ale rano trzeba wstać i do roboty. To cecha w ogóle ważna w życiu, żeby się podnosić, żeby się nie rozpaść. Rozalce, mojej bohaterce, się udało. Zdjęła jarzmo. Nie poddała się. Powieść kończy się, gdy ma dwadzieścia trzy lata. Szykuje się do ślubu. Ale co będzie z nią dalej?
– pytała na zakończenie spotkania Renata Bożek.
Artur Wilgucki

– Przemoc na wsi była wtedy czymś absolutnie codziennym. Nie tylko ze strony dworu, ale też ze strony własnej rodziny. Bicie kobiet było czymś naturalnym – mówiła Renata Bożek autorka „Wyjarzmionej”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze