Pasjonaci potrafią być uparci. Ubiegłej jesieni kilku zapaleńców ze stowarzyszenia „Linia 102” zaczęło rąbać drzewa i krzaki porastające nieużywane tory prowadzące z Przemyśla do Malchowic, a kiedyś jeszcze dalej. Wtedy niektórzy znacząco pukali się w czoło, słuchając, jak Karol Gajdzik mówi, że tym szlakiem, wybudowanym za czasów Franciszka Józefa, będzie można po stronie ukraińskiej dojechać do źródeł Sanu. W sobotę, 22 kwietnia, okazało się, że jest to jednak możliwe.
Prognozy pogody na sobotę nie zachęcały do wypraw, ale chętnych było wielu. Niestety z powodów logistycznych udział w kolejowej wyprawie do źródeł Sanu mogło wziąć tylko trzydzieści osób. Punktualnie o siódmej z Dworca Głównego wyjechała drezyna z częścią uczestników eskapady. Druga część czekała już przy zaimprowizowanym przejściu granicznym. Po błyskawicznej odprawie przechodzimy granicę po torach. Wita nas delegacja gospodarzy z Orestem Bonkiem, starostą samborskim na czele, która będzie nam towarzyszyć przez cały dzień. Choć nie jest to żadna oficjalna impreza, powiewają flagi Polski, Ukrainy i unijna. Krótkie przywitanie i pakujemy się do autobusu.
W Niżankowicach krótki postój, żeby zobaczyć dworek rodziny Hrimów (dzisiaj niestety w ruinie) i jedziemy dalej. Za miasteczkiem zaczyna się droga przypominająca czołgowy poligon. Kierowca jest miejscowy. Wie, że dziur jest tyle, że[paywall] nie da się wszystkich ominąć, więc wybiera te mniejsze. Na dodatek zaczyna padać śnieg. Na szczęście od Starego Sambora droga budowana przez turecką firmę ma już europejskie standardy. Za Striłkami zaczyna się pejzaż zupełnie przypominający nasze Bieszczady. Nagle na drodze szlaban. Ukraińscy pogranicznicy pobieżnie kontrolują paszporty. Dopiero wtedy przypominamy sobie, że przecież jedziemy prawie tuż przy granicy.

fot.Jacek Szwic
Pamiątkowe zdjęcie na tle pociągu.
Wreszcie dojeżdżamy do Wołosianek. Do pociągu, który ma przyjechać z Użgorodu, zostało jeszcze pół godziny. Stacja jak wymarła, ale otoczenie wygląda na zadbane. Wystrzyżone trawniki, chodniki wysypane żwirem. W budynku dworca żywej duszy, tylko informacja na drzwiach, że bilety kupuje się w pociągu u konduktora. Przed budynkiem na betonowym cokole pozostał jeszcze ślad po skutej, pięcioramiennej gwieździe. Wreszcie nadjeżdża pociąg. – To rumuński skład – oceniają fachowo nasi „kolejarze”. Wsiadamy do obszernych wagonów z drewnianymi ławkami, jakich już u nas nie uświadczy i ruszamy na najciekawszy odcinek górskiej kolei wybudowanej w 1905 roku i łączącej Użgorod z Siankami.
Z Wołosianek do Sianek mamy jedynie 16 kilometrów, ale podróż trwa czterdzieści pięć minut. Na tym odcinku pociąg musi pokonać wysokość 371 metrów, bo taka jest różnica poziomów pomiędzy stacjami. Po drodze przejeżdża przez 27 wiaduktów przerzuconych ponad górskimi rzekami. Niektóre z wiaduktów są tak wysokie, że ci, którzy cierpią na lęk wysokości rezygnują z oglądania krajobrazu.
Dodatkową atrakcją jest sześć tuneli wykutych pod wzgórzami. Najdłuższy z nich ma prawie kilometr. Jak oni to zbudowali przy ówczesnej technice i to tak solidnie, że służy do dzisiaj? Większa część trasy biegnie tuż przy polskiej granicy i wszyscy garną się do okien żeby na przełęczy Użockiej tuż przed Siankami zobaczyć biało czerwony słup graniczny i niewielkie rozlewisko, z którego bierze początek San. W Siankach kończymy przygodę z koleją i przesiadamy się do autobusu, bo inaczej nie zdążylibyśmy na umówioną odprawę graniczną.

fot.Jacek Szwic
Dla takich widoków warto było poświęcić całą sobotę.
Po drodze na chwilę zatrzymujemy się w Starej Soli, żeby zobaczyć nieczynny siedemnastowieczny kościół katolicki pod wezwaniem Michała Archanioła. Aż żal patrzeć na wyszczerbione mury, ale ze składek wiernych udało się już pokryć dach, więc jest nadzieja, że kościół nie zniszczeje. Następny przystanek w Chyrowie, gdzie oglądamy wnętrze dawnej kaplicy należącej przed wojną do kompleksu Zakładu Naukowo-Wychowawczego ojców Jezuitów. Dzisiaj odrestaurowana świątynia służy wiernym greckokatolickim. To ostatni punkt wyprawy i po znanych już dziurach dojeżdżamy do Niżankowic, gdzie czekają już ukraińskie i polskie służby graniczne. Krótka odprawa i znowu po torach przechodzimy do Polski.

fot.Jacek Szwic
Pamiątkowe zdjęcie na tle pociągu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Panie Jacku, Malhowice napisane przez Pana przez "ch" mogą sprawić, że napiszą o Panu artykuł z cyklu "okiem czepialskiego" :)
Spokojnie, tu chodzi o idę a nie ortografię :)
A wiesz ortografie jak się pisze "prącio" samo H czy CH więc nie bądź kutaskiem szczegółowym i drobiazgowym.Czytaj co jest napisane i co się liczy bo jesteś z tamtych stron.
Panie Jacku, Malhowice napisane przez Pana przez "ch" mogą sprawić, że napiszą o Panu artykuł z cyklu "okiem czepialskiego" :)
Spokojnie, tu chodzi o idę a nie ortografię :)
A wiesz ortografie jak się pisze "prącio" samo H czy CH więc nie bądź kutaskiem szczegółowym i drobiazgowym.Czytaj co jest napisane i co się liczy bo jesteś z tamtych stron.