Właściciele kilku działek przy alei Dmowskiego, będącej fragmentem wschodniej obwodnicy miasta i jednocześnie drogi wojewódzkiej nr 885, nieopodal ronda im. abpa Ignacego Tokarczuka twierdzą, że zostali wystrychnięci na dudka podczas budowy tegoż traktu. Obiecano im wybudowanie dojazdu do działek, a oddano im do użytku... piesze przejście na wysokości przystanku autobusowego.
Wschodnią obwodnicę miasta wybudowano kilka lat temu. Wówczas tamte tereny były dziewicze, w zasadzie pozbawione samochodowych spalin i ciągłego huku pędzących samochodów. To wcale jednak nie oznacza, że budowa tej drogi była złym pomysłem. Wprost przeciwnie, bo znacznie odciążyła centrum Przemyśla, przyczyniając się do coraz lepszego skomunikowania różnych części miasta[paywall].
Zawsze przy tego typu przedsięwzięciach ktoś traci. Ktoś musi zgodzić się na nie do końca sprzyjające mu warunki inwestora i potem wykonawcy. Jednymi z tych, którzy stracili, są właściciele co najmniej pięciu działek przy alei Dmowskiego, będącej fragmentem wschodniej obwodnicy miasta, nieopodal ronda im. abpa Ignacego Tokarczuka. Kiedyś mieli do nich dojazd, obecnie jest to praktycznie niemożliwe. Praktycznie niemożliwe, teoretycznie tak, ale o tym nieco później...
– Od ponad pięciu lat chodzimy od Annasza do Kajfasza. Od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad po przemyski magistrat. I tak nas odsyłają od jednej instytucji do drugiej... – zaczął opowieść jeden z właścicieli działki na wspomnianym terenie. – Wszystko zaczęło się od wykupu niektórych działek pod przyszłą budowę obwodnicy. Ludzie dostali pieniądze. Ale nie wszyscy działek się pozbyli. W tym gronie byłem ja i jeszcze kilka innych osób. Przez wiele lat dojazd był. Kiedy planowali budowę drogi, obiecano nam, że wybudują i nowe dojazdy. Nic takiego się nie stało. Sporo musieliśmy się nachodzić, aby wybudowali nam coś w rodzaju kładki, bo wcześniej musieliśmy przeskakiwać przez głęboki rów melioracyjny, wiodący wzdłuż alei Dmowskiego – dodał.
Działkowicze mają cały plik pism, kierowanych – jak już wspomnieliśmy – do m.in. rzeszowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, poprzez regionalne zarządy dróg, na przemyskim magistracie skończywszy. Efektem była... budowa zatoki autobusowej, wykonanie wspomnianej kładki – zajścia do działek, ale przecież nie o to im chodziło!
– W mieście dowiedzieliśmy się, że są gotowi do pertraktacji z GDDKiA w sprawie wykonania tego zjazdu. No, uwierzyliśmy... Niestety, osoba z naszego kręgu, która za tym chodziła i pilnowała, zmarła. Sprawa na jakiś czas została odłożona na półkę. Ale cały czas wraca, bo gdyby ktoś z nas chciał cokolwiek poważniejszego zrobić na swojej działce, nie może. Przez głupoty opowiadane nam przez różne instytucje. Jak mam na przykład postawić choćby jakiś domek, skoro nie mam jak dowieźć materiał? Na plecach mam nosić od zatoczki autobusowej? Przecież to jakiś absurd! Ale powiem szczerze, że ktoś zadziałał cwanie. Najpierw nas odcięli zupełnie, budując zatoczkę autobusową i kładkę, by teraz powoływać się właśnie na ten fakt i na to, że przecież nie będą wszystkiego rozburzać. Zostaliśmy wystrychnięci na dudka. Ale się nie poddajemy. Niech sobie zatoczkę przesuną, a nam zrobią zjazd do działek tak jak przez wiele lat był – podsumował, zżymając się delikatnie nasz rozmówca.
Jak się okazało, rzeszowski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie ma z tym nic wspólnego. Wydawać by się mogło, że licząca ok. 10 km droga wojewódzka nr 885 z Przemyśla do Malhowic, do granicy państwa, w skład której wchodzi m.in. wschodnia obwodnica Przemyśla, powinna być w administracji i nadzorowana przez Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzki w Rzeszowie... Nic z tych rzeczy.
– W tej sprawie właściwą instytucją jest Zarząd Dróg Miejskich w Przemyślu. To jednostka organizacyjna samorządu, przy pomocy której prezydent Przemyśla wykonuje swoje obowiązki jako zarządca dróg publicznych w granicach administracyjnych miasta Przemyśla. Zgodnie z ustawą o drogach publicznych, w miastach na prawach powiatu, a takim jest Przemyśl, prezydent jest zarządcą wszystkich dróg publicznych, niezależnie od ich kategorii. Czyli niezależnie od tego, czy jest to droga krajowa, wojewódzka, powiatowa czy gminna. Nasze kompetencje nie obejmują odcinków dróg wojewódzkich w granicach miasta Przemyśla – w tym drogi wojewódzkiej nr 885 Przemyśl – Malhowice – granica państwa – szczegółowo wyjaśnił dyrektor Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie Piotr Miąso.
Działkowicze rzadko wspominali o tym, że to jednak miasto powinno im zrobić dojazd do działek. Dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Przemyślu Jacek Cielecki, powiedział, że ci mają jednak dojazd! Od strony ulicy Obozowej. Tyle, że nieco teoretyczny, bo po pierwsze: to „droga” gruntowa, po drugie: to droga prywatna, więc właściciel wcale nie musi wyrazić zgody na przejazd tamtędy samochodów.
– Nikt nikomu nie obiecywał dojazdu do działek. Od początku stawialiśmy sprawę jasno: wjazdu bezpośrednio z obwodnicy nie będzie. I mówię to z pełną świadomością. W zeszłym roku wykonane zostało od strony alei Dmowskiego dojście do nich, z bezpieczną barierką. Teraz, kiedy to zrobiliśmy, ci państwo narzekają, że za wąskie, że samochodem nie przejedzie! Raz jeszcze powtórzę: to nie dojazd do działek, a dojście do nich – podsumował J. Cielecki.
Wygląda na to, że boje działkowiczów spełzną na niczym. Pytanie tylko, czy rzeczywiście przed kilkoma laty ktoś obiecywał zjazd do działek (co byłoby naturalną koleją rzeczy), czy działkowicze sami to sobie wymyślili, czy też ktoś sprytnie się z tego wymiksował?Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze