Reklama

Z cyklu „Niezwykłe historie ŻP”: Pedofil fikcyjnie uśmiercił siebie, by uniknąć więzienia

26/07/2020 11:36

Kierownik pociągu Michał Łagodziński z Przemyśla, człowiek starszy, żonaty, lecz pod względem obyczajowym można mu było bardzo wiele zarzucić. Jako erotoman, nadmiernie interesował się sprawami seksualnymi, ponieważ intymne współżycie małżeńskie absolutnie mu nie wystarczało.

Miał on ze sobą dodatkowo jeszcze inny problem. Nie był żadnym Adonisem, lecz typem obleśnym z poranioną ospą twarzą i łysawą głową. Taki wygląd fizyczny bardzo utrudniał mu zawieranie znajomości z innymi kobietami.

Pedofilskie zainteresowania

Jako kierownik pociągu często służbowo jeździł po różnych trasach. Przyznać trzeba, że nieraz[paywall] udało mu się dorwać na nocnym dyżurze jakąś samotną i bezdomną kobietę i w pomieszczeniu służbowym wyprawiać z nią harce. W miarę upływu czasu wzrastał u niego popęd seksualny już do niepełnoletnich. Innym słowy: stał się pedofilem. Na ten temat zaczęli plotkować sąsiedzi, mimo że nikt go nie złapał na gorącym uczynku.

Gwałt na 10-letniej dziewczynce

Nagle gruchnęła wieść, że Łagodziński popełnił haniebny występek na 10-letniej dziewczynce, której matką chrzestną była jego żona Stanisława. Ofiara została najpierw pobita, a potem zgwałcona. Sprawa stała się nie tylko głośna w Przemyślu, ale również w całym woj. lwowskim. Było już pewne, że przestępca pójdzie siedzieć do więzienia na długie lata. Ludzie oczekiwali na szybie ukaranie zwyrodnialca. Niestety, wszyscy się rozczarowali.

Reklama

Ucieczka

Aby uniknąć konsekwencji, kolejarz niespodziewanie zniknął z Przemyśla i zatarł po sobie wszystkie ślady. Policja rozpoczęła za nim poszukiwania. Nadaremnie. Ludzie mówili, że ukrywa się w okolicznych lasach, gdzie w porze letniej mógł się dobrze zaszyć w gąszczach. Szukano go wybiórczo w dzień i w nocy w całym województwie, a nawet wysłano za nim listy gończe, które na niewiele się zdały. Plotkowano też, że winowajca zapewne uciekł za granicę i tam się ukrywa. Cała sprawa jakby ucichła.

Wisielec na drzewie

Tymczasem w lesie opodal Gródka Jagiellońskiego (33 km od Lwowa) odkryto zwłoki wisielca. Ponieważ jego zniekształcona i zniszczona twarz przez kruki i wrony była tak duża, że dokonanie identyfikacji i ustalenie tożsamości denata stało się niemożliwe. Miał na sobie tylko resztki płaszcza, a także kamizelkę w nieco lepszym stanie. O tym wydarzeniu natychmiast powiadomiono Łagodzińską. Ta natychmiast udała się, by ewentualnie rozpoznać swego męża. Kiedy zjawiła się na miejscu, niemal od razu stwierdziła w obecności policji, że to jest jej Michał. Wprawdzie po twarzy go nie poznała, ale za to wskazała na kamizelkę, którą mu własnoręcznie uszyła jako upominek na imieniny.

Reklama

Pogrzeb Michała

W ten oto sposób cała sprawa Łagodzińskiego została, tak by się wydawało, wyjaśniona i zakończona. Wszyscy mówili, że on sam sobie wymierzył sprawiedliwość. Wisielca przywieziono do Przemyśla i pochowano na cmentarzu. Zrozpaczona żona, nieutulona w żalu po tragicznej stracie męża, wprawdzie nie najlepszego, ale w każdym razie męża, dostała – zgodnie z przepisami – zwrot kosztów pogrzebu, a także po nim wcale niemałą emeryturę. Było to możliwe dzięki temu, że sprawa karna o zhańbienie nieletniej i ciężkiej uszkodzenie jej ciała nie znalazła się na wokandzie sądowej, a tym samym nie mogła dla podejrzanego zakończyć się prawomocnym wyrokiem.

Aresztowanie „nieboszczyka”

Wydawałoby się, że ta cała kryminalna historyjka powinna mieć już wreszcie koniec. Jednak wnet doszło do niebywałej sensacji. 11 maja 1930 roku lwowska Gazeta Poranna (nr 9213) doniosła: „Oto w Białej, zatem w mieście nie bardzo od Przemyśla oddalonym, odkryto przypadkowo najautentyczniejszego Michała Łagodzińskiego, tego samego, którego tak rzewnie opłakiwała, nosząc po nim głęboką żałobę, jego owdowiała żona”. To niezwykłe odkrycie o aresztowaniu „nieboszczyka” zaskoczyło mieszkańców Przemyśla, a szczególnie jego żony, która pobierała za niego emeryturę. Stwierdzono wówczas, że od chwili ucieczki pedofil ukrywał się w różnych miejscowościach.

Reklama

Żona w opalach

Łagodzińskiego przywieziono do Przemyśla. W czasie śledztwa żona Michała stanowczo twierdziła, że kierowała się głębokim przekonaniem podczas identyfikacji, że to jej mąż. Powołała się na fakt, że poznała go po kamizelce, ponieważ twarz jej męża była bardzo mocno podziobana przez ptactwo, a tym samym nierozpoznawalna. Takie tłumaczenia nie pomogły jej, ona także została aresztowana. W tej sytuacji sprawa musiała mieć dalszy bieg w Sądzie Okręgowym w Przemyślu w Rynku (obetnie siedziba starostwa). Rozpoczęte dochodzenie biegło w kierunku ustalenia tożsamości znalezionego wcześniej wisielca w kamizelce i jaki był związek przyczynowo-skutkowy między tajemniczą śmiercią szubienicznika a Łagodzińskim. Chciano też zbadać, jaką rolę w tej sprawie odegrała żona Michała.

Epilog

Gazeta lwowska skomentowała, że organy ścigania ośmieszyły się swoją nieudolnością i nie stanęły na wysokości zadania, ponieważ naiwnie uwierzyły, jakoby wisielcem był mąż Łagodzińskiej. Nie wiadomo dokładnie, jak ta cała sprawa się zakończyła, ponieważ więcej już o niej nie pisano. Z całą pewnością za pedofilem na długie lata zamknęła się brama więzienia, a żonie musiano odebrać emeryturę.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2020-07-26 13:14:34

    Teraz mamy dwa rodzaje pedofilii.Pedofilie pod parasolem ochronnym w naszym kraju  i do niej zaliczamy pedofilie osób duchownych która się rozwija bardziej niż zaraza.Tej jakoś się nie ściga a dopiero ostre interwencje wierzących u Papieża dały promyk nadziej na jej zwalczanie  i oczyszczenie KościołaPedofile osób świeckich i ta jest ścigana z całą gwałtownością prawa.Ta na szczęście w nieszczęściu jest w ilości śladowej w stosunku do pedofilii osób duchownych. Tutaj zapadają wyroki wieloletniego więzienia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    przypominacz - niezalogowany 2020-07-26 13:54:55

    MEMENTO MORI TADEUSZU!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2020-07-26 19:22:50

    Nie jestem kamedułem. To Ich pozdrowienie.Z tymi pozdrowieniami to było różnie.Komuniści pozdrawiali się" niech żyje Stalin"Inni  dyktatorzy różnej maści mieli tez swoje pozdrowienia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama