Reklama

Z jednej strony wojna, z drugiej niepokój o domowe finanse

28/09/2022 06:48

Pojechałem wczoraj (poniedziałek, 26.09.br.) do Medyki. Byłem ciekaw, co pozostało z wielkiego solidarnościowego zrywu po 24.02. W drodze na granicę nadal długie kolejki tirów z naczepami pełnymi używanych samochodów. Na parkingach obok Biedronki, tuż przy granicy, niewielki, ale nieustanny ruch ludzi przekraczających ją w obu kierunkach. Do Polski napływają nadal głównie kobiety z małymi dziećmi.

Lał rzęsisty deszcz. Wzdłuż chodnika prowadzącego do pieszego przejścia granicznego rozlokowanych jest około 10 zaimprowizowanych namiotów. W nich wolontariusze. Udzielają pierwszej pomocy. Widać, że są przygotowani na róże ewentualności, nawet – zdawać by się mogło – prozaiczne.

Przekraczającym granicę oferowali płaszcze przeciwdeszczowe o różnych rozmiarach, tak aby nie mokły przede wszystkim dzieci. Drobiazg, ale dowodzi o istnieniu działania systemowego, skoordynowanego, bazującego na doświadczeniach ostatnich miesięcy.

Obserwowałem około godziny ruch samochodów osobowych wjeżdżających do Polski. Za kierownicami tylko i wyłącznie kobiety. Robi to ogromne wrażenie i nieodparcie przypomina, że tuż za szlabanem rozpoczyna się kraj, w którym Putin i jego wojsko zabijają żołnierzy ukraińskich, morują cywili, w tym dzieci. Równają z ziemią całe miasta, niszczą urbanistykę, blokują dostawy zboża.

Ale jednocześnie nie mogłem oprzeć się wrażeniu pewnej rutyny. Busy do Przemyśla i z powrotem regularnie kursują, przywożąc i odwożąc kobiety z charakterystycznymi torbami pełnymi zakupów. Te obrazki mieszkańcy nadgranicznych miejscowości dokładnie znają. Czyżby życie wracało do normy pomimo tego koszmaru na wschodzie Ukrainy? Czyżby przypominało o sobie w każdej, nawet najgorszej sytuacji? Coś chyba w tym jest.

Reklama

W Medyce, Przemyślu i – jak mi się zdaje – w innych miejscowościach przygranicznych coraz bardziej absorbują mieszkańców myśli związanie z nadciągającą zimą, rachunkami za prąd, gaz, ceną drewna opałowego, szalejącymi cenami artykułów spożywczych, kosztami utrzymania. I to zupełnie zrozumiałe.
Jednak nie ulegajmy łatwej pokusie szukania przyczyn naszych kłopotów za wschodnią granicą. Ukraińcy walczą, aby dzieciom z innych krajów nie śniły się koszmary z nalotów na ich dom. Putin nie zrezygnuje z imperialnej polityki.

– Nie mogłem przekonać dziecka z Chersonia, że spanie na górnym piętrze budynku w Polsce jest bezpieczne – powiedział mi jeden z wolontariuszy pomagający dzieciom z Ukrainy podczas ich letniego wypoczynku w jednym z ośrodków przemyskiego „Caritas”.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama