Reklama

Za pracę płacono koniczyną, ziemniakami, zbożem, sianem, a nawet słomą

28/11/2021 18:09

W okresie stalinowskim (1945 – 1956) – wzorem ZSRR – zaczęto od 1949 r. przymusowo przeprowadzać kolektywizację wsi, polegającą na zrzeszaniu chłopów w Rolniczych Spółdzielniach Produkcyjnych (polski odpowiednik kołchozów). Niektórzy wstępowali do nich i przekazywali własną ziemię, konie i sprzęt. Większość się na to nie godziła (Państwowe Gospodarstwa Rolne nazywano sowchozami).


Robotnicy spółdzielni produkcyjnej w okresie stalinowskim.

Na wielu wsiach powiatu przemyskiego rolnicze spółdzielnie miały różne nazwy. Oto przykłady: w Śliwnicy istniała Rolnicza Spółdzielnia Wytwórcza im. Konstantego Rokossowskiego (195­0 – 1956); w Huwnikach, Ruszelczycach i Rożubowicach – im. Karola Świerczewskiego (1950 – 1956); w Torkach – im. Feliksa Dzierżyńskiego (1950 – 1965); Krasiczynie – im. Bolesława Bieruta (1950 – 1956); Kalnikowie – im. Włodzimierza Lenina; Ostrowie – Frontu Narodowego; Brylińcach – Nowego Życia; Poździaczu – Odrodzenia Wojska Polskiego (1950 – 1965); Łuczycach – im. Tadeusza Kościuszki, była też Spółdzielnia Produkcyjna w Hurku (1953 – 1956).

Reklama

Wzorem radzieckich kołchoźników

Na początku 1950 r. chłopi z Wyszatyc założyli Rolniczą Spółdzielnię Wytwórczą im. Ludwika Waryńskiego. Wtedy w „Nowinach Rzeszowskich” (nr 119), w artykule „Pokój i socjalizm” zamieszczono m.in. taki oto krótki tekst sołtysa z tej wsi: „Korzystając z bogatych doświadczeń radzieckich kołchoźników będziemy dalej wytrwale pracować dla wzmocnienia światowego obozu pokoju, któremu przoduje kraj zwycięskiego socjalizmu – Związek Radziecki z tow. Stalinem na czele”.

Walczono o pokój i socjalizm pługiem[paywall]

W tym samym roku niektórzy chłopi ze Stubna założyli Rolniczą Spółdzielnię Wytwórczą, która liczyła 70 członków i posiadała 325 hektarów dobrej ziemi. Powyższa gazeta pisała: „W Stubnie żyją i pracują nowi ludzie, którzy zrozumieli socjalizm i właśnie dlatego dążą doń wszystkimi siłami. Ci ludzie zrozumieli, że droga wsi do pokoju i socjalizmu, do podniesienia ich stopy życiowej, wiedzie tylko przez spółdzielczość produkcyjną”. Oczywiście były to slogany, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.

Reklama

Minimum 100 dniówek

Zdecydowana większość członków spółdzielni – jako wyrobnicy – czuła się rozczarowana kolektywnym gospodarowaniem. Każdy z nich miał wypracować – zgodnie ze statutem –minimum 100 dniówek rocznie. Jednak absencja w pracy była tak duża, że brakowało najemników w polu, a tym samym mniej było w robocie gorliwości i wydajności. W tej sytuacji – według źródeł z 1954 r. – co trzeci członek spółdzielni nie wypracowywał wyżej wymienionych tzw. dniówek obrachunkowych. W efekcie spółdzielnie funkcjonowały tylko dzięki dotacjom, kredytom i innym pomocom. W okresie stalinowskim spółdzielcy wynagradzani byli płodami rolnymi. Solidna praca nie zawsze była należycie honorowana.

Roczne dochody spółdzielców w Birczy

Płomyk w naftowej lampie słabo oświetlał twarze ludzi w małej izbie spółdzielczego domu gospodarczego w Birczy. Księgowy spółdzielni w Starej Birczy, Eliasz Alomańczuk, pod koniec grudnia 1954 roku wodził palcem po rozłożonych na stole papierach i czytał zmęczonym trochę głosem: – Jakub Horbal wyrobił 245 dniówek, dlatego zarobił 490 kg żyta, 490 kg pszenicy, 490 kg ziemniaków, 490 kg koniczyny i 1470 kg słomy. Karolina Pigura przepracowała 68 dniówek, otrzymując 136 kg żyta, 136 kg pszenicy, 136 kg ziemniaków, 136 kg koniczyny i 408 kg słomy. 

Reklama


Afisz propagandowy.

Zarobił 42 kg słomy

Księgowy wyczytywał tak nazwisko za nazwiskiem. Dodawał do każdego liczbę wyrobionych dniówek i zarobionych przez każdego produktów. U jednych cyfry sięgały kilka, kilkanaście dniówek i niewiele kilogramów płodów rolnych. W końcu doszedł do Pawła Dorociaka i wyliczył mu tylko 7 dniówek. Ktoś z kąta głośno się roześmiał i zakpił z niego, że za 7 dni chce cały rok przeżyć. Buchalter nie przerwał czytania. Wyliczał dalej, że ten i ów zarobił 14 kg żyta, 14 kg pszenicy, 14 kg koniczyny, a jeden z nich tylko 42 kg słomy. Wtedy zebrani zaczęli się śmiać.

Reklama

Dniówka – 4 kg zboża

Zaczęła się dyskusja. Krytykowano gospodarkę spółdzielni i negatywną postawę niektórych jej członków. Wtedy wstał aktywista Horbal i bez osłonek zaczął wyliczać wszystkim popełnione błędy. Stwierdził on, że wielu uważa spółdzielnię za nie swoją i nie utożsamia się z nią. Wskazał przy tym, że przez niedokładne młocenie przeszło 5 kwintali zboża zostało w słomie, że wydajność z hektara wynosiła tylko 6 kwintali zboża, bo zabrakło nawozów. Podobnie było z każdą inną pracą. Zauważył też, że gdyby ludzie włożyli więcej serca, to nie 4 kg zboża wyszłoby przeciętnie na dniówkę robotnika, a przynajmniej 10 kg lub więcej.

Winni kułacy

Kolejna przyczyna niskiej dniówki – zdaniem Horbala – leżała w tym, że członkowie spółdzielni (Wysocki, Nachman) uprawiali pole poza spółdzielnią, a także trzymali na działkach przyzagrodowych konie, które nie brały udziału w pracach rolnych na polach spółdzielni. Innymi słowy: winni byli kułacy (chłopi – właściciele indywidualnych gospodarstw rolnych). Rachmistrz w Starej Birczy na koniec posiedzenia podsumował, że, pracownicy sami decydują o plonach i własnych dochodach wspólnego gospodarstwa („Życie Ziemi Przemyskiej” 1955, nr 1).

Reklama

Zarobki w Hurku

W pierwszym roku (1953) wspólnej gospodarki spółdzielcy z tej podprzemyskiej wsi średnio uzyskiwali dniówkę obrachunkową (zapłatę), która wynosiła: 3 kg żyta, 0,90 kg pszenicy, 1,5 kg owsa, 0,6 kg jęczmienia, 0,74 kg innego ziarna, 6 kg słomy, 12 kg siana. Gazeta pochwaliła Mikołaja Pistulę, który przepracował aż 149 tzw. dniówek obrachunkowych i zarobił: 447 kg żyta, 134 kg pszenicy, 89 kg jęczmienia, 233 kg owsa, 110 kg innego ziarna, 56 kg cukru, 894 kg słomy i 1788 kg siana. Reprymendę zaś otrzymał Zdzisław Kołodziej, który nie przychodził do pracy. Wolał w tym czasie wozić do miasta i sprzedawać owoce na rynku. Niezbyt gorliwie pracował Józef Żak i Wojciech Janecz, którzy nie mobilizowali innych do pracy. („Życie Ziemi Przemyskiej” 1955, nr 2).

Obowiązkowe dostawy

Po II wojnie światowej komuniści w Polsce wprowadzili przymus dostarczania żywności (zboże, mięso, mleko, ziemniaki, siano itp.) od indywidualnych gospodarstw rolnych, by wyżywić wojsko i ludność cywilną. Opornych karano. Obowiązek ten trwał do 1972 r.

Reklama

Ekonomiczna katastrofa

Po dojściu do władzy Gomułki w 1956 roku przestano RSP dotować. Prawie wszystkie upadły. Część z nich przekształcono w rolnicze kombinaty spółdzielcze. 


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama