W okresie stalinowskim (1945 – 1956) – wzorem ZSRR – zaczęto od 1949 r. przymusowo przeprowadzać kolektywizację wsi, polegającą na zrzeszaniu chłopów w Rolniczych Spółdzielniach Produkcyjnych (polski odpowiednik kołchozów). Niektórzy wstępowali do nich i przekazywali własną ziemię, konie i sprzęt. Większość się na to nie godziła (Państwowe Gospodarstwa Rolne nazywano sowchozami).

Robotnicy spółdzielni produkcyjnej w okresie stalinowskim.
Na wielu wsiach powiatu przemyskiego rolnicze spółdzielnie miały różne nazwy. Oto przykłady: w Śliwnicy istniała Rolnicza Spółdzielnia Wytwórcza im. Konstantego Rokossowskiego (1950 – 1956); w Huwnikach, Ruszelczycach i Rożubowicach – im. Karola Świerczewskiego (1950 – 1956); w Torkach – im. Feliksa Dzierżyńskiego (1950 – 1965); Krasiczynie – im. Bolesława Bieruta (1950 – 1956); Kalnikowie – im. Włodzimierza Lenina; Ostrowie – Frontu Narodowego; Brylińcach – Nowego Życia; Poździaczu – Odrodzenia Wojska Polskiego (1950 – 1965); Łuczycach – im. Tadeusza Kościuszki, była też Spółdzielnia Produkcyjna w Hurku (1953 – 1956).
Na początku 1950 r. chłopi z Wyszatyc założyli Rolniczą Spółdzielnię Wytwórczą im. Ludwika Waryńskiego. Wtedy w „Nowinach Rzeszowskich” (nr 119), w artykule „Pokój i socjalizm” zamieszczono m.in. taki oto krótki tekst sołtysa z tej wsi: „Korzystając z bogatych doświadczeń radzieckich kołchoźników będziemy dalej wytrwale pracować dla wzmocnienia światowego obozu pokoju, któremu przoduje kraj zwycięskiego socjalizmu – Związek Radziecki z tow. Stalinem na czele”.
W tym samym roku niektórzy chłopi ze Stubna założyli Rolniczą Spółdzielnię Wytwórczą, która liczyła 70 członków i posiadała 325 hektarów dobrej ziemi. Powyższa gazeta pisała: „W Stubnie żyją i pracują nowi ludzie, którzy zrozumieli socjalizm i właśnie dlatego dążą doń wszystkimi siłami. Ci ludzie zrozumieli, że droga wsi do pokoju i socjalizmu, do podniesienia ich stopy życiowej, wiedzie tylko przez spółdzielczość produkcyjną”. Oczywiście były to slogany, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.
Zdecydowana większość członków spółdzielni – jako wyrobnicy – czuła się rozczarowana kolektywnym gospodarowaniem. Każdy z nich miał wypracować – zgodnie ze statutem –minimum 100 dniówek rocznie. Jednak absencja w pracy była tak duża, że brakowało najemników w polu, a tym samym mniej było w robocie gorliwości i wydajności. W tej sytuacji – według źródeł z 1954 r. – co trzeci członek spółdzielni nie wypracowywał wyżej wymienionych tzw. dniówek obrachunkowych. W efekcie spółdzielnie funkcjonowały tylko dzięki dotacjom, kredytom i innym pomocom. W okresie stalinowskim spółdzielcy wynagradzani byli płodami rolnymi. Solidna praca nie zawsze była należycie honorowana.
Płomyk w naftowej lampie słabo oświetlał twarze ludzi w małej izbie spółdzielczego domu gospodarczego w Birczy. Księgowy spółdzielni w Starej Birczy, Eliasz Alomańczuk, pod koniec grudnia 1954 roku wodził palcem po rozłożonych na stole papierach i czytał zmęczonym trochę głosem: – Jakub Horbal wyrobił 245 dniówek, dlatego zarobił 490 kg żyta, 490 kg pszenicy, 490 kg ziemniaków, 490 kg koniczyny i 1470 kg słomy. Karolina Pigura przepracowała 68 dniówek, otrzymując 136 kg żyta, 136 kg pszenicy, 136 kg ziemniaków, 136 kg koniczyny i 408 kg słomy.

Afisz propagandowy.
Księgowy wyczytywał tak nazwisko za nazwiskiem. Dodawał do każdego liczbę wyrobionych dniówek i zarobionych przez każdego produktów. U jednych cyfry sięgały kilka, kilkanaście dniówek i niewiele kilogramów płodów rolnych. W końcu doszedł do Pawła Dorociaka i wyliczył mu tylko 7 dniówek. Ktoś z kąta głośno się roześmiał i zakpił z niego, że za 7 dni chce cały rok przeżyć. Buchalter nie przerwał czytania. Wyliczał dalej, że ten i ów zarobił 14 kg żyta, 14 kg pszenicy, 14 kg koniczyny, a jeden z nich tylko 42 kg słomy. Wtedy zebrani zaczęli się śmiać.
Zaczęła się dyskusja. Krytykowano gospodarkę spółdzielni i negatywną postawę niektórych jej członków. Wtedy wstał aktywista Horbal i bez osłonek zaczął wyliczać wszystkim popełnione błędy. Stwierdził on, że wielu uważa spółdzielnię za nie swoją i nie utożsamia się z nią. Wskazał przy tym, że przez niedokładne młocenie przeszło 5 kwintali zboża zostało w słomie, że wydajność z hektara wynosiła tylko 6 kwintali zboża, bo zabrakło nawozów. Podobnie było z każdą inną pracą. Zauważył też, że gdyby ludzie włożyli więcej serca, to nie 4 kg zboża wyszłoby przeciętnie na dniówkę robotnika, a przynajmniej 10 kg lub więcej.
Kolejna przyczyna niskiej dniówki – zdaniem Horbala – leżała w tym, że członkowie spółdzielni (Wysocki, Nachman) uprawiali pole poza spółdzielnią, a także trzymali na działkach przyzagrodowych konie, które nie brały udziału w pracach rolnych na polach spółdzielni. Innymi słowy: winni byli kułacy (chłopi – właściciele indywidualnych gospodarstw rolnych). Rachmistrz w Starej Birczy na koniec posiedzenia podsumował, że, pracownicy sami decydują o plonach i własnych dochodach wspólnego gospodarstwa („Życie Ziemi Przemyskiej” 1955, nr 1).
W pierwszym roku (1953) wspólnej gospodarki spółdzielcy z tej podprzemyskiej wsi średnio uzyskiwali dniówkę obrachunkową (zapłatę), która wynosiła: 3 kg żyta, 0,90 kg pszenicy, 1,5 kg owsa, 0,6 kg jęczmienia, 0,74 kg innego ziarna, 6 kg słomy, 12 kg siana. Gazeta pochwaliła Mikołaja Pistulę, który przepracował aż 149 tzw. dniówek obrachunkowych i zarobił: 447 kg żyta, 134 kg pszenicy, 89 kg jęczmienia, 233 kg owsa, 110 kg innego ziarna, 56 kg cukru, 894 kg słomy i 1788 kg siana. Reprymendę zaś otrzymał Zdzisław Kołodziej, który nie przychodził do pracy. Wolał w tym czasie wozić do miasta i sprzedawać owoce na rynku. Niezbyt gorliwie pracował Józef Żak i Wojciech Janecz, którzy nie mobilizowali innych do pracy. („Życie Ziemi Przemyskiej” 1955, nr 2).
Po II wojnie światowej komuniści w Polsce wprowadzili przymus dostarczania żywności (zboże, mięso, mleko, ziemniaki, siano itp.) od indywidualnych gospodarstw rolnych, by wyżywić wojsko i ludność cywilną. Opornych karano. Obowiązek ten trwał do 1972 r.
Po dojściu do władzy Gomułki w 1956 roku przestano RSP dotować. Prawie wszystkie upadły. Część z nich przekształcono w rolnicze kombinaty spółdzielcze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze