Reklama

Zagrożeń nie ma, ale problemów nie brakuje

09/03/2017 15:30

Przeciętnemu mieszkańcowi naszego regionu granica kojarzy się z kolejkami na przejściach i szmuglem, dzięki któremu kupujemy tańsze papierosy i alkohol. Generuje też większe obroty w handlu i usługach, a co za tym idzie większą przestępczość w tak zwanej szarej i czarnej strefie.


fot.Jacek Szwic
– W ubiegłym roku funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej odprawili ponad dwanaście milionów podróżnych – podsumowuje komendant R. Rogoz.

O problemach i zagrożeniach na granicy rozmawiamy z płk. SG Robertem Rogozem, który od niedawna jest komendantem Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej i odpowiada za 14 placówek, 4 przejścia graniczne i 373 kilometry granicy.



Głośno jest ostatnio o zagrożeniu falą uchodźców, czy ono istnieje?

–  Sam jestem mieszkańcem Przemyśla i rozumiem obawy przemyślan, ale popatrzmy na liczby, które obrazują sytuację. W ubiegłym roku[paywall] na odcinku strzeżonym przez Bieszczadzki Oddział na czterech przejściach granicę legalnie przekroczyło ponad dwanaście milionów podróżnych. To więcej niż Straż Graniczna odprawiła na Okęciu. W tym czasie jedynie siedemdziesiąt dziewięć osób przekroczyło granicę nielegalnie, wśród nich byli również Polacy, którzy przeszli granicę tylko po to, żeby sobie zrobić zdjęcie. Wśród nielegalnych emigrantów przeważali Turcy. Największą zorganizowaną grupę zatrzymaliśmy na początku ubiegłego roku na terenie placówki w Horyńcu. Dwadzieścia dwie osoby narodowości kurdyjskiej z tureckim obywatelstwem. Wtedy zatrzymaliśmy też organizatorów, którzy przyjechali po nie dwoma samochodami. Z rozmów z emigrantami wynikało, że część z nich przeszła z Syrii do Turcji, gdzie bardzo łatwo o paszport. Ta cała grupa nie została w Polsce. Dzięki dobrej współpracy ze stroną ukraińską na podstawie umowy o readmisji przekazaliśmy ich na Ukrainę. To jest główny element przeciwdziałania nielegalnej emigracji. Samo zatrzymanie emigrantów na zielonej granicy to połowa sukcesu, druga to przekazanie ich na Ukrainę. Jeżeli potencjalni emigranci będą wiedzieli, że w razie zatrzymania będą wydaleni do kraju, z którego przyszli, a nie umieszczeni w ośrodku, gdzie mogą się starać o pobyt stały, wtedy wybiorą inną drogę. Oprócz Kurdów zatrzymaliśmy też czterech Syryjczyków, kilku Czeczeńców i paru Ukraińców, ale tych ostatnich nie możemy traktować w kategoriach uchodźców, bo nie mają problemów z otrzymaniem paszportu i wizy. Zatem z naszych szacunków wynika, że nie grozi nam jakiś większy napływ uchodźców, taki jak w Grecji czy we Włoszech. Zakładamy najwyżej kilkuprocentowy wzrost tego zjawiska.

Reklama

 

Wiele osób bardzo narzeka na długi czas oczekiwania w kolejce do odprawy granicznej. Czy nie można temu zaradzić?

– Dla nikogo nie jest tajemnicą, że wiele osób żyje z granicy. To ci, którzy prawie codziennie przekraczają ją, mając dozwolone ilości towarów akcyzowych. Nikt nie prowadzi statystyk, ile procentów wszystkich podróżnych stanowią, ale myślę, że około dziewięćdziesięciu. Kolejną grupą podróżnych są Ukraińcy, którzy mają auta zarejestrowane w Polsce i muszą co pięć dni przekraczać granicę, gdyż wjazd samochodu na Ukrainę traktowany jest jako tranzyt, który trwa pięć dni. Jaka to jest skala? Według ukraińskich szacunków jeździ tam około sześciuset tysięcy aut zarejestrowanych w Polsce. To właśnie tacy podróżni powodują kolejki na granicy. Ktoś może powiedzieć – to odprawiajcie szybciej, żeby nie czekać tak długo. Byłem komendantem na przejściu w Medyce i to testowaliśmy. Wyszło na to, że im szybciej odprawialiśmy, tym kolejka była większa, a wynikało to stąd, że szybsze kontrole były bardziej pobieżne i podróżni ustawiali się, licząc, że łatwiej uda im się coś przewieźć. Nawet zwiększenie liczby funkcjonariuszy nic nie da, bo strona ukraińska też musiałaby zwiększyć liczbę swoich funkcjonariuszy i zmienić infrastrukturę przejść. Szansą na poprawę jest planowana budowa przejścia Malhowice – Niżankowice – kończy komendant Rogoz.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Zdzich - niezalogowany 2017-03-15 09:50:52

    Tak naprawdę źle mi się kojarzy granica i pogranicznicy.Jakieś 15 lat temu jeździłem do  Chmielnicka  , do kolegi i zawsze przewoziłem co było wolno przewozić /norma/ i zawsze mój samochód lądował na jamie.Ci co przenosili kartony na granicy papierosów z auta do auta to jechali nawet celnik  ni zaglądał do auta

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama