Otacza nas zewsząd tyle zjawisk, tyle informacji wciska się nam do głowy, że zupełnie naturalną reakcją naszego systemu odpornościowego jest odrzucanie większej ich części. Wpadają do nas jednym uchem albo okiem, a drugim wypadają i ślad po nich znika. Pal sześć, jeśli są to informacje o tym, z kim Maryla Rodowicz wyjechała na Karaiby albo co włożyła na siebie Kim Kardashian (kimkolwiek ona jest...). Gorzej, kiedy informacje ważne dla nas bezpowrotnie nam z głowy uciekają albo kiedy w ogóle się do niej dostać nie mogą, ze względu na przepełnienie panujące w naszych szarych komórkach.
W ich rozumowaniu co prawda mógłby się pojawić wniosek, że na owe choroby do niedawna nikt nie zapadał właśnie z powodu powszechnych szczepień, no ale się nie pojawia i to jest chyba efekt zatoru danych. Zakorkowane natłokiem medialnej sieczki umysły nie wchłaniają np. historycznych informacji o spustoszeniach, jakie w populacji czyniły niegdyś choroby zakaźne. Dzieje się tak też być może z tej przyczyny, że odpowiedzialne za owe choroby drobnoustroje nie są widoczne gołym okiem, a zatem na zdrowy rozum – nie istnieją.
Wyobrażam sobie, że ciężko będzie ich przekonać, że jest inaczej. Przecież sam Ludwik Pasteur długo musiał swoim współczesnym tłumaczyć, że bakterie, choć niewidoczne, są całkiem realne. Ludziom po prostu nie chciało się to zmieścić w głowach, a to dziwne, bo przecież nie było wtedy ani telewizji, ani Kim Kardashian.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze