KRYMINAŁEK
Wiosna tuż-tuż, ale nie wszystkim będzie dane rozkoszować się słoneczkiem i świergotem ptaszków. Prawdopodobnie ta najpiękniejsza pora roku ominie kilku bohaterów kryminałków oraz niejakiego Stefana W., za którym pod koniec lutego zatrzasnęła się brama zakładu karnego. W ostatnią sobotę października ubiegłego roku przed jego posesją na obrzeżach miasteczka zatrzymał się radiowóz. Policjanci pokazali Stefanowi nakaz przeszukania i zabrali się do roboty.
Nie interesowało ich mieszkanie ani garaż, tylko od razu skierowali się do starego budynku gospodarczego, w którym dawno temu ojciec Stefana miał niewielki warsztat stolarski. Stefan zupełnie spokojnie patrzył, jak policjanci zaglądają pod stary warsztat i grzebią w stercie rupieci. Dopiero, kiedy wzięli się za odsuwanie szafy, mina mu zrzedła. Za szafą były drzwi prowadzące do niewielkiego, ślepego pomieszczenia. Tam znajdowała się kompletna i dość nowoczesna aparatura do destylacji, plastikowa, osiemdziesięciolitrowa beczka wypełniona zacierem i trzydzieści parę butelek gotowego już produktu. W komisariacie Stefan usłyszał, że będzie odpowiadał za nielegalne wytwarzanie i sprzedawanie alkoholu.
Przepisy przewidują za to grzywnę, a w poważniejszych przypadkach nawet dwa lata więzienia. Stefan jakoś pogodził się ze stratą paru tysięcy złotych, bo na taką grzywnę liczył, ale nurtowało go co innego. Zastanawiające było, skąd policjanci wiedzieli o tajnym pomieszczeniu. Dumał, aż wydumał, że pewnikiem ktoś musiał sypnąć, gdzie produkuje samogon. Przejrzał w pamięci listę klientów i wyszło mu, że najbardziej podejrzanym jest Kazimierz R., bo tylko on był zdolny do takiego świństwa i w głowie Stefana stopniowo narastała chęć zemsty. Parę tygodni później zobaczył Kazimierza, który akurat wchodził do piwiarni. Wszedł za nim i krzyknął na całą salę: – Ty kapusiu!
Kazimierz obruszył się i odwzajemnił wiązanką słów uważanych powszechnie za obraźliwe. Barman, przewidując większą awanturę, wyprosił obu panów z lokalu. Świadkowie opowiadali potem, że Stefan uderzył pierwszy, a kiedy Kazimierz zaliczył glebę, kopnął go jeszcze parę razy i odszedł, jakby nic się nie stało. Niestety stało się. Lekarz stwierdził u Kazimierza skomplikowane złamanie szczęki i kilku żeber. Jeszcze tego samego dnia Stefan został zatrzymany, a trzy miesiące później sędzia zaznaczył, że nie było żadnych dowodów, jakoby Kazimierz był autorem donosu i skazał Stefana na rok pozbawienia wolności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze