Szósty mecz i piąte zwycięstwo! Dzisiejszego (15 października br.) wieczoru SRS Czuwaj, grając zdecydowanie na pół gwizdka, nie dał większych szans outsiderowi z Grodkowa. Co prawda przemyski lider rozegrał najsłabsze spotkanie w trwającym I-ligowym sezonie, ale jakie to ma znaczenie? Przysłowie mówi, że zwycięzców się nie sądzi…
SRS Czuwaj Przemyśl – Olimp Grodków 38:31 (18:15)
SRS Czuwaj: Szczepaniec, Sar, Orłowski, Kijanka – Puszkarski 4, Biernat 2, Kubik 0, Bajwoluk 4, Nowak 5, Piechnik 1, Kulka 5, Kroczek 7, Trawnicki 2, Kubisztal 8.
Olimp: Madaliński, Zembrzycki – Maciejewski 7, Dziurgot 0, Stańko 1, Mierzwiński 2, Stępień 1, Gradowski 7, Bujak 0, Ogorzelec 1, Piech 0, Świerczyński 6, Turyniewicz 3, Prokop 3.
Sędziowali: Krzysztof Jac (Tarnów) i Marcin Wrona (Wierzchosławice). Kary: SRS Czuwaj – 4 min; Olimp – 16 min. Czerwone kartki: Dziurgot (37. – faul) i Bujak (50. – gradacja kar). Widzów: 400.
Jedynym pytaniem, nasuwającym się przed potyczką pierwszego z ostatnim zespołem w ligowej tabeli było: z jakim nastawieniem podejdą do niego ci pierwsi? Grali przed własną widownią, wszystkie atuty mieli w swoich rękach, ale zawsze w takich konfrontacjach pojawia się cień wątpliwości. W trakcie pojedynku okazało się, że[paywall] z koncentracją, mobilizacją i trzymaniem dyscypliny taktycznej bywało bardzo różnie. Goście zaczęli bez żadnego respektu, bo co im zależało. Od początku zdecydowali się na obronę 4-2, wyłączając z gry Tomasza Biernata i Konrada Bajwoluka. Nie zrezygnowali z tego nawet wówczas, kiedy trener Piotr Kroczek desygnował na parkiet innych zawodników. Kryli indywidualnie innych. Gospodarze dość długo, a w zasadzie przez całą I połowę, nie potrafili znaleźć na to recepty. Niefrasobliwość gospodarzy denerwowała, ale na całe szczęście w końcówce I odsłony wzięli się w garść i zeszli do szatni z trzema bramkami przewagi. W drugich 30 minutach dość długo trwała batalia o przełamanie. To przyszło wraz z pierwszym obronionym rzutem karnym. Sztuki tej w 48. min dokonał Łukasz Orłowski, broniąc rzut swojego imiennika Gradowskiego. Popularny „Orzeł” pozostał w bramce i do końca spisywał się znakomicie. Szybka, urozmaicona gra, agresywniejsza, wyżej ustawiona obrona z miejsca przyniosła efekt. W 52. min, po dwóch bramkach Konrada Bajwoluka i tyluż samo Macieja Kubisztala, wynik brzmiał 34:27. Było wreszcie pozamiatane. W końcówce błysnął młodzian, Mateusz Trawnicki, który zdobył swoje pierwsze bramki w dorosłym handballu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No prosze.Wystarczylo troszke wzmocnic zespol i sa efekty!!!
No prosze.Wystarczylo troszke wzmocnic zespol i sa efekty!!!