Reklama

30 lat na drabinie

31/12/2025 13:01

Clou wystawy jest to, że swoje prace (malarstwo, kolaż i plakat) pokazuje sześciu artystów, którzy trzydzieści lat temu stworzyli grupę twórczą. Wtedy absolwenci szkół artystycznych, dzisiaj profesorowie i uznani artyści z dużym dorobkiem. Pewnie dlatego na wernisażu było trochę kombatanctwa, w dobrym tego słowa znaczeniu. Nawet w pewnym momencie Marek Olszyński zażartował, rzucając hasło „sztandar wyprowadzić”. Czyżby koniec grupy po trzydziestu latach? Czy w takiej formule jest ona jeszcze potrzebna? Dzisiaj każdy z tych artystów ma już własną, wypracowaną drogę twórczą, sukcesy, uznanie, pozycję. Wystawa z okazji jubileuszu trzydziestolecia jest okazją do zobaczenia, co robią dzisiaj.

O genezie powstania grupy „Na drabinie” opowiada profesor Antoni Nikiel

– Lata dziewięćdziesiąte były bardzo burzliwe. Byliśmy młodzi, po studiach. W Polsce rodziła się niesamowita nadzieja, że będzie nam lepiej w przestrzeniach życia społecznego, ale było ciężko. Naszym marzeniem było stworzyć w Rzeszowie mocne środowisko plastyczne. Nie myśleliśmy o sobie. Myśleliśmy o szerokim, profesjonalnym rynku artystycznym, zwłaszcza, jeżeli chodzi o sztuki wizualne. W Rzeszowie funkcjonowało kilkunastu artystów, świetnych malarzy, ale nam się wydawało, że to trochę mało, a poza tym byli to przedstawiciele naszego, polskiego koloryzmu, natomiast każdy z nas miał inną koncepcję na rozumienie sztuki. Byliśmy świeżo po studiach, na których szukaliśmy swojej autentyczności, twórczej wolności. Jesteśmy z pokolenia stanu wojennego, więc rewolucyjność gdzieś głęboko w nas tkwiła. Chcieliśmy zmieniać świat, zmieniać sztukę, a w pojedynkę było bardzo trudno. Wtedy poza żonami i dziećmi mieliśmy tylko sztukę. Potrzebna była grupa ludzi młodych, którzy podobnie myślą i w podobny sposób podchodzą do życia i do sztuki. Tak powstała grupa artystyczna „Na drabinie”, którą tworzyli: Janek Ferenc, Mariusz Kościuk, Krzysztof Motyka, Antoni Nikiel, Marek Pokrywka, Bogdan Bartuś, Waldek Kordiaczny, Marek Olszyński i ja. Udało się nam pokazywać swoją twórczość. Nie tylko w Rzeszowie. Mieliśmy dwukrotnie wystawy w Warszawie, potem w Wiedniu. Myślę, że wtedy dla młodych artystów zorganizowanie wystawy byłoby bardzo trudne. To, co robiliśmy w rzeszowskim środowisku, nie zawsze było akceptowane. Pierwsza recenzja po wystawie w Teatrze Siemaszkowej była wręcz okrutna. Wtedy padło określenie, że jesteśmy postkomunistami artystycznymi. Musieliśmy szukać niszy, gdzie bylibyśmy zrozumiani i gdzie moglibyśmy podtrzymywać ogień naszej twórczości. Z biegiem czasu zaczęło się to profesjonalizować. Uczestniczyliśmy w tworzeniu wydziału sztuki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Udało się nam wychować całą gromadę zdolnych absolwentów i efekty widać na corocznych przeglądach sztuki, a my tworzymy nadal, tyle że każdy na własny rachunek.

Reklama

J.S

Wernisaż wystawy „Na drabinie”.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/12/2025 13:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama