Po zdecydowanie najlepszym występie w sezonie Przemyskie Niedźwiadki pokonały absolutnie nieobliczalną ekipę Hydro Trucka Radom, odnosząc trzecie zwycięstwo w rozgrywkach.
Sędziowali: Mariusz Kuzia (Katowice), Adrian Szczotka i Mateusz Ławnik (obaj z Lublina). Widzów: 500.
To był szalony mecz, w którym obie ekipy rzuciły aż 31 „trójek”. Więcej goście (17), których doświadczenie w końcówce – jak się wydawało – weźmie górę. Ale team Daniela Puchalskiego z meczu na mecz jest coraz rozsądniejszy, mądrzejszy i odważniejszy. Oprócz zapisania na swoim koncie kompletu punktów, zdecydowanie wartością dodaną jest fakt, że potrafili nerwową końcówkę „ustać” i w niej przechylić szalę na swoją stronę[paywall].
W przemyskim zespole zadebiutował Mark Mboya Kotieno, który Stargard zamienił na Przemyśl, a Orlen Basket Ligę na I ligę. Mierzący 206 cm niemiecki koszykarz z polskim paszportem dostał na dzień dobry od trenera prawie 19 minut, ale to zbyt mało, aby oceniać. Na to przyjdzie jeszcze czas. W Niedźwiadkach zastąpił Michała Marka, którego sprowadzenie nad San po bardzo ciężkiej kontuzji było nieporozumieniem.
Trudno było powiedzieć, czego od zespołu Roberta Witki gospodarze mogą się spodziewać. To drużyna łamiąca wiele taktycznych zasad, nieobliczalna, hołdująca często radosnej koszykówce, ale – kiedy dadzą radę ułożyć większość klocków – bardzo skuteczna. Ale także grająca mniej żelazną defensywę i to była szansa dla przemyślan. Bardzo długo z niej korzystali. Pierwszy czas R. Witka wziął przy stanie 20:10, bo niewiele wychodziło. Po kwadransie gospodarze wygrywali 41:32 po „trójkach” Ediego Sinadinovicia i Maxa Egnera, który już wówczas miał na swoim koncie double-double (10 pkt; 10 zb.). Skutecznością imponowali Rafał Serwański i Michał Chrabota. Ten drugi celną przymiarką zza linii 6,75 m podsumował I połowę. Było 54:44.
Nim gospodarze się obejrzeli w III kwarcie, z przewagi nic nie zostało. Rozrzucał się radomski snajper Jakub Zalewski. W pojedynkę zdobył 8 punktów. W 22. min było 54:52. Ale tę próbę przemyślanie odparli. Nie pierwszą i nie ostatnią w meczu. W 25. min znowu mieli niezły zapas punktowy – 65:52. Na kilkanaście sekund przed końcem III ćwiartki i akcji 2+1 M. Egnera było 77:67, by na jej finał tablica wyświetliła 77:73 i mecz de facto można było rozpocząć od nowa.
W 36. min goście, oddając szaleńcze rzuty z dystansu, dopięli swego. Po „trójce” znakomicie dysponowanego w drugich 20 minutach Darrena Williamsa przejęli inicjatywę – 84:85. Jeszcze kilka tygodni wstecz Niedźwiadki miałyby z tym wielki problem. Walki na styku mogłaby nie wytrzymać głowa. Ale z każdym spotkaniem są cwańsi i mądrzejsi. Przetrzymali kryzys i napór rywala. Na 120 s przed finałem M. Egner dał prowadzenie 92:90. Bohaterem ostatnich sekund był Sebastian Rompa. Sekundy dzieliły go od tego, aby być bardziej negatywnym niż pozytywnym. Najpierw popełnił faul w ataku, by kilkanaście sekund później akcją 2+1 dać swojemu zespołowi prowadzenie 95:91.
Nim do tego doszło faulowany przy rzucie za 3 pkt filigranowy amerykański playmaker D. Williamsa trafił tylko raz, a biegnący do kontry S. Rompa dostał perfekcyjne podanie, zapakował piłkę z góry z faulem niesportowym rywala. W ostatniej swojej akcji radomianie znowu się pomylili, a wynik z linii rzutów wolnych ustalił M. Chrabota.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze