10 stycznia br. leśnik z Nadleśnictwa w Ustrzykach Dolnych, tuż obok jednego z gospodarstw w Teleśnicy Oszwarowej, nad wezbraną rzeką zauważył małego niedźwiedzia. Został najprawdopodobniej porzucony przez matkę. Był wychudzony – w ocenie leśnika – osłabiony, miał problemy z chodzeniem. Został odłowiony i przekazany do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. „Nie będzie go już można przywrócić naturze” – przestrzegają specjaliści...
Leśnicy z Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne tak zrelacjonowali tę sytuację:
„Tuż przy domostwach w Teleśnicy, nad rzeką, zaobserwowano małego niedźwiedzia. Wiedzieliśmy, że w okolicy bytuje niedźwiedzica, z którą widywaliśmy jej potomstwo – dwa niedźwiedzie. Leśniczy przemierzał okolicę w poszukiwaniu tropów samicy i drugiego małego. Nie znalazł ich.
Odnalazł za to tropy dwóch wilków – jak się okazało – idących za tropem niedźwiadka (na śniegu było widać ślady krwi). Ten wbił się w potok i nim szedł w kierunku domostw. Tu utknął nad wezbraną rzeką. Próbował wspiąć się na urwisty brzeg, ale nie dał rady. Obserwacja zwierzęcia wskazała na to, że jest wychudzony, mocno osłabiony oraz ma problemy z chodzeniem – ciągnie tylne łapy. Jego los wydawał się przesądzony... Trzeba było działać (...)”.
Leśnicy, którzy namierzyli niedźwiadka, niezwłoczni[paywall]e zatelefonowali do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Jej dyrektor Wojciech Wdowik zdecydował o odłowieniu zwierzęcia.
Powiatowy Inspektor Weterynarii w Ustrzykach Dolnych Przemysław Łoś oddelegował do tego dwóch swoich pracowników. Na miejsce przybyli także pracownicy Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Choć łatwo nie było, niedźwiadek został złapany i przewieziony do Przemyśla.
Jak poinformowali na swojej stronie internetowej weterynarze z przemyskiego ośrodka, niedźwiadek może mieć problemy neurologiczne. Być może to jakaś wada genetyczna lub wirus.
Z pierwszych oględzin wynikało, że Ada ma bardzo zaawansowanego świerzbowca usznego i to może być powodem wspomnianych problemów. Ada, bo takie imię (nie wiedzieć czemu, skoro to samiec) otrzymał mały miś. Weterynarze z ośrodka na stronie internetowej natychmiast ogłosili także kilka pieniężnych zbiórek na ten sam cel, czyli leczenie misia.
Czy jednak uda się go przywrócić naturze? Fachowcy mają ogromne wątpliwości.
To pytanie wywołało ogromną dyskusję na portalach społecznościowych. Wiele osób zachwalało postawę zarówno leśników z Ustrzyk Dolnych, jak i weterynarzy z przemyskiego ośrodka. Ale głos zabrali także fachowcy w tej dziedzinie, m.in. dr Robert Maślak, adiunkt na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, od lat zajmujący się niedźwiedziami w niewoli.
„(...) Uważam, że odłowienie tego niedźwiedzia i trzymanie go w Przemyślu było nieodpowiedzialne, szkodliwe i okrutne. Niedźwiedź oswojony nie może być wypuszczony na wolność ze względu na zagrożenie, jakie stwarza. Nie da się go z powrotem uczynić dzikim, tak jak daje się to zrobić z niektórymi innymi gatunkami. Aby można było go przetrzymywać w warunkach, w których się nie oswoi, musiałby przebywać w izolacji od człowieka, jego głosu i zapachu. To niemożliwe.
Ośrodek w Przemyślu nie ma absolutnie warunków do rehabilitacji niedźwiedzia i nie da się robić tego skutecznie. Młody niedźwiedź przeżywa stres, jest oderwany od matki i znanego mu środowiska, obrazów, zapachów, boi się ludzi, wszystko jest obce. Po co go na to wszystko narażać?
Niedźwiedź wychowany w sztucznych warunkach nigdy nie będzie normalny. Będzie cierpiał na różne zaburzenia psychiczne, miał stany lękowe, wykazywał zachowania stereotypowe. Będzie cierpiał. Człowiek nie jest w stanie zastąpić mu matki! Paradoksalnie to trudniejsze u gatunków inteligentnych, takich jak niedźwiedź, u których znaczna część wiedzy o otoczeniu i zachowaniach jest przekazywana młodym przez matkę, a nie są one wrodzone (...)” – napisał m.in.
Swoje zdanie w tej sprawie wyraziła także dyrektor Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu dr Ewa Zgrabczyńska. Powiedziała m.in.
„(...) Należało najpierw ustalić, czy gdzieś w pobliżu jest matka tego niedźwiadka. Ale nie tak pobieżnie, jak to uczyniono! Ponieważ zwierzę było osłabione, to można mu było na miejscu, po sedacji, czyli czasowym lekkim uśpieniu, podać antybiotyki, środki nawadniające i jak najszybciej się od niego oddalić.
W takich sytuacjach bardzo ważne jest, by kontakt z człowiekiem był jak najkrótszy. Tymczasem bez konsultacji ze specjalistami, a w Polsce takich mamy, jak dr Agnieszka Sergiel z Instytutu Ochrony Przyrody PAN czy dr Robert Maślak z Uniwersytetu Wrocławskiego, podjęto decyzję o zabraniu niedźwiadka i przewiezieniu go do weterynarza.
Wyciągając tego niedźwiadka z jego naturalnego środowiska i przekazując go do leczenia, skazano go na dożywocie w jakimś azylu. Nie będzie go już można przywrócić naturze. Niedźwiedź, który poznał zapach człowieka i zapach karmy przez niego serwowanej, już zawsze do tego człowieka będzie wracał.
Będzie stanowił realne zagrożenie dla ludzi, więc zostanie albo zastrzelony, albo odłowiony i zamknięty na resztę życia w niewoli. A to jest duże zwierzę, które potrzebuje ogromnej przestrzeni do życia. I to przez kilkadziesiąt lat, bo niedźwiedzie żyją długo. Dla drapieżnika urodzonego na wolności to wyrok, który skazuje go na cierpienie. Jest niewiele ośrodków w Europie, które mogą zapewnić godne utrzymanie takiemu zwierzęciu (...)”.
Dokładnie 12 lat temu, w styczniu 2010 r., całą Polskę zelektryzowała informacja o... niedźwiedzicy, wędrującej ulicami obrzeży Przemyśla. Szybko udało się ją namierzyć i uśpić.
Trafiła do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Tam nazwano ją Przemisią. Miała około trzech lat. Zdecydowano o wypuszczeniu jej na wolność w lasach w okolicach Birczy.
Niestety, kilka dni później pojawiła się w okolicach Chorzowa w gminie Roźwienica. Ponownie ją odłowiono i znowu trafiła do przemyskiego ośrodka.
Decyzja Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska była jednoznaczna: nie może wrócić już do natury. Nie była w stanie sobie poradzić na wolności. Była przyzwyczajona do człowieka.
Zdaniem lekarzy w przeszłości została przez niego skrzywdzona. Podejrzewano, że przed wizytą w Przemyślu mieszkała w cyrku, być może na Ukrainie. Najprawdopodobniej z powodu swojej choroby, padaczki, stała się nieatrakcyjna dla cyrkowców. Pozbyli się jej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze