Sentymentalne pejzaże, przydomowe kapliczki, ożywione na zawsze martwe natury – prace Zofii Lorenc powstają w zaciszu domowym, niekiedy na warsztatach.
Myśl o malowaniu towarzyszyła artystce od zawsze. Podjęcie wiele lat temu pracy nauczyciela, następnie wykładowcy akademickiego oznaczało jednak odsunięcie na dalszy plan wszelkich innych zainteresowań. Kiedy Zofia Lorenc pożegnała się z zawodem, marzenia o malowaniu wróciły.
– Mieliśmy już wówczas dom i ogród. Zaczęłam robić zdjęcia kwiatów, architektury ogrodowej, potajemnie szkicować. Szkicowałam wszystko, co znajdowało się w ogrodzie – liście, drzewa, trawy. Pewnego dnia podszedł do mnie mąż i zapytał, co robię. Podałam mu prace, poprosiłam, by się rozejrzał, następnie odnalazł naszkicowane rośliny. Uczynił to – wspomina pani Zofia. Wsparcie i[paywall] uznanie ze strony najbliższej osoby dodało jej skrzydeł. Skorzystała z cennej rady – już nie tylko szkicowała, ale wzięła do ręki pędzel. Wstawiała do wazonów cięte kwiaty, układała kompozycje, malowała…
Cykl obrazów przedstawiających przydomowe ołtarze powstał w efekcie poszukiwań inspiracji dla własnej kapliczki. Podglądanie owych na trasie aż do Dubiecka zaowocowało zdjęciami, w dalszej kolejności obrazami. Niektórych ołtarzy i figurek dziś już nie ujrzymy na żywo, zostały zniszczone wraz ze starymi domami.
W sierpniu ubiegłego roku początkująca malarka pokazała przykurzone obrazy i miniatury znajomym – Alicji i Henrykowi Laskom. – Byli zaskoczeni ilością i różnorodnością prac. Henryk Lasko, który maluje od lat, obiecał pomóc – podpowiadał, jak osiągnąć właściwy kolor, łączyć farby, jakie materiały i narzędzia są najlepsze. Zyskałam dzięki niemu cenną wiedzę, wskazówki czerpałam również z literatury fachowej. Zrozumiałam, że w malarstwie nie należy naśladować natury, lecz wydobywać z niej to, co ukryte: barwę, światło, cień – przyznaje artystka. Dziś Zofia Lorenc maluje „wiatr, którego nie widać, szepty, których nie słychać, cień, w którym wszystko jest ukryte i rozmyte”. – Bo taki jest świat – podsumowuje.
– Prace Zofii Lorenc są bardzo dekoracyjne, uspokajają, skłaniają do zatrzymania się i kontemplacji, ale przede wszystkim emanuje z nich autentyczna radość tworzenia – stwierdza Henryk Lasko.
– To moja pierwsza wystawa, nie myślałam, że tego dożyję – wyznaje malarka. Człowiek, zdaniem artystki, wciąż na coś czeka: „na obiad, na kwiat, na uśmiech, na dom, na dzieci, na wnuki, na wyzdrowienie, na spełnienie marzeń”. Ona sama oczekiwała na realizację pewnych zamierzeń bardzo długo. – Warto było – stwierdza jednoznacznie.
Wystawę Interpretacje malarskie Zofii Lorenc chętni obejrzeć mogą w siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” przy ul. Żeromskiego 10. Czynna będzie od 9 września do 10 października br.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Bardzo piekne malarstwo.