Dwa nowe połączenia kolejowe na trasie Jarosław – Horyniec-Zdrój planują uruchomić od marca władze gmin na terenie powiatu lubaczowskiego.
– Chcemy, żeby szynobus wyjeżdżał z Horyńca o 5.40, a ten, który odjeżdżał z Jarosławia o 15.50, należałoby o kilka minut przesunąć, żeby mógł wziąć pasażerów z ekspresu z Wrocławia. Takie kursy miałyby się odbywać codziennie – powiedział.
Argumentem podnoszonym przez władze województwa jest niska rentowność tej linii, wynosząca zaledwie 8 procent. Marszałek zadeklarował, że powrót proponowanych połączeń jest możliwy, ale przy finansowym wsparciu innych samorządów. – Zgadzamy się na to, ale chcemy, żeby te pieniądze poszły na poprawę infrastruktury, czyli remont poczekalni czy promocję tej linii. Weźmy choćby dworzec w Lubaczowie. Warunki sanitarne są fatalne, potrzeby fizjologiczne trzeba załatwiać „na narciarza” – mówi J. Michalik. Z relacji starosty wynika, że marszałek zaproponował, by dopłata ze strony powiatu wyniosła 100 tysięcy złotych rocznie.
Strony mają ponownie zasiąść do rozmów. Na ich sukces liczy wójt gminy Horyniec-Zdrój Robert Serkis. – Dla nas ta linia ma znaczenie strategiczne. Jesteśmy gminą uzdrowiskową i bez niej dostęp komunikacyjny znacząco by się zmniejszył. A jeśli spadnie liczba kuracjuszy, to zagrożone są miejsca pracy. Musimy dołożyć wszelkich starań, żeby ta linia została utrzymana – mówi. – Pierwszy krok to zmiany w rozkładzie jazdy. Skorelowanie połączeń z pociągami dalekobieżnymi na stacji Jarosław. Marszałek również zapowiedział wsparcie. Szczegóły będą ustalane i wierzę, że się uda – ocenia R. Serkis. Samorządowcy podkreślają, że likwidacja czy nawet zawieszenie kursów może się odbić na miejscach pracy nawet ponad 100 osób.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze