Żołnierz 1. Batalionu Czołgów im. płk. Józefa Koczwary w Żurawicy nie tylko sprawnie porusza się w wojskowej rzeczywistości, ale ma także wyjątkowe zdolności literacki. Napisał ciekawą książkę, dotyczącą duszpasterstwa w Garnizonie Przemyśl.
Kilka dni temu Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej wydało książkę pod tytułem Duszpasterstwo Garnizonu Przemyśl w latach 1914 – 2017, której autorem jest starszy chorąży sztabowy Grzegorz Kielar. Praca opisuje zarys dziejów przemyskiego duszpasterstwa wojskowego[paywall]. Obejmuje ona okres ponad stu lat, w których było wiele momentów przełomowych oraz wiele różnych armii i wyznań. Można w niej odnaleźć sporo informacji i ilustracji, związanych m.in. z żurawickimi koszarami.
Autor książki jest absolwentem Wydziału Socjologiczno-Historycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego o specjalności historia wojskowości i nauczycielska. Napisane przez niego dzieje duszpasterstwa są zwieńczeniem jego długoletniego zainteresowania historią i tradycją, związaną z 1. bcz w Żurawicy i wojskowością.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tytuł jest trochę mylący ponieważ opracowanie obejmuje ostatnie 100 lat.Z okresu CK Austrii wymienione są tylko wyznania katolickie a protestanckie oraz mojżeszowe praktycznie pominięto a istniały i były wsród żołnierzy CK Austii a szczególnie Węgrów dominujące.Okres II RP taki słodziutki a taki nie był.Krytyczny okres PRL-uAle III PR też nie ma się czym pochwalic.W kraju katolickim obecna świątynia garnizonowa miasta Przemyśl to była kapliczka pogrzebowa byłego szpitala wojskowego do której nawet trudno trafic.Ale nie ma się czemu dziwic.Kościoły wojskowe nigdy nie robiły kasy wiec padają jak muchy.
Drogi mój adwersarzu Judo zwany Tadeuszem. Wiem że na słowo religia a szczególnie w stosunku do Kościół a Katolickiego masz zawsze awersję i zawsze zdanie negatywne w przeciwieństwie do mojej osoby ale przypomnę że oprócz dominującego wyznania rzymsko katolickiego drugą z kolei religią nie był protestantyzm a kościół katolicki obrządku wschodniego czyli Unicki oraz bliżej ówczesnej granicy wschodniej i południowej wyznania prawosławnego. Religia protestancka w Polsce południowo wschodniej, Galicji była nieliczna, niemal szczątkowa choć oczywiście były niewielkie wspólnoty różnych odłamów protestantyzmu oraz świadkowie Jehowy. Wspominasz o religii mojżeszowej, dobrze bo była istotna w ówczesnych wyznawcach czyli społecznościach żydowskich różnych orientacji. Jeśli chodzi o duszpasterstwo wosjkowe, było w Polsce od niemal 1000 lat czyli od Mieszka I i jego Wojów, nigdy tego nie krytykowano i nie kwestionowani za wyjątkiem obecnych czasów gdzie przeważnie złośliwi i niedouczeni smarkacze anonimowo opluwają wszystko co związane z wiarą, Kościółem Katolickim , również z obecnością kapelanów w wojsku i innych służbach których komuniści w okresie tzw. Ludowej formalnie usunęli z wojska i innych formacji mundurowych. Aby było jasne obecnie w okresie 75 lat pokoju w Europie osobiście jestem zwolennikiem utrzymywania służb duszpasterstwa mundurowego na minimalnym niezbędnym poziomie. Tyle uzupełnienia. Pozdrawiam
To jest nieprawda, że "komuniści" w okresie Ludowej usunęli formalnie kapelanów z wojska. Wówczas duszpasterstwo wojskowe było sprowadzone do roli jaka się Tobie marzy w tej chwili tzn. minimalnego, niezbędnego poziomu. Każdy garnizon wojskowy (miejscowość gdzie stacjonowała jakakolwiek jednostka) miał swojego etatowego kapelana garnizonu. Przemyśl w tym czasie miał na etacie 3-5 kapelanów w różnych latach i bodajże jedną siostrę zakonną. Obecna kapliczka garnizonowa to nie była żadna kapliczka pogrzebowa szpitala wojskowego lecz normalna kaplica w której w każdą niedzielę któryś z kapelanów wojskowych odprawiał msze dla chorych hospitalizowanych w szpitalu (także miejskim) nawet w czasach głębokiej komuny.
Książki na pewno nie przeczytam ale odniosę się do tematu poruszonego w tym wątku. Patrząc chronologicznie w pierwszej kolejności widzę Polaków ale tez i inne narodowości zwłaszcza ze strony wschodniej /Białorusinów i Ukraińców/ wcielonych do poszczególnych armii najjaśniejszych cesarzy którzy byli zobowiązani do wzajemnego mordowania się , nad umierającym pochyla się duchowny zapewniając go że trafi do nieba w chwale bo spełnił swój obowiązek. Idąc dalej, w czasie II w.św. na różnych frontach po całej Europie Polacy umierali za Ojczyznę jedni za kapitalistyczną drudzy za ludową a duchowny pocieszał umierających bo czeka go zbawienie i wieczny żywot w zaświatach za spełnienie swego żołnierskiego obowiązku podczas gdy trzech przywódców w Jałcie ustalali nowe granice państwa i strefy wpływów. Dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności, jak zauważa przemyski obserwator , od 75 lat żyjemy w pokoju i niech tak zostanie. Dzisiaj mamy armię zawodową która spędza niedziele i święta w domach, nie mają żadnych przeszkód żołnierze jak i inne służby aby chodzić do kościoła jeśli sobie tak życzą. Utrzymywanie armii kapelanów w obecnych czasach jest chore. Potrzebni są psycholodzy aby pomagać w zmaganiu się ze stresem skutkującym często wpadnięciem w nerwicę czy inne choroby umysłowe. Jestem za rozdziałem państwa od kościoła, nie zwalczam kościoła bowiem jest potrzebny na wielu płaszczyznach osobom wierzącym. Jednak w wojsku czy w innych służbach potrzebni są specjaliści zwłaszcza w dziedzinie psychologii. Zapytajcie o zdanie żołnierzy którzy powrócili z misji gdzie zetknęli się z działaniami wojennymi , dzisiaj korzystający z porad psychologów i psychiatrów. Zapewne nikt im nie przeszkadza jak zechcą pójść do kościoła.
A mnie ciekawi rozdział o wizycie " ministra" misiewicza - kto organizował przyjazd,kto trzymał parasol podczas deszczu,kto płacił za obiad. A ha i czy paczki co tydzień szły do więzienia od kwatermistrza.
Odnosnie stresu bojowego u zołnierzy biorących udział w bitwach całkowicie się z toba zgadzam. A szczególnie co z tego może wyniknąc. Polska tegoż tragicznie doświadczyła kiedy to żołnierze z wojny polsko rosyjskiej w 1920r najbardziej brutalnej jakiej doznaliśmy w naszej historii wracali do domu z bardzo silnym urazem stresu bojowego.Zamiast poddać ich rehabilitacji z zaburzeń psychicznych każdy z nich jeżeli chciał mógł zostać osadnikiem wojskowym na Wołyniu i Galicji Wschodniej.Niestety stres dawał o sobie znać na każdym kroku w życiu cywilnym.Narobili tyle gnoju w spotkaniu z tubylcami,ze ci ostatni za doznane krzywdy przy sprzyjającej sytuacji dosłownie mordowali nas czym popadło,że do dzisiaj z trwogą to wspominamy.
Zapewne osoby z zaburzeniami pośród osadników wojskowych się trafiały, tak samo jak trafiały się pośród duchownych grekokatolickich namawiających swoich wiernych do mordowania swoich sąsiadów a często i spokrewnionych z racji mieszanych małżeństw. Z tym ze nie wiem ile było przypadków popełnienia morderstwa ze strony osadników wojskowych na ludności cywilnej. natomiast znana jest co najmniej w przybliżeniu liczba ofiar "błogosławionego" ludobójstwa
Zaburzenia psychczne wśród osadników wojskowych na Kresach to była norma z nielicznymi wyjątkami. Natomiast u osadników cywilnych praktycznie nie występował.Ilość byłych żołnierzy z urazami bojowymi była porażająca.Oddział psychiatryczny 6 Szpitala Okręgowego we Lwowie prowadzony przez mjr dr Łukaszewicza rozrastał się w zawrotnym tempie . Tempo było tak zawrotne,że zaszła konieczność powołaniaoddzielnego wojskowego szpitala psychiatrycznego w Kulparkowie pod Lwowem na skromnej bazie zakładu psychiatrycznego CK Austrii. Szpital liczył około 200 łóżek stale zajetych przez pacjentów byłych wojskowych.O skali problemu świadczy też fakt,że we Lwowie w II RP leczono tylu wojskowych z urazem bojowym co we wszystkich pozostałych szpitalach w II RP. Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej.Z urazem bojowym byłych żołnierzy tak na Wołyniu jak też wschodniej Galicji dotknietych tą choroba było co najmniej 10 razy tylu żołnierzy niż tych poddanych leczeniu. Opracowanie w temacie zawdzięczamy komendantowi szpitala okręgowego we Lwowie płk dr Stroińskiemu,które zostało utajnione
Nie pisz bzdur jeśli nie wiesz prawie nic w temacie. W Garnizonie Przemyśl (kilka jednostek w okresie PRL) a piszę o latach 60 - 89 które osobiście pamiętam i doświadczyłem rezydował 1 (jeden) kapelan wojskowy ks. płk Józef Mroczek który odprawiał msze święte w pojezuickim przedwojennym Kościele Garnizonowym pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego (obecnie Katedra Grekokatolicka). Często na msze w tymże kościele uczęszczałem . Nadmieniam że tenże nieżyjący od lat ksiądz kapelan nie miał formalnego wstępu do jednostek wojskowych i sztabów np. WKU. Dodam jedynie że LWP opłacało kapelanowi pensję oraz zapewniało mieszkanie służbowe o ile pamiętam na ul. Mickiewicza. Wiem jedynie że na terenie 114 szpitala funkcjonowała kaplica gdzie podobno (nigdy nie byłem) odprawiano św. dla wszystkich wiernych , również chorych żołnierzy służby czynnej i chętnych nie bojaźliwych oficerów i podoficerów LWP. Tyle w temacie , możesz się zapoznać.
"...Nie pisz bzdur jeśli nie wiesz prawie nic w temacie..." Tak piszą tylko nieucy i niewychowani ale o to musisz mieć pretensje do swoich rodziców.Jak widać nie miałeś formalnego dostępu do wiedzy dotyczącej duszpasterstwa wojskowego w owych czasach. Popytaj mądrzejszych, poszperaj w archiwach.
Do kasandera czy kasandra. Nie dosyć że wypisujesz durniu kraczący gorzej niż Kasandra nieustnne brednie, bez żadnej wiedzy w temacie to jeszcze ruszasz pamięć nieżyjących moich rodziców. Masz głąbie szczęscie że jesteś anoninimowym trolem, masz szczęście.
Tym samym potwierdziłeś , że jesteś tylko prymitywnym chamem.
Tytuł jest trochę mylący ponieważ opracowanie obejmuje ostatnie 100 lat.Z okresu CK Austrii wymienione są tylko wyznania katolickie a protestanckie oraz mojżeszowe praktycznie pominięto a istniały i były wsród żołnierzy CK Austii a szczególnie Węgrów dominujące.Okres II RP taki słodziutki a taki nie był.Krytyczny okres PRL-uAle III PR też nie ma się czym pochwalic.W kraju katolickim obecna świątynia garnizonowa miasta Przemyśl to była kapliczka pogrzebowa byłego szpitala wojskowego do której nawet trudno trafic.Ale nie ma się czemu dziwic.Kościoły wojskowe nigdy nie robiły kasy wiec padają jak muchy.
Drogi mój adwersarzu Judo zwany Tadeuszem. Wiem że na słowo religia a szczególnie w stosunku do Kościół a Katolickiego masz zawsze awersję i zawsze zdanie negatywne w przeciwieństwie do mojej osoby ale przypomnę że oprócz dominującego wyznania rzymsko katolickiego drugą z kolei religią nie był protestantyzm a kościół katolicki obrządku wschodniego czyli Unicki oraz bliżej ówczesnej granicy wschodniej i południowej wyznania prawosławnego. Religia protestancka w Polsce południowo wschodniej, Galicji była nieliczna, niemal szczątkowa choć oczywiście były niewielkie wspólnoty różnych odłamów protestantyzmu oraz świadkowie Jehowy. Wspominasz o religii mojżeszowej, dobrze bo była istotna w ówczesnych wyznawcach czyli społecznościach żydowskich różnych orientacji. Jeśli chodzi o duszpasterstwo wosjkowe, było w Polsce od niemal 1000 lat czyli od Mieszka I i jego Wojów, nigdy tego nie krytykowano i nie kwestionowani za wyjątkiem obecnych czasów gdzie przeważnie złośliwi i niedouczeni smarkacze anonimowo opluwają wszystko co związane z wiarą, Kościółem Katolickim , również z obecnością kapelanów w wojsku i innych służbach których komuniści w okresie tzw. Ludowej formalnie usunęli z wojska i innych formacji mundurowych. Aby było jasne obecnie w okresie 75 lat pokoju w Europie osobiście jestem zwolennikiem utrzymywania służb duszpasterstwa mundurowego na minimalnym niezbędnym poziomie. Tyle uzupełnienia. Pozdrawiam
To jest nieprawda, że "komuniści" w okresie Ludowej usunęli formalnie kapelanów z wojska. Wówczas duszpasterstwo wojskowe było sprowadzone do roli jaka się Tobie marzy w tej chwili tzn. minimalnego, niezbędnego poziomu. Każdy garnizon wojskowy (miejscowość gdzie stacjonowała jakakolwiek jednostka) miał swojego etatowego kapelana garnizonu. Przemyśl w tym czasie miał na etacie 3-5 kapelanów w różnych latach i bodajże jedną siostrę zakonną. Obecna kapliczka garnizonowa to nie była żadna kapliczka pogrzebowa szpitala wojskowego lecz normalna kaplica w której w każdą niedzielę któryś z kapelanów wojskowych odprawiał msze dla chorych hospitalizowanych w szpitalu (także miejskim) nawet w czasach głębokiej komuny.