Z trudnymi rywalami, którzy w zeszłym sezonie rozdawali w tej lidze karty, musieli się zmierzyć na inaugurację ekipy JKS Jarosław i Orła Przeworsk. Mając wysokie aspiracje jarosławianie pewnie pokonali osłabioną w porównaniu z poprzednią kampanią – SPEC Stal Łańcut. Gwoździa do trumny wbił łańcucianom ich były lider Wojciech Reiman.
Legion Pilzno postawił beniaminkowi z Przeworska trudne warunki. Takie, które pozwoliły ekipie Patryka Brody zdobyć cenny punkt na własnym boisku. Jeszcze cenniejsze trzy punkty w Kamieniu, w starciu dwóch Sokołów, zdobył ten z Sieniawy. Oby to był dobry znak, że spadkowicz z III ligi pozbierał się – mimo relegacji i straty sponsora tytularnego – i nie będzie powtórki z niemal identycznej sytuacji jaka miała miejsce w przypadku Wólczanki Wólka Pełkińska.
JKS przeszedł latem sporą rewolucję kadrową, a nazwiska takich zawodników, jak Wojciech Reiman czy Stanisław Mykycej każą umieszczać drużynę trenera Bogdana Zająca w gronie faworytów rozgrywek. Jarosławianie zasłużenie odnieśli pierwsze zwycięstwo, ale potrzebowali trochę czasu, by złapać odpowiedni rytm. Dość szybko to goście objęli prowadzenie, gdy w zamieszaniu po krótko rozegranym rzucie rożnym żaden z miejscowych graczy nie potrafił wyekspediować futbolówki z własnego pola karnego, co skrzętnie wykorzystał Patryk Róg. Na wyrównanie kibice musieli poczekać do 39. min. Olaf Muliński przegrał wówczas pojedynek z bramkarzem Stali, ale odbita piłka trafiła pod nogi Piotra Pindaka, który posłał ją do pustej bramki.
II połowa należała już do gospodarzy. Szybko prowadzenie zapewnił im Artem Płoszczynskyj, który popisał się fenomenalnym uderzeniem z ponad 30 m, a podwyższył je Wojciech Reiman, wykorzystując podanie Piotra Pindaka. Miejscowym w odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodziła nawet czerwona kartka, którą w 80. min obejrzał Sebastian Kocój.
Przeworszczanie musieli w tym spotkaniu bardzo uważać. Legion to zespół bezkompromisowy, potrafiący z zimną krwią wykorzystać niemal każdy błąd rywala. Mający w swoich szeregach zawodnika nietuzinkowego jak na tę ligę, jakim bez wątpienia jest Tomasz Barycza.
Goście po kilku pierwszych minutach przewagi optycznej, musieli przystać na oddanie inicjatywy w ręce (a raczej nogi) beniaminka. Bardzo doświadczony duet Dariusz Jędryas – Rafał Surmiak, wspomagany na skrzydłach przez młodych Jakuba Tabora i Tomasza Majbę dyktował warunki w drugiej linii. Gospodarze mogli w I połowie objąć prowadzenie. Najpierw niezłej okazji nie wykorzystał Sylwester Kielich, potem wspomniany R. Surmiak. Potem jeszcze kilka razy pod bramką Stachniaka bito na alarm, ale finalnie do szatni oba zespoły zeszły przy bezbramkowej równowadze.
II połowa zaczęła się podobnie jak pierwsze 45 minut. To goście lepiej w nią weszli i stworzyli dwie dobre okazje. Najpierw Matthewa Korziewicza sprawdził Kacper Nytko, za moment tego samego chciał były piłkarz Wólczanki Wólka Pełkińska Dominik Kędzior.
Potem przewagę zaczęli zyskiwać przeworszczanie i wreszcie ją skonsumowali. Gola po sprytnym lobie z linii pola karnego zdobył Michał Daniel. Nie dane było jednak Orłowi zbyt długo się z niego cieszyć. Wszystko za sprawą wszędobylskiego T. Baryczy, który pięć minut po stracie przez Legion bramki, doprowadził do remisu. I nieco winy w tym było miejscowej defensywy, bo najskuteczniejszy piłkarz ekipy z Pilzna nie powinien być pozostawiony sam w polu karnym. Do końca wynik się nie zmienił. Oba zespoły podzieliły się punktami i takiego rozstrzygnięcie jest jak najbardziej zasłużone.
Sokół opuścili wszyscy zawodnicy, którzy w poprzednim sezonie występowali na III-ligowych murawach. Zadanie przez sienawskimi działaczami było z gatunku poważnych. Ale udało się im skonstruować naprawdę ciekawy i frapujący piłkarski konglomerat. Funkcję trenera powierzyli doświadczonemu już, byłemu szkoleniowcowi JKS Jarosław, Arkadiuszowi Baranowi. Dzięki wysoko stawianym celom przez wspomniany już JKS, a także Pogoń-Sokół Lubaczów, kilku dotychczasowych podstawowych graczy tych ekip stało się dla nich zbędnych. Albo inaczej: nie mieli gwarancji dostania satysfakcjonujących ich minut na boisku. Podchwycili to działacze Sokoła i nakłonili do gry w swoich szeregach: Jakuba Szczybyłę czy Krystiana Basznianina (obaj Pogoń-Sokół) oraz Aleksa Kopcio, Michała Stankiewicz czy Jana Maca (wszyscy JKS). Ci w połączeniu z kilkoma innymi zawodnikami, którzy wrócili do Sieniawy (m.in. Mateusz Padiasek, Dawid Pigan czy Jakub Stefan) mogą być mieszkanką, która niejednemu zajdzie za skórę.
Mimo braku zgrania jako pierwsi mogli się o tym przekonać piłkarze jednej z rewelacji poprzedniego sezonu, czyli Sokoła Kamień. Można by powiedzieć, że spadkowicz popłynął na fali doświadczenia i cwaniactwa, ale to zbyt duże uproszczenie. Mecz ułożył się sieniawianom znakomicie. Objęli prowadzenie po skutecznie wyegzekwowanym rzucie karnym przez M. Padiaska, który był konsekwencją faulu w polu karnym na Aleksie Kopcio. Co prawda gospodarze tuż przed zejściem do szatni wyrównali, ale cała II połowa toczyła się z lekką przewagą przyjezdnych. Finalny cios zadali w samej końcówce, nie pozostawiając miejscowym wiele nadziei. Po ładnej zespołowej akcji zwycięską bramkę zdobył K. Basznianin.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze