Druga połowa sierpnia to czas tradycyjnych dożynek, czyli święta plonów. Z zasady scenariusz wygląda podobnie: najpierw msza, potem oficjałka z wieńcami i przemówieniami wójtów lub sołtysów, a następnie zabawa, bo to przecież radosne święto. Zwykle miesiąc później już nikt o tym nie pamięta. Do wyjątków należą czterej młodzi mieszkańcy M. oraz pewien młodzieniec z sąsiedniej wioski, którzy ubiegłoroczne dożynki na pewno dobrze zapamiętali.
Jak nakazuje tradycja, po części oficjalnej w M., na placu koło domu ludowego, wieczorem rozpoczęła się zabawa. Dziewiętnastoletni Łukasz spóźnił się trochę, więc nie wyjmując kluczyków ze stacyjki, zostawił auto na poboczu szosy i poszedł poszukać miejsca, gdzie mógłby zaparkować. Pokręcił się chwilę wśród znajomych i wtedy jeden z nich zwrócił mu uwagę, że właśnie ktoś odjeżdża jego samochodem. Łukasz wybiegł na drogę i zdążył tylko zobaczyć, jak auto znika za zakrętem. Biegiem wrócił do kolegów, krzycząc, że ktoś mu ukradł samochód. Oczywiście w tej sytuacji mógłby zadzwonić na policję, ale razem z kolegami wpadł na pomysł, żeby zorganizować pościg za złodziejem. Chętnych na taką atrakcję nie brakowało i w czwórkę ruszyli autem kolegi. Uznając, że to stan wyższej konieczności, nie zważali na ograniczenia prędkości i pędzili przez wioskę, siejąc popłoch wśród spacerujących drogą. Poza terenem zabudowanym mieli już sto dwadzieścia na liczniku i wtedy zobaczyli goniony pojazd. Więcej ze starego volkswagena nie dało się wycisnąć i odległość między uciekającym a goniącymi go powoli się zwiększała. Dopiero parę kilometrów dalej, kiedy wjechali do sąsiedniej wioski, ich szanse wzrosły.
Wreszcie, pokonując z piskiem opon kolejne zakręty, zbliżyli się do uciekającego. Już go prawie dopadli, kiedy stało się nieszczęście. Z naprzeciwka wyjechał motocyklista i kolega Łukasza, który siedział za kierownicą, chcąc uniknąć zderzenia, odbił gwałtownie i wjechał do rowu, a następnie w ogrodzenie posesji. Łukasz i jeden z pasażerów wylądowali w szpitalu, ale na szczęście ich obrażenia okazały się niezbyt groźne. U kierującego policjanci stwierdzili stan po spożyciu alkoholu. Natomiast skradzione auto odnalazło się kilometr dalej i dziewiętnastolatek, który je zabrał, odpowiadał za krótkotrwałe użycie pojazdu. Zatem tamte dożynki nie były zbyt udane.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze