Reklama

Druciarz z Kańczugi i tajemnica grabarza z Nakła

02/03/2021 13:33

HISTORIE DAWNE ŻP Nakło (w gm. Stubno) niedaleko Przemyśla posiadało pod koniec XIX wieku niespełna 600 mieszkańców (Polacy, Żydzi, Rusini). Znajdowała się tam cerkiew św. Szymona, szkoła jed-noklasowa, karczma i cmentarz przy wejściu do wsi. Od wieków jej mieszkańcy uprawiali ziemię i trudnili się hodowlą domowych zwierząt.

Druciarz był wędrownym rzemieślnikiem, wykonywał drobne przedmioty gospodarstwa domowego, np. łapki na myszy, wieszaki, klatki na ptaki, spinki itp. Zajmował się też drutowaniem rozbitych glinianych garnków (silne ściągnięcie skorup siatką) oraz nitowaniem drutem dziurawych garnków. Po I wojnie światowej zawód ten zaczął zanikać.

Tajemniczy powsinoga

Od czasu do czasu młody chłopak pojawiał się w Nakle (19 km od Przemyśla). Nikt go nie znał i  nie wiedział, skąd przybywa, nikt nie wiedział, dokąd zmierza, ot zwyczajnie – powsinoga, bosy włóczęga, w kapeluszu, kapocie i portkach. Zjawił się niespodziewanie we wsi i chodził od[paywall] drzwi do drzwi, od chaty do chaty, a stojąc przed każdą, wołał jednostajnym, tenorowym głosem jakieś trzy tajemnicze wyrazy. Dopiero gdy je ktoś usłyszał po raz trzeci lub czwarty, rozpoznawał wypowiadane sylaby: garn-ki, dru-to-wać!

Reklama

Druciarz z Kańczugi

Na te wołania uchylały się czasem drzwi chaty i pojawiał się w nich stary garnek, trzymany w spracowanej dłoni. Wtedy chłopak porywał go w swoje objęcia, siadał z nim na przyzbie chaty i dobywszy swe narzędzia – drut, cęgi i młotek z torby – przeprowadzał chirurgiczną operację na garnku. Jako honorarium za pracę dostawał kilka centów albo trochę mleka i kawał chleba. Posiliwszy się, szedł zadowolony dalej, nawołując głośno: gaaarnki drutooować! Potem po druciarzu z Kańczugi (pow. przeworski), jak go nazywano, śladu we wsi nie było.

Wieczorny posiłek

Po jakimś czasie zdążał nasz druciarz znowu do Nakła. Kiedy poczuł po drodze zmęczenie całodziennym chodem, stanął opodal wsi koło cmentarza. Pomyślał, spojrzał w stronę zachodzącego słońca i usiadł na kamieniu. Dobył z torby najpierw kozik dobrze wyostrzony, potem kawał chleba i dwie cebule. Rozłożył wszystko na murawie i rozpoczął wieczerzę – bez stołu i nakrycia. Smakowało mu wybornie, bo oczy mu się śmiały wesoło, a nos poruszał się w trakcie żujących szczęk. Gdy kończył już swą ucztę, spojrzał raz jeszcze w stronę cmentarza i ujrzał tam człowieka kopiącego grób.

Reklama

Podejrzany grabarz

Był to miejscowy grabarz Wojciech Bakało, który kończył właśnie w milczeniu swą smutną robotę. Potem rozejrzał się wokoło, zwinął coś w szmatę i z zawiniątkiem tym pod pachą wyszedł z cmentarza. Kiedy przechodził koło druciarza, chłopak powitał go słowem „pochwalony”, ale Wojciech obejrzał się tylko, jak gdyby przelęknięty. Nie odpowiedział: „na wieki wieków amen”, ale przycisnąwszy zawiniątko silniej do siebie, oddalił się pośpiesznym krokiem. Nie podobało się druciarzowi takie zachowanie, bo Wojciech pokiwał głową jakoś dwuznacznie, przeżegnał się i wyruszył ku domostwom.

Trupia czaszka i dwa żebra

Ponieważ wszystkie drogi w galicyjskiej wsi prowadziły do karczmy, i druciarza z Kańczugi tam zaprowadziły. Stanął przed karczmą Hersza Ungera. Z okien gospody padało wesołe światełko na drogę. Ciekawością zdjęty, spojrzał w okienko i ujrzał wnętrze izby. Zadrżał i osłupiał na widok, jaki mu teraz stanął przed oczami. Oto Wojciech położył zawiniątko na stół, rozwinął je i ukazała się oczom zdziwionego druciarza trupia czaszka ludzka i dwa żebra. Jakaś dziewczynka pochwyciła skwapliwie czaszkę i schowała ją pod fartuszek i przeszła za szynkwas. Grabarz, zawinąwszy resztę kości w szmatę, wyszedł z karczmy. 

Reklama

Zapłata wódką

Kiedy tak druciarz patrzył, zauważył karczmarza nalewającego Wojciechowi wódkę, a za szynkwasem młodą – jak się potem okazało – trzynastoletnią Żydówkę, sierotę chowaną na chlebie Hersza Ungera. Ładne było to dziewczę imieniem Ryfka, dlatego też bezdomny włóczęga druciarz ciągle patrzył przez okno, by się nią nasycić. Przyszedłszy do siebie z osłupienia i zdziwienia, począł druciarz biec ku najbliższej chacie.

Wieś w strachu

Tam zastał kobietę stojącą przy progu. Naprędce opowiedział jej, co widział, ta pośpieszyła z tą nowiną do swej sąsiadki i kumy, dodawszy coś do tego od siebie. Kuma zaś podała wiadomość swej znajomej. I tak w pół godziny później całe Nakło wyległo z chat swoich, opowiadając sobie okropną wiadomość, że grabarz Wojciech wykrada trupy z cmentarza i zwozi je furami do Hersza Ungera, który potem zakrapia kości wódką, by należycie poić mieszkańców wsi.

Reklama

Rewizja w karczmie

Wzburzenie było okropne. Liczono na doraźne ukaranie sprawcy haniebnego czynu. Wystąpił więc naczelnik gminy z całą przyboczną radą, by należycie zbadać sprawę. Zrobiono rewizję
w karczmie i znaleziono tam w kącie szafy kawał trupiej czaszki, a na dziedzińcu spostrzeżono świeżo wylany płyn, który miał woń wódki i był podejrzanej czystości. Przy rewizji u grabarza Wojciecha znaleziono dwa ludzkie żebra.

Sprawa w sądzie

Mocno kiwała głową rada, co począć z tym wydarzeniem. W końcu postanowiono oddać sprawę wymiarowi sprawiedliwości. 16 stycznia 1879 roku Wojciech Bakało i Hersz Unger stanęli przed Sądem Obwodowym w Przemyślu, by odpowiedzieć za swe czyny. Sprawę prowadził sędzia Nannel, oskarżał prokurator Przybylski, a podsądnych bronił adwokat Holzer.

Reklama

Gula na karku Ryfki

Grabarz tłumaczył się przed sądem tym, że kości potrzebował dla młodej Ryfki, ponieważ dziewczynie wyskoczyła twarda gula na karku. Z tą dolegliwością wstydziła się po wsi chodzić. Radził ten, radził ów – nic nie pomagało. Dopiero jakaś stara znachorka do karczmy zaszła i poradziła Ryfci, by położyła trupią kość na gulę. Chora zwróciła się o pomoc do grabarza, obiecując mu – jako zapłatę – kilka kieliszków wódki od karczmarza. Zlitował się Wojciech nad biedną dziewczyną – tak się bronił – i postanowił przynieść jej to, o co prosiła. I tak się jakoś trafiło, że kopał wówczas grób dla nieboszczyka Macieja Kulawego. Wtedy zauważył z sąsiedniego grobu sterczące stare kości. Wziął więc czaszkę i dwa żebra. W karczmie Ryfka wzięła tylko to pierwsze. Gula potem gdzieś jednak sczezła.

Finał

Sąd uznał obu podsądnych za winnych popełnienia przestępstwa. Wojciecha za to, że zbezcześcił grób, a Hersza Ungera za namawianie go do tego czynu – za co nałożył na każdego z nich karę trzech tygodni ścisłego aresztu o zaostrzonym rygorze (źródło: San 1879, n 5).


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości