W połowie lutego w Centrum Kulturalnym odbyła się przemyska premiera filmowego dokumentu Moje magiczne miejsca.
Film powstał według scenariusza Anny Gordijewskiej, operatorem i montażystą był Aleksander Kuśnierz, a kierownikiem produkcji Mirosław Rowicki, redaktor naczelny Kuriera Galicyjskiego – polskiej gazety wydawanej na Ukrainie. Choć tytuł może sugerować sentymentalną podróż po Kresach, to jest to opowieść o życiu jednego człowieka, którego losy rzucają w różne miejsca, o których mówi, że[paywall] są magiczne, ale zawsze wraca do ukochanego Lwowa.
Zbigniew Chrzanowski, bo o nim opowiada film, urodził się w 1935 roku w Teatrze Skarbowskim we Lwowie. Oczywiście nie na scenie, ale w gmachu, w którym w latach 1842 – 1900 był teatr, a potem filharmonia, kino, a obecnie Teatr Dramatyczny im. Marii Zańkowieckiej. Jeszcze w czasach szkolnych Chrzanowski był uczestnikiem kółka dramatycznego prowadzonego przez polonistę, profesora Hausvatera, które w 1958 roku przekształciło się w Polski Teatr Ludowy. Zbigniew Chrzanowski ukończył slawistykę na Uniwersytecie Lwowskim oraz reżyserię w Wyższej Szkole Teatralnej w Moskwie. Od 1966 roku, z niewielką przerwą, kiedy władze sowieckie w 1981 zakazały działalności Polskiego Teatru Ludowego, jest jego kierownikiem artystycznym i reżyserem, a często również aktorem.
Film, jak przyznali jego realizatorzy, został nakręcony bardzo amatorskim sprzętem i faktycznie obrazy i dźwięk pozostawiają wiele do życzenia, zwłaszcza dla tych widzów, którzy przyzwyczaili się do jakości Full HD. Jednak podeszli do realizacji dokumentu o swoim przyjacielu z sercem i to wynagradza techniczne niedostatki. Do filmu wmontowali archiwalne zdjęcia i relacje filmowe ze spektakli, w których grał albo które reżyserował Chrzanowski.
Wykorzystali również plenery i wnętrza ściśle związane z jego życiem. Lwowskie mieszkanie jego siostry, jego przemyskie mieszkanie, siedziba Teatru Polskiego i oczywiście Lwów z kultową panoramą widzianą z Wysokiego Zamku. Bardzo trudno w półgodzinnym filmie opowiedzieć o życiu człowieka tak twórczego i aktywnego, jak Zbigniew Chrzanowski, ale Gordijewskiej i Kuśnierzowi to się udało i myślę, że ten dokument ma duże znaczenie, zwłaszcza dla Polaków żyjących we Lwowie, natomiast dla mieszkających w Polsce jest dowodem na to, jak, nawet w niesprzyjających warunkach, można tworzyć i żyć godnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze