Mówią, że rak to wyrok. Jarosławskie amazonki są zaprzeczeniem tego stwierdzenia. Przebyta choroba i jej skutek w postaci mastektomii (amputacji piersi) jest dla nich obecnie wspomnieniem. Bez skrępowania mówią o trudnej walce z rakiem. Spotykają się co poniedziałek w Publicznym Gimnazjum nr 1, na zajęciach rehabilitacyjno-rekreacyjnych i babskich pogaduchach.
Kilka dni temu amazonki z Jarosławia uczestniczyły w XVIII Ogólnopolskiej Pielgrzymce na Jasną Górę, połączonej ze zwiedzaniem opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Wróciły szczęśliwe, że mogły podziękować Matce Boskiej za opiekę. Klubowi od początku, czyli od marca 2003 roku, przewodniczy Marta Zadorożna. Mówi o koleżankach „moje dzieci” i podkreśla, że inicjatorką założenia stowarzyszenia była pielęgniarka Helena Marmurowicz.
– Aktualnie klub zrzesza 20 kobiet. Byłoby ich więcej, ale, niestety, 7 zmarło, za późno zgłosiły się do lekarza. Inne[paywall] odeszły z powodu dolegliwości utrudniających poruszanie się. Ja widzę sens mojej choroby, bo dzięki niej poznałam wiele wspaniałych kobiet, dla których jestem wsparciem. Pomagam im w trudnych chwilach, sama też bardzo dużo od nich czerpię. Wzajemnie się potrzebujemy. Dziewczyny dzielnie ćwiczą podczas zajęć rehabilitacyjno-rekreacyjnych, które prowadzę i bardzo się cieszę, gdy widzę, że są coraz bardziej sprawne. Chwalę, mobilizuję do wysiłku. Szczególnie wyróżniam seniorkę, Marię (90 lat), która aktywnie bierze udział w zajęciach. Jest naszym dobrym duchem, zaraża energią i optymizmem – opowiada Maria Zadorożna, prezes jarosławskiego Klubu Amazonek.
– Trzy lata temu spotkało mnie to nieszczęście, że musiałam się poddać mastektomii. Byłam zrozpaczona i bezradna. Nie wiedziałam co robić. Od córki dowiedziałam się, że w Jarosławiu działa grupa amazonek. Należę do odważnych kobiet, więc zadzwoniłam– zwierza się Maria Krawczyk.
– Jestem 14 lat po mastektomii i w klubie jestem od początku, podobnie jak nasza prezes. Przyznam, że bardzo potrzebowałam takiego wsparcia. Chciałam poznać jakąś kobietę, która również jest po operacji i żyje. To człowieka motywuje – dodaje Danuta Banach.
– Kiedy ja się dowiedziałam o chorobie, miałam pretensje do całego świata. Na szczęście trafiłam na bardzo dobrą doktor, która od razu skierowała mnie na chemioterapię. Po 5 cyklach guzek zrobił się malutki jak groszek i skierowano mnie na zabieg. Najgorsze było dla mnie to, że po 4 cyklach chemioterapii wyciągałam rzęsy palcami. Buntowałam się, ale lekarka krzyczała na mnie: –Chcesz żyć? To jazda na oddział. I poszłam potulna jak baranek. Kiedy wyraziłam niezadowolenie, że tyję po chemii,pani doktor powiedziała: – Ciesz się, że żyjesz. Uszyjesz sobie szerszą spódnicę i będzie dobrze. Teraz pozostały mi kontrole i ćwiczenia – powiedziała Bronisława Berezka.
– Nie odczuwałam, że z piersią jest coś nie tak. Wracając z pracy, znalazłam w skrzynce zaproszenie na mammografię. Poszłam i badania wyszły super. Za dwa lata przyszło kolejne zaproszenie, a wynik znowu był dobry. Trzecia mammografia wykazała guza. Dostałam skierowanie do szpitala w Rzeszowie i poddałam się mastektomii. Szczęście w nieszczęściu, że nie miałam ani chemioterapii, ani naświetleń. Przez trzy lata brałam tylko tabletki. Diagnoza była dla mnie szokiem, bo w rodzinie nikt nie chorował na raka – wspomina Bogumiła Husar.
–Tutaj człowiek zapomina swoich troskach. Razem rozwiązujemy problemy. Jeżeli słyszę, że któraś skarży się na dolegliwości, które mnie trapią, jestem spokojna, mam pewność, że tak ma być , że nic złego się nie dzieje, że to naturalny proces wracania do zdrowia – mówi Maria.
Danusia z uśmiechem dodaje: –A ja bardzo często chcę się wyszaleć. A tutaj zawsze czuję się młodo. W domu nie mogę się zmobilizować do ćwiczeń, 15 minut jest dla mnie wiecznością, a tu godzina mija jak jedna chwila. – Wzrasta zachorowalność na raka sutka. Choroba może dotknąć każdego, niezależnie od wieku. Dlatego trzeba obserwować systematycznie piersi i badać się. Rak wykryty we wczesnym stadium jest całkowicie wyleczalny. Profilaktyka jest bezbolesna i bezpłatna w przeciwieństwie do leczenia – apeluje Marta Zadorożna. Na koniec podaje numer telefonu, pod który można dzwonić w razie potrzeby 600 365 977.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze