Minimalna wygrana na zawsze trudnym terenie w Sanoku i sensacyjna przegrana Cosmosu w domowym meczu z Sokołem Nisko sprawiły, że JKS Jarosław ucieka w tabeli najgroźniejszym rywalom.
Nad Cosmosem ma już 5 punktów przewagi, nad drugim Sokołem Kolbuszowa Dolna – trzy. Ostatnie kolejki będą znakomitą weryfikacją aspiracji ekipy Bogdana Zająca. Potyczki z czołowymi zespołami (Igloopol, Cosmos, Karpaty) dadzą odpowiedź, czy JKS przezimuje w fotelu lidera tabeli i wiosną przystąpi do szturmu na III-ligowe boiska. Mimo dobrej postawy bez punktów w Łańcuta wrócił do domu Orzeł Przeworsk. Beniaminek jest coraz bliżej niebezpiecznej strefy, a terminarz do końca rundy jesiennej łatwy nie jest. Klątwę własnego boiska przełamali wreszcie piłkarze Sokoła Sieniawa. W spotkaniu o „sześć punktów” minimalnie pokonali rezerwy mieleckiej Stali. Mimo, że długo musieli sobie radzić w podwójnym osłabieniu. Oby „złote” trafienie Jakuba Szczybyły dodało Sokołowi wiary. Oby przegoniło znad Sieniawy ciemne chmury.
Sanok był od lat dla jarosławskich piłkarzy ciężkim terenem i choć aktualny lider tabeli przystępował do sobotniego pojedynku w zdecydowanie lepszych nastrojach od rywali, mógł oczekiwać ciężkiej przeprawy. Tymczasem JKS odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo, mając przewagę przez większą część spotkania i wypracowując sobie zdecydowanie więcej bramkowych sytuacji. Paradoksalnie, mimo wielu okazji, decydującą bramkę zdobył po samobójczym trafieniu sanockiego defensora. Poprzedziła ją jednak efektowna akcja – najpierw Piotr Pindak zagrał piętą, stojąc w narożniku boiska, a następnie Artem Płoszczynskyj ograł pod linią końcową jednego z rywali i dograł wzdłuż linii bramkowej, zaś pechowo do własnej siatki piłkę skierował Szymon Słysz. Wcześniej dwóch najlepszych sytuacji nie wykorzystał Sylwester Magdziak. W 38. min przegrał pojedynek z Dariuszem Półkoszkiem, zaś w 59. min dobił strzał Arleisona Martineza, a piłka po interwencji golkipera trafiła w słupek. Poza tym na listę strzelców mogli wpisać się: Martinez, Reiman, Zając oraz Pindak, który spudłował, stojąc pięć metrów od bramki.
MŁ
Okrutnie myli się ten, kto ocenia łańcucką Stal po zajmowanej pozycji w tabeli. Ta jest absolutnie nieadekwatna do zestawu personalnego i możliwości zespołu, którego niedawno trenerem został Walerij Sokołenko. Czyli jeszcze niedawno szkoleniowiec III-ligowego KS Wiązownica, a wcześniej Pogoni-Sokoła Lubaczów, którą wprowadził do owej III ligi. To naprawdę bardzo groźny zespół, któremu ewidentnie nie idzie. Na pytanie dlaczego, sami sobie powinni odpowiedzieć sami piłkarze. Być może coś jednak drgnęło, bo stalowcy w środę (16 października br.) nieoczekiwanie pokonali w Kolbuszowej Dolnej niepokonanego Sokoła, a w pojedynku ze przeworskim beniaminkiem dopisali na swoje konto kolejny komplet punktów.
Beniaminek jednak tanio skóry nie sprzedał, choć źle wszedł w ten pojedynek. Już w 4. min został postawiony w roli ekipy, która musi odrabiać straty. Moment nieuwagi i Patryk Róg popędził na spotkanie z Mateuszem Łuczykiem. Nie miał problemów z ulokowaniem piłki w siatce, a to oznaczało, że gospodarze zaczęli kalkulować. Czy lepiej opłaca się im oddać inicjatywę gościom i czyhać na kolejne błędy, czy pójść za ciosem. Wybrali tę drugą opcję. Przeworszczanie przeważali i… wyrównali po strzale Tomasza Majby. Radość trwała jednak krótko, bo krośnieński arbiter bramki nie uznał, stwierdzając że Michał Daniel przeszkadzał Arkadiuszowi Słyszowi w skutecznej interwencji. Problem w tym, że napastnik Orła miał kilka metrów do bramkarza SPEC Stali. Dziwna to była decyzja...
W II połowie niewiele w obrazie gry się zmieniło. Orzeł miał przewagę, ale łańcucianie użądlili po raz drugi. Mimo że chwilę później kontaktowego gola zdobył Sylwester Kielich, na więcej beniaminka nie było stać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze