Z budynku przy ul. Lwowskiej 10 cegły same odpadają, a w środku panuje wilgoć. Nawet zabezpieczenie przeciekającego dachu jest niebezpieczne, ponieważ grozi zawaleniem.
Kamienica przy ul. Lwowskiej 10 odstrasza swoim wyglądem już z zewnątrz. W środku wcale nie jest lepiej. Rodzina Kwolików trafiła tu 7 lat temu. – Wcześniej mieszkaliśmy przy Słowackiego, ale kamienica trafiła w prywatne ręce, czynsz wzrósł z 200 złotych na prawie 1000. Nie było nas na to stać – opowiada Zdzisława Reichel-Kwolik.
Jak mówi, byli zmuszeni opuścić mieszkanie. Został im przydzielony lokal socjalny przy Lwowskiej. – Nie mieliśmy wyboru. Gdy tu przyszliśmy, wszystko było w porządku, mieszkanie było pomalowane. Problemy zaczęły się w zimie. Woda się lała po ścianach, pojawił się grzyb. Straciliśmy w ten sposób dwa komplety mebli. Gdy przyszła komisja z urzędu miejskiego, to powiedzieli mi, żebym tyle nie gotowała, to nie będzie wilgoci[paywall]. Czy ja przy szóstce dzieci mam obiady na mieście kupować? – mówi.
Miesiąc temu pojawił się kolejny problem – zaczął przeciekać dach. – Po ostatniej ulewie woda po schodach płynęła ciurkiem. Zadzwoniłam do administracji. Przysłali hydraulika i elektryka, którzy przywieźli folię i położyli w środku na strychu. A jak woda się zgromadzi na folii, co ja z tym później zrobię, będę zbierać garnuszkiem? – mówi kobieta. W tej sytuacji mąż pani Zdzisławy wraz z synem na własną rękę przykryli dach folią.
Według rodziny, kamienica nie jest remontowana, ponieważ jej właścicielem jest prywatna osoba. Do tej pory nie udało się ustalić kto to jest, ale na ścianie budynku pojawiła się tablica, że jest on na sprzedaż. – Nawet administracja nie wie kto to jest. W ubiegłym roku był tu jakiś prawnik z dwoma młodymi ludźmi i zaproponował, żebyśmy z sąsiadką wykupili kamienicę po 70 tysięcy złotych – mówi Z. Reichel-Kwolik. – Nie rozumiem, jak rodzinie wielodzietnej można dać mieszkanie w nie swojej kamienicy i umyć od tego ręce – dodaje.
Kwolikowie przyznają, że mieli propozycję przeprowadzki do innego mieszkania. – Nie chcę się przenosić. W to mieszkanie włożyliśmy już trochę pieniędzy, wyremontowałem łazienkę, oddzieliłem ją od ubikacji, wymieniłem instalację elektryczną. Wzięliśmy na to kredyt – mówi mąż pani Zdzisławy. – W środku wszystko sam sobie zrobię. Chciałbym tylko, żeby naprawić dach i żeby poprawić ogólny stan techniczny budynku, bo cegły same już wypadają ze ścian. To stwarza zagrożenie nie tylko dla nas, ale i dla przechodniów – dodaje.
Prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Krzysztof Majcher zdaje sobie sprawę, że budynek jest w złym stanie technicznym. – Państwo Kwolikowie otrzymali w 2011 roku możliwość przeniesienia się do innego mieszkania, jednak nie przyjęli jej – zaznacza.
Jak mówi, PGM zgłaszał tę kamienicę do planu remontów przygotowywanego przez urząd miejski. – Zawsze znajdowały się pilniejsze sprawy. Natomiast koszt remontu jest tak horrendalny, że to się nie opłaca. Budynek kwalifikuje się tylko do wyburzenia – uważa K. Majcher.
Dodaje, że przyczyną braku remontów jest również brak środków, a bierze się on między innymi z niepłacenia przez lokatorów czynszu. – Ci państwo mają bardzo duże zadłużenie, jest nawet wyrok sądowy w tej sprawie – twierdzi prezes PGM.
Tę kwestię nieco inaczej przedstawiają jednak Kwolikowie. Zapewniają, że nic nie wiedzą na temat wyroku sądowego, a z PGM zawarli ugodę odnośnie spłaty zadłużenia w ratach. Na jej mocy Przedsiębiorstwo miało odstąpić od dochodzenia długu na drodze sądowej.
K. Majcher przyznaje, że od początku było wiadomo, że kamienica nie jest własnością miejską. – W administracji miasta znajduje się wiele budynków, których właściciele są nieznani od czasu wojny. Miasto podjęło się czynności uregulowania stanu prawnego tego budynku i przejęcie go przez zasiedzenie, ale o tym zdecyduje sąd – mówi.
Jak zaznacza, wilgoć w mieszkaniu bierze się z braku prawidłowej wentylacji i ogrzewania. Na solidniejsze zabezpieczenie dachu też są nikłe szanse, ponieważ jego konstrukcja jest zbyt słaba i stwarza zagrożenie zawalenia. Prezes PGM widzi tylko jedno wyjście z tej sytuacji. – Zwrócę się z pismem do urzędu miejskiego o to, by postarał się znaleźć mieszkańcom inne lokale. Państwo Kwolikowie muszą jednak pamiętać o uregulowaniu czynszu – mówi.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy."Gdy przyszła komisja z urzędu miejskiego, to powiedzieli mi, żebym tyle nie gotowała, to nie będzie wilgoci... ''(?!?!?!) Jak się wydaje cynizm i skurwysyństwo panów urzędników nie zna granic...
nie wygracie z urzedasami. gdyby tam mieszkal ktos z rodziny urzedasów to by wam zrobili remont. ja juz walczylem i przegralem. u nich licza sie tylko znajomosci. ale zycze powodzenia i trymam w kciuki!!!
"Gdy przyszła komisja z urzędu miejskiego, to powiedzieli mi, żebym tyle nie gotowała, to nie będzie wilgoci... ''(?!?!?!) Jak się wydaje cynizm i skurwysyństwo panów urzędników nie zna granic...
nie wygracie z urzedasami. gdyby tam mieszkal ktos z rodziny urzedasów to by wam zrobili remont. ja juz walczylem i przegralem. u nich licza sie tylko znajomosci. ale zycze powodzenia i trymam w kciuki!!!