Część załogi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej – łącznie 10 osób – pozostaje w konflikcie z dyrekcją placówki, której zarzuca dyskryminację płacową. W sprawę zaangażowany był już mediator, ale niepokoje w ośrodku ucichły jedynie na chwilę. Koniec końców sprawa znalazła swój finał w sądzie.
Wciąż nie ma porozumienia między częścią pracowników a dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Przemyślu Piotrem Hryniszynem. Spór na linii dyrekcja – załoga dotyczy kwestii płacowych. Z informacji, jaka dotarła do naszej redakcji, wynika, że konflikt dotyczy 10 osób zatrudnionych w MOPS. Złożyły one pozwy do sądu, bo – jak się dowiedzieliśmy – mają dość tłumaczeń ze strony szefostwa placówki, że są dopuszczalne nieznaczne różnice w wynagrodzeniach pracowników wykonujących te same obowiązki i czynności.
– Nie znajdujemy żadnego uzasadnienia dla takiego różnicowania – słyszymy.
Reklama
Jak się dowiedzieliśmy, 10-osobowa grupa osób zaangażowanych w spór ma wieloletnie doświadczenie, tymczasem otrzymuje niższe wynagrodzenie zasadnicze niż inni, młodsi stażem pracownicy, wykonujący te same obowiązki i mający identyczne stanowiska. Zdecydowali, że wobec braku wyjścia z patowej sytuacji sprawę powinien rozstrzygnąć sąd.
– Próby dojścia do porozumienia oczywiście były podejmowane. Wcześniejszy spór zbiorowy też dotyczył nierówności płacowych. Zaangażowany był w niego mediator wyznaczony z ministerstwa, a na mocy częściowego porozumienia, do jakiego doszło, dyrektor zapewnił, że będzie konsultował kwestie wynagrodzeń ze stroną związkową, jednak już w styczniu br. porozumienie złamał i się do niego nie stosuje. Dał nam podstawy do tego, że nie mamy żadnego innego wyjścia, jak tylko droga sądowa. Wynagrodzenia stanęły na głowie, a hierarchia awansu została całkowicie zaburzona – słyszymy.
Reklama
Z informacji, jakie do nas dotarły, wynika, że jedynym momentem wyrównania wynagrodzeń w bieżącym roku była lipcowa sytuacja uregulowania odgórnymi przepisami tzw. płacy minimalnej.
Kwestie wynagrodzeń reguluje Ustawa o pracownikach samorządowych i odnoszące się do niej rozporządzenie. Kategorie zaszeregowania wyznaczają ujęte w nim tabele, mówiące o tym, jakie wykształcenie i staż powinien mieć pracownik na danym stanowisku.
– Gdyby się ściśle do tych przepisów prawa stosować, uniknęlibyśmy tego, co jest teraz – słyszymy.
Reklama
Czym tłumaczy taki stan rzeczy dyrekcja MOPS?
– Ten konflikt ma długą historię. Grupa 10 osób, które w nim pozostają, wykazuje w mojej opinii mniejsze zaangażowanie i mniejszą gotowość w sytuacjach kryzysowych. Jest to zwyczajnie dalsza próba deprecjonowania mnie jako bezpośredniego przełożonego. Zaznaczę też, że jest to jedynie skromna część załogi przemyskiego ośrodka, liczącego w sumie 120 pracowników – skomentował dyrektor MOPS w Przemyślu P. Hryniszyn.
– Co do rzekomego złamania zawartego porozumienia, nie stanowi to prawdy. Nie było takiego zapisu, mówiącego o tym, że każde podwyżki mają być konsultowane. Odbyła się jedynie[paywall] jednorazowa konsultacja. W ten sposób próbuje się wykorzystywać elementy niedopowiedzeń przeciwko pracodawcy – odnosi się do zarzutów.
Odnośnie wynagrodzeń stanowisko dyrekcji MOPS w Przemyślu jest niezmienne.
– Podobne różnice płacowe na tych samych stanowiskach występują w jednostkach pomocy społecznej w miastach o podobnej strukturze jak Przemyśl. Praktyka doceniania tych pracowników, którzy pracują lepiej niż ci, którzy pracują dobrze, jest wiec stosowana nie tylko w przemyskim MOPS – mówi P. Hryniszyn.
I dodaje: – My i tak jesteśmy jednostką, w której te różnice są najmniejsze, a są i takie, gdzie sięgają one nawet 1 tysiąca złotych. Nie jest też prawdą, że na tym samym stanowisku, mając nakreślony ogólny zakres obowiązków, praca jest tożsama co do zaangażowania, jakości, obciążenia. Każdy pracownik ma inny rejon, inne rodziny, inne problemy i inną trudność itd. Jestem osobą, która pracuje w tym obszarze od lat, też ma duże doświadczenie i podchodzę do tego bardzo obiektywnie. Pamiętajmy, że nawet ustawodawca przewidział tzw. widełki płac, jeśli chodzi o te same stanowiska – wyjaśnia.
– W mniemaniu dyrekcji nieznaczne różnice płac są dopuszczalne, ale 200 czy 300 zł w skali roku to nie są małe pieniądze, tym bardziej że przekładają się też na inne warianty wynagrodzenia – słyszymy z kolei od drugiej strony konfliktu.
Na koniec dyrektor MOPS wytacza argumenty w postaci pięciu kontroli, do jakich doszło w placówce. Jak twierdzi, żadna z nich nie wykazała dyskryminacji. Podnosi też , że w lipcu br. pracownicy zarzucający mu dyskryminację otrzymali podwyżkę w wysokości 1 tys. zł.
Na razie każda ze stron pozostaje przy swoich argumentach. Rozstrzygnięcie sporu leżeć będzie w kompetencjach sądu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze