Reklama

Kto mordował w Dębrzynie?

22/10/2022 15:54

W październiku 1997 roku, w ówczesnym „Życiu Przemyskim” ukazał się mój artykuł o tym, że po wojnie koło Grzęski, w lesie nazywanym Dębrzyną, mordowano ludzi. Kto? Kogo? Dlaczego? Było to ciekawe, ale wymagałoby dłuższego dziennikarskiego śledztwa. Niedługo po opublikowaniu tej historii dostałem następną informację o przypadkach podobnych morderstw, ale tym razem miało się to dziać koło Bachórca, na wzgórzu zwanym „Parasolka”. W jednym i w drugim przypadku ofiarami padali ludzie wracający z Zachodu, z wojennej tułaczki, a pytanie, kto ich zabijał, pomijano milczeniem.

Byłem na miejscu, rozmawiałem z ludźmi i skończyło się to następnym materiałem w „Życiu”. Potem już zajmowałem się innymi historiami i do tamtych nie wracałem.

Dwa tygodnie temu w Przemyskiej Bibliotece Publicznej, w ramach Festiwalu Książki „Między pokoleniami”, odbyło się spotkanie z reporterem Rafałem Hetmanem, autorem książki „Las zbliża się powoli. Kto po wojnie mordował w Dębrzynie”, wydanej w tym roku przez wydawnictwo „Czarne”.

W książce znalazły się obszerne fragmenty mojego materiału sprzed dwudziestu pięciu lat. Autor wrócił do historii Dębrzyny i przeprowadził dziennikarskie śledztwo, przy czym nie ograniczył się do lat 1944 – 1946.

Żeby umożliwić próby zrozumienia tych zbrodni, cofnął się do[paywall] dziewiętnastego wieku, rekonstruując losy rodzin mieszkających obok Dębrzyny i to, w jaki sposób historia tych ziem, a w szczególności dwie wojny przeorały i przewartościowały umysły ludzi.

Oprócz wspomnień mieszkańców Hetman, korzystając z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej, skrupulatnie cytuje meldunki Jana Urbana, komendanta Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Przeworsku z lat 1944 do wczesnych lat pięćdziesiątych o napadach i zabójstwach, do których często dochodziło na terenie powiatu przeworskiego.

Potem zabójstwami zajmował się Urząd Bezpieczeństwa, ale dochodząc do wniosku, że sprawa nie ma charakteru politycznego, odpuszczono.

Kiedy spojrzymy szerzej, zobaczymy więcej

Okoliczni mieszkańcy wiedzieli, kto mordował w Dębrzynie, ale długo milczeli na temat dokonanych zbrodni. W lesie pojawiały się krzyże, aż wreszcie zadbano o upamiętnienie tego miejsca, stawiając tam kamień z napisem „Człowiek – człowiekowi”.

Również IPN prowadził w tej sprawie śledztwo. Powstały też dwa filmy o tamtych tragicznych wydarzeniach, oparte na wspomnieniach mieszkańców. Wszystko to Hetman odnotowuje w swoim reportażu, który kończy w 2022 roku.

Ponad 100-letni przedział czasowy był według autora konieczny. „Uważam bowiem, że kiedy spojrzymy szerzej, zobaczymy więcej – czas ujawni procesy, których nie dostrzeglibyśmy, skupiając się tylko na kilku latach tuż po zakończeniu działań wojennych” – napisał w omówieniu swojej książki, która jest reportażem o niepamięci, nie tylko tej dotyczącej Dębrzyny czy „Parasolki” koło Bachórca.

Takich historii w tamtych czasach było więcej, jak choćby sprawa Leonciny koło Tarnawiec (o której ostatni raz pisałem dwa lata temu), gdzie na skutek zdrady tuż przed zakończeniem wojny zginęło dwudziestu pięciu Żydów.

W tym przypadku zbierając materiały o tej zbrodni, również spotkałem się z niepamięcią, której powody mają podłoże podobne do historii o Dębrzynie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama