W październiku 1997 roku, w ówczesnym „Życiu Przemyskim” ukazał się mój artykuł o tym, że po wojnie koło Grzęski, w lesie nazywanym Dębrzyną, mordowano ludzi. Kto? Kogo? Dlaczego? Było to ciekawe, ale wymagałoby dłuższego dziennikarskiego śledztwa. Niedługo po opublikowaniu tej historii dostałem następną informację o przypadkach podobnych morderstw, ale tym razem miało się to dziać koło Bachórca, na wzgórzu zwanym „Parasolka”. W jednym i w drugim przypadku ofiarami padali ludzie wracający z Zachodu, z wojennej tułaczki, a pytanie, kto ich zabijał, pomijano milczeniem.
Byłem na miejscu, rozmawiałem z ludźmi i skończyło się to następnym materiałem w „Życiu”. Potem już zajmowałem się innymi historiami i do tamtych nie wracałem.
Dwa tygodnie temu w Przemyskiej Bibliotece Publicznej, w ramach Festiwalu Książki „Między pokoleniami”, odbyło się spotkanie z reporterem Rafałem Hetmanem, autorem książki „Las zbliża się powoli. Kto po wojnie mordował w Dębrzynie”, wydanej w tym roku przez wydawnictwo „Czarne”.
W książce znalazły się obszerne fragmenty mojego materiału sprzed dwudziestu pięciu lat. Autor wrócił do historii Dębrzyny i przeprowadził dziennikarskie śledztwo, przy czym nie ograniczył się do lat 1944 – 1946.
Żeby umożliwić próby zrozumienia tych zbrodni, cofnął się do[paywall] dziewiętnastego wieku, rekonstruując losy rodzin mieszkających obok Dębrzyny i to, w jaki sposób historia tych ziem, a w szczególności dwie wojny przeorały i przewartościowały umysły ludzi.
Oprócz wspomnień mieszkańców Hetman, korzystając z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej, skrupulatnie cytuje meldunki Jana Urbana, komendanta Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Przeworsku z lat 1944 do wczesnych lat pięćdziesiątych o napadach i zabójstwach, do których często dochodziło na terenie powiatu przeworskiego.
Potem zabójstwami zajmował się Urząd Bezpieczeństwa, ale dochodząc do wniosku, że sprawa nie ma charakteru politycznego, odpuszczono.
Okoliczni mieszkańcy wiedzieli, kto mordował w Dębrzynie, ale długo milczeli na temat dokonanych zbrodni. W lesie pojawiały się krzyże, aż wreszcie zadbano o upamiętnienie tego miejsca, stawiając tam kamień z napisem „Człowiek – człowiekowi”.
Również IPN prowadził w tej sprawie śledztwo. Powstały też dwa filmy o tamtych tragicznych wydarzeniach, oparte na wspomnieniach mieszkańców. Wszystko to Hetman odnotowuje w swoim reportażu, który kończy w 2022 roku.
Ponad 100-letni przedział czasowy był według autora konieczny. „Uważam bowiem, że kiedy spojrzymy szerzej, zobaczymy więcej – czas ujawni procesy, których nie dostrzeglibyśmy, skupiając się tylko na kilku latach tuż po zakończeniu działań wojennych” – napisał w omówieniu swojej książki, która jest reportażem o niepamięci, nie tylko tej dotyczącej Dębrzyny czy „Parasolki” koło Bachórca.
Takich historii w tamtych czasach było więcej, jak choćby sprawa Leonciny koło Tarnawiec (o której ostatni raz pisałem dwa lata temu), gdzie na skutek zdrady tuż przed zakończeniem wojny zginęło dwudziestu pięciu Żydów.
W tym przypadku zbierając materiały o tej zbrodni, również spotkałem się z niepamięcią, której powody mają podłoże podobne do historii o Dębrzynie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze