– W latach 80. na Dzień Kobiet kupowaliśmy 5 tysięcy goździków. Każdy zakład zamawiał kwiaty dla pracownic. Po koniec dnia wywieszaliśmy kartkę z informacją „Kwiatów ciętych brak” – wspomina czasy prosperity Janusz Lechowicz, współwłaściciel kwiaciarni „Bratek”. Po transformacji ustrojowej, wskutek otwarcia się Polski na rynki zachodnie, w branży zaszły spore zmiany...
Od ponad 35 lat przy ul. Słowackiego 60 można zaopatrzyć się w kwiaty. Kwiaciarnię „Bratek” otworzył w 1980 r. nieżyjący już Zygmunt Buczyński. Doglądał interesu z synem. Gdy ten wyjechał do USA, właściciel zaproponował współpracę Januszowi Lechowiczowi. Połączyli siły. Wspólnik zrezygnował z prowadzenia ajencyjnej kwiaciarni w innej lokalizacji. Pomimo że firma przetrwała mniejsze i większe burze dziejowe, zmiany ustroju, rządów i ma się dobrze, J. Lechowicz z sentymentem wspomina stare dzieje.

fot.Aleksandra Białoń
Kwiaciarnia „Bratek”. Najbliższa okolica to ulice Słowackiego, Leszczyńskiego, Smolki.
Z nutką goryczy dodaje: – Prywaciarze nie byli wówczas mile widziani. Traktowano nas jak złodziei, kontrolowano. Przede wszystkim czynił to urząd skarbowy. Gdy wracało się z Warszawy, zaraz po wyjeździe z giełdy lub na trasie policja skarbowa zatrzymywała, żądała okazania faktur na cały towar, przeglądała, sprawdzała.
Od momentu, kiedy Holandia weszła na polski rynek, „badylarze” zaczęli plajtować. – To były lata 90. Produkt holenderski okazał się tańszy, choć gorszej jakości. Podobnie jest obecnie, stąd preferuję polski towar. Aktualnie sprzedaje się przede wszystkim róża, także margaretka. Wraca do łask goździk – zwykły i gałązkowy, sprowadzany z Ameryki Południowej, z Kolumbii i Ekwadoru, ładny – trzeba przyznać. Klienci kupują również astromerium, anturium, tulipany. Frezja holenderska jest beznadziejna w porównaniu z dawną, polską, której grzebień był przepiękny. Ponadto popularne są storczyki, banksje, helikonie z Holandii – wcześniej tego nie było. W tej chwili z kwiatami nie ma problemu, także z zielenią do przybrania. Niegdyś mieliśmy do dyspozycji asparagus pospolity i pierzasty, liście gerbery. Dziś jest aspidistra, robelini, kordylina, grewilla… i konkurencja – objaśnia nasz rozmówca. Mówiąc o konkurencji, Janusz Lechowicz ma na myśli sklepy wielkopowierzchniowe. – Markety to śmietnik – stwierdza wprost. – Kwiat, który idzie na giełdę, musi spełniać określone normy. Co giełda odrzuca, to trafia do marketów – uzasadnia.
– Kiedyś 8 marca, w Józefa stał przed kwiaciarnią ogonek. Podobnie w Stanisława, Andrzeja, Marii, Anny, Krystyny, Dzień Matki czy na zakończenie roku szkolnego – wylicza właściciel „Bratka”. I powraca do współczesności: – Dziś żadne imieniny nie powodują kolejki, nie wywołują szału. Trzy dni są takie, że trzeba się napracować. W dalszym ciągu jest to Dzień Kobiet – w tym roku był dobry, nawet bardzo, Dzień Matki, walentynki. Jeśli chodzi o Święto Zmarłych, ci, którzy hodują chryzantemy, sprzedają je aktualnie głównie we własnym zakresie.
W XXI w. zdezaktualizowały się pewne zwyczaje, ale i pojawiły nowe możliwości. Od 2000 r. „Bratek” współpracuje z Pocztą Kwiatową, przyjmuje i realizuje zamówienia. W ciągu miesiąca kwiaciarnia otrzymuje ok. 50 zleceń. – Nieraz dwa dni nie ma nic, później w jeden dzień przychodzi 5 zleceń. W marcu, maju jest ich bardzo dużo. Jeśli chodzi o ceny – ładny bukiet kosztuje 100 – 150 złotych – informuje J. Lechowicz.
Januszowi Lechowiczowi pomaga żona. – Stroimy kościoły, sale na śluby, inne uroczystości, dekorujemy kwiatami samochody. Korzystamy z literatury fachowej, by być na bieżąco, jeździmy na szkolenia do Warszawy – uzupełnia wypowiedź męża Iwona Lechowicz. Jacy są klienci, czy wybrzydzają, marudzą? – Różnie bywa – brzmi odpowiedź. – Są osoby, które przychodzą, mówią „Proszę mi zrobić ładny bukiet. Dziękuję, podoba mi się”. Inni najchętniej sami stanęliby za ladą, instruują „Troszkę w lewo, troszkę w prawo, ten kolor nie, proszę poprzedni z powrotem” i tym podobne. Generalnie jednak klienci są zadowoleni. Co więcej, w 2014 r. „Bratkowi” przyznano certyfikat „Firma Godna Zaufania”. Trzeba przyznać – właściciele kwiaciarni pracowali na ten tytuł przez lata.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze