W poniedziałek pan Bogusław zgłosił się na kardiologię przemyskiego szpitala ze skierowaniem od lekarza rodzinnego. Kardiolog, nie wykonując żadnych badań, kazał mu przyjść następnego dnia. Mężczyzna zmarł na ulicy, jadąc własnym samochodem do szpitala.
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 11 i 12 grudnia. – Ojciec źle się poczuł w nocy z niedzieli na poniedziałek. Około trzeciej w nocy obudził się z pieczeniem w klatce piersiowej, ciężko było mu złapać oddech – opowiada syn pana Bogusława, Mateusz.
W poniedziałek rano[paywall] udał się do lekarza rodzinnego. Przeszedł niezbędne badania, w tym EKG serca. Ich wynik zaniepokoił lekarkę. – Chciał od razu wezwać karetkę. Ojciec nie był na to przygotowany. Obiecał, że wróci do domu po rzeczy i pojedzie do szpitala – relacjonuje pan Mateusz. – Pani doktor postawiła też wstępną diagnozę, że jest to dusznica bolesna i zostało to zapisane na skierowaniu – dodaje synowa zmarłego.
Pan Bogusław zrobił jak obiecał. Zgodnie z zaleceniem lekarza, nie udał się na izbę przyjęć tylko od razu na oddział kardiologii. – Tata pojechał razem z mamą. Poszedł na oddział, wszedł do pokoju lekarskiego ze skierowaniem i wynikami badań. Mama została na korytarzu. Jak nam powiedziała, wyszedł po trzech minutach. Lekarz nie wykonał żadnych badań, tylko powiedział, że dzisiaj jest dużo ludzi i kazał ojcu wrócić na drugi dzień. Napisał to na odwrocie skierowania – opowiada syn pana Bogusława. – Uważam, że jakieś badania powinny być wykonane. Nic nie zrobiono, po prostu nic – dodaje.
We wtorek pan Bogusław znów pojechał do szpitala. On prowadził samochód, obok siedziała żona. Na ul. Grunwaldzkiej zwolnił przed sygnalizacją świetlną. – W pewnym momencie mama zauważyła, że ojciec zaczął siniec, a jego ręce sztywnieć. Mama zgasiła silnik, zaciągnęła hamulec ręczny, wyskoczyła z samochodu i zadzwoniła po karetkę – opowiada pan Mateusz.
Nim kobieta skończyła rozmawiać z dyspozytorem pogotowia, pan Bogusław już leżał na chodniku i był reanimowany przez ratownika medycznego, który prywatnie jechał za nimi samochodem. Chwilę później przyjechała karetka pogotowia. Reanimacja trwała ok. 40 minut. Akcji serca nie udało się jednak przywrócić. – Jeśli chodzi o ratowników, nie mam zastrzeżeń. Starali się jak mogli, ale nic to nie dało – mówi syn zmarłego.
– Jestem przekonany, że gdyby ojca dzień wcześniej przyjęli na oddział, jakiekolwiek badania wykonali, to żyłby dzisiaj – podkreśla mężczyzna.
Pan Bogusław miał za sobą 40 lat pracy na kolei, był spokojnym, lubianym i bezkonfliktowym człowiekiem. Unikał alkoholu, nie palił papierosów. Miał nadciśnienie, ale zażywał odpowiednie leki. Bardzo cieszył się wnukami. W lipcu obchodził 35. rocznicę małżeństwa, a kilka dni przed świętami miał świętować swoje 59. urodziny. Tej chwili nie doczekał. Jego pogrzeb zgromadził kilkaset osób.
Rodzina zmarłego zgłosiła sprawę do prokuratury. – Śledztwo prowadzone jest w kierunku narażanie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez lekarzy z Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio – mówi Marta Pętkowska, prokurator Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Decyzją prokuratora przeprowadzono sekcję zwłok, zabezpieczono materiał do badań histopatologicznych i toksykologicznych. Ich wyniki mają dać odpowiedź na pytanie, czy nie przyjęcie do szpitala w dniu poprzedzającym zgon, miało wpływ na śmierć pacjenta. Ponadto prokuratura zabezpieczyła dokumentację medyczną. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.
– W takich sytuacjach, kiedy pacjent zostaje skierowany do szpitala przez lekarza POZ i nie przyjeżdża transportem medycznym (karetką), to lekarz dyżurny ocenia stan zdrowia pacjenta przeprowadzając z nim wywiad. I jeśli z wywiadu wynika, że stan ten nie zagraża jego życiu i zdrowiu, to ustalany jest termin przyjęcia na oddział na najbliższy możliwy dzień – czytamy w stanowisku działu rozwoju, promocji i komunikacji społecznej przemyskiego szpitala.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Po co kodować artykuł, który wcześniej wszyscy mieli okazje przeczytać w Nowinach i na stronie radia ZET...?
jak w przemyślu "leczą" lekarze z dyplomem uzyskanym na ukrainie to nie ma się co dziwić
JA NIE WIEM ALE ZMAM PANIĄ KTÓRA JEST LEKARZEM STUDIA SKOŃCZONE NA UKRAINIE TYLKO NIE WIEM W JAKIM JĘZYKU ONA TAM SIĘ UCZYŁA UKRAIŃSKIEGO SIĘ NIE UCZYŁA ANGIELSKIEGO NIE ZNA ZA BARDZO JAK TAM ZDAJĄ EGZAMINY I W JAKIM JĘZYKU ?
LEKARZE TO DEBILE SAME TAKICH NALEŻY ELIMINOWAĆ Z PRACY I ZE SPOŁECZEŃSTWA
Tu w Przemyślu same konwaly za świnie dostali się do szpitala konwaly pieprzone
No cóż w końcu jest w Szpitalu "dobra zmiana" i to jest wlasnie m.in. efekt zatrudniania niekompetentnych ludzi o kim mowa przeciez wszyscy wiedzą. Ale co tam nasi mieszkancy dalej pojda i zaglosuja na tych z tej dobrej zmiany, co tam że miasto rozłożyli na łopatki, jak widac; Szpital w ktorym coraz to bardziej skandaliczne rzeczy sie dzieją !
Tyle razy mówiłem zawieźć co najmniej do Rzeszowa, a nie do wykończalni dusz na Monte Cassino w Przemyślu.
Ale to wszędzie tak jest a trochę w szpitalach poleżalem. Bardzo ważny jest ordynator. On narzuca sposób pracy, myślenia, dobiera sobie ludzi. Tak ogólnie żeby nie zrobili Ci krzywdy to najbliżej Rzeszów. A jak mają coś pomóc to Warszawa i to nie wszędzie. Tak nawiasem, spotkałem się kiedyś z sytuacją że ordynator robił szkolenie pielegniarkom a potem je odpytywał. Takiej dyscypliny jak tam nie spotkałem nigdy potem. Wszystko było do minuty zaplanowane. No ale jako zobaczyłem Go w niedzielę rano na oddziale na "prywatnym" obchodzie , to nie miałem pytań. Z każdym pacjentem zamienił kilka zdań. Niech żyje 200 lat.
Lekarze z wojskowego wyjechali do Rzeszowa, Jarosławia i Przeworska a tu ciemnota została i wykańcza ludzi.BRAWO PAN CHOMA
Niektórym paniom na pewnym oddziele bardzo przeszkadza ,że starsza pacjentka się moczy a one muszą zmieniać jej pieluchę ( aż 4 razy na dobę )
TO SZOWINISCI WSZYSCY NA ŚWIECIE SZKODA SŁÓW TEN ŚWIAT TO BURDELU PRZEZ DUŻE,,, B,,,, NIC SZCZEGÓLNEGO NIC ZADZIWIAJACEGO ŻE LUDZIE UMIERAJĄ NA ULICY TAKŻE AUTA JEŻDŻĄ JAK POPIERDOLONE A POLICJA MA TO W DUPIE WSZYSCY PIJĄ ALKOHOL NARKOTYKI POTEM JADĄ A LUDZIE NIE MOGĄ PRZEJŚĆ NAWET NA PASACH BO KOGO TO OBCHODZI ŻE KTOŚ CHCE PRZEJŚĆ ON MA SAMOCHÓD TAKI PLANT JEDZIE I PIERDOLI PRZECHODNIEGO TAKA MAMY KULE ZIEMSKA PIĘKNA JAK GO NO!!!
Na Monte nie ma miejsc , a gdzie podział sie szpital miejski, miał być połączony a nie zlekwidowany jak nas zapewniano .
Dziwi mnie fakt ,ze przy takiej świadomości jaka jest obecnie wsród społeczeństwa,człowiek który jest kierowany do szpitala nie udaje sie na izbę przyjęć tylko kieruje swe kroki prosto na oddział.W tym momencie nie jest on pacjentem szpitala ,to niby jak ten lekarz ma zlecić wykonanie jakichkolwiek badań.Gdyby ten pan udał sie na izbe napewno miałby wykonane potrzebne badania,ekg.Tak ostatnio byłem z mamą w tym szpitalu najpierw izba ,pobrane badania i na końcu konsultacja kardiologiczna.Wpółczuje rodzinie.
Takiś kozak? Leków nie bierzesz? Zamiast do lekarza chodzić - odmawiasz zdrowaśki? Niestety, nie wszystkich chorych da się uratować. Nie próbuję usprawiedliwiać tego konkretnego przypadku, ale wsadzać do jednego worka wszystkich lekarzy, bo któryś z nich popełnił błąd? Nie uważasz, że masz nie do końca w porządku z głową?
Po co kodować artykuł, który wcześniej wszyscy mieli okazje przeczytać w Nowinach i na stronie radia ZET...?
Przemyscy lekarze typowe w przemyslu
jak w przemyślu "leczą" lekarze z dyplomem uzyskanym na ukrainie to nie ma się co dziwić