Chęci były, mobilizacja była, ambicja także. Ale to było zdecydowanie za mało, aby choć przez moment pomarzyć o zrobieniu krzywdy liderowi Ligi Centralnej. Z taką masą prostych błędów i niewykorzystanych, doskonałych okazji przemyślanie nie mieli żadnych szans w konfrontacji z rywalem bardzo dobrze zbilansowanym i bezlitośnie wykorzystującym każde głupstwo przeciwnika.
Faworyt tego pojedynku był jeden. To oczywiście team z Legionowa. Ale faworyt nie zawsze potrafi teorię przekuć w praktykę. Jak choćby miało to miejsce w równolegle rozgrywanym ze spotkaniem w hali POSiR meczu w Łodzi. Tam – podobnie jak w Przemyślu – zdecydowanym faworytem była ekipa Handball Stali Mielec. Przedostatnia w tabeli Grot Blachy Pruszyński Anilana skazywana była na porażkę. Ale sprawiła sensację. Potrafiła przeciwstawić się nieuniknionemu. Wygrała z jednym z najpoważniejszych kandydatów do awansu do PGNiG Superligi. Dzięki temu uciekła ze strefy spadkowej, wrzucając w nią ORLEN Upstream SRS Przemyśl.
KPR przyjechał nad San pewny siebie. Jak po swoje. Dzień wcześniej, w pełni zmotywowany, zmobilizowany i gotowy na zażartą walkę. Przemyślanie wrócili na własne śmieci po 54 dniach przerwy. Po raz pierwszy zaprezentowali się pod wodzą grającego trenera Stanisława Makowiejewa. I prawdę powiedziawszy trudno jednoznacznie stwierdzić, co się zmieniło w porównaniu z pojedynkami z ery Przemysława Korobczaka.
W pewnością można było zauważyć postęp w grze defensywnej. Za kilka fragmentów gospodarzom należą się naprawdę spore brawa. Inaczej, dynamiczniej, bardziej urozmaicenie wyglądają próby w ofensywie. Tam jednak fragmentów, mających elementy zaskoczenia, można było policzyć na palcach jednej ręki. Niestety. A fragmentarycznością w poczynaniach z takimi ekipami jak KPR Legionowo się nie wygrywa. Gospodarze wyrównaną walkę z liderem potrafili prowadzić przez pierwszy kwadrans. Ostatnie 10 minut I połowy przegrali 1:5 i tylko cud mógł w II połowie odmienić losy meczu.
Ten się nie zdarzył. Nie zdarzył się, bo ORLEN Upstream SRS jest obecnie zespołem klasę gorszym od KPR Legionowo. Po prostu. Nie ma co dorabiać jakiejś dodatkowej filozofii, pastwić się nad teamem grającego trenera S. Makowiejewa, wytykać niedoskonałości. Ofensywno-defensywne przebłyski toczenia w miarę wyrównanej gry były na tyle znikome, że lider absolutnie panował nad parkietowymi wydarzeniami.
Warto dodać, że wstęp na ten mecz był bezpłatny. Podczas jego trwania prowadzona była zbiórka na rzecz chorego na SMA Frania Karasia. Każdy datek się liczył, a puszki dość szybko się wypełniły.
ORLEN Upstream SRS Przemyśl – KPR Legionowo 21:29 (9:15)
ORLEN Upstream SRS: Nowak, Sar, Zajdel – Kielar 0, Walczyk 1, Ćwięka 0, Biernat 1, Makuła 0, Świt 1, M. Kroczek 2, Wandzel 3, Krytski 0, Kubisztal 1, Makowiejew 6, Światłowski 3, Kulka 3.
KPR Legionowo: Zacharski, Szakłucki – Brzeziński 1, Jędrzejewski 4, Prątnicki 0, Klapka 4, Mehdizadeh 0, Fąfara 7, Lewandowski 0, Tylutki 0, Brinovec 3, Didyk 0, Wołowiec 0, Chabior 6, Ciok 4.
Sędziowali: Jakub Czochra (Zwierzyniec) i Michał Szpinda (Zamość). Kary: ORLEN Upstream SRS – 8 min; KPR Legionowo – 8 min. Widzów: 350.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze