Reklama

Nie do końca piękna katastrofa... Historii ciąg dalszy (część 1)

W poprzednim numerze w bardzo obszernym materiale dotyczącym zakończenia działalności w Przemyślu zespołu pod nazwą Niedźwiadki Chemart poinformowaliśmy, że skierowaliśmy do założyciela i właściciela tego zespołu Artura Lewandowskiego kilka pytań. Obiecał, że odpowie. I odpowiedział.

Pytanie pierwsze brzmiało:

  • Plany były wielkie, nic z nich nie zostało... Co się takiego wydarzyło, że w zasadzie z dnia na dzień postanowił się Pan zupełnie wycofać z projektu?

Poniżej całość odpowiedzi A. Lewandowskiego na to pytanie.

„Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania” to słowa słynnej pisarki amerykańskiej Helen Keller, które najdobitniej obrazują to, z czym mamy do czynienia w Przemyślu. Materiał pierwotny, jaki miałem przygotowany, nie zdecydowałem się opublikować. Dlaczego? Ponieważ nie mogę sobie pozwolić na zbyt lakoniczne, pobieżne i dwuznaczne odpowiedzi, takie jakie zaprezentował Pan Prezydent Bakun w poprzednim materiale dotyczącym naszego klubu. Kiedy uzyskaliśmy awans do I ligi, wszyscy byliśmy pełni euforii. No prawie wszyscy. Była grupa osób, których z Danielem nazywamy „życzliwymi”, którzy niby nam kibicowali, ale tak naprawdę tylko czekali na nasze potknięcia czy też porażki. Było mnóstwo fachowców, którzy doradzali i podpowiadali, co i jak powinniśmy zrobić. Jak pracować, jak trenować i jak budować nasz klub. Pojawiali się co raz to nowi ludzie, zainteresowani praca z nami. Było ich dużo, coraz więcej, aż do tego stopnia, że po pewnym czasie zorientowałem się, iż na liście płac mamy ponad 50 osób oraz firm, które wystawiały za swoje usługi faktury. Byli też tacy, którzy niby nam kibicowali, ale czułem, że szybki awans dla Niedźwiadków jest im zupełnie nie na rękę... Ale o nich opowiem przy kolejnych pytaniach. Byłem i ja... Z jednej strony robiłem dobrą minę do złej gry – uśmiechałem się do kamer, a do mikrofonu wychwalałem pod niebiosa Przemyśl, jego prezydenta, radę miasta i wszystkich możliwych ludzi, a z drugiej byłem pełny obaw czy dobrze robię, kontynuując ten projekt w nadsańskim grodzie. To był moment, kiedy przystąpiliśmy do gry w I lidze, nie otrzymawszy obiecanych wcześniej środków za grę w drugiej lidze. Zastanawiam się, jaki byłby skandal na całą Polskę, gdybym wówczas nie postawił tych samych warunków, które postawiłem teraz? Nie rozpoczynamy nowego sezonu w Przemyślu, póki miasto nie wywiąże się z zaległości z lat poprzednich. Już wtedy chciałem tak zrobić, ale Daniel mnie przekonywał, że teraz już jest I liga i wszystko będzie normalnie. Jak życie pokazało, nic do dziś się nie zmieniło.

 

Reklama

Wielka kasa w reklamówkach

Skąd w ogóle pomysł, żeby robić coś takiego jak koszykówka właśnie w Przemyślu? Tu dwa słowa na temat historii miasta i sławnej na całą Polskę Polonii, która skradła serca tysiącom Polaków. Nie tylko mieszkańcom naszego Przemyśla, miasta, które wtedy, w 1994 roku liczyło około 75 tysięcy mieszkańców. Dlaczego wówczas pojawił się basket w miasteczku na to w ogóle nie przygotowanym, bez podstawowej  infrastruktury, z prawie stuletnią halą? Wtedy taka infrastruktura nie miała większego  znaczenia, była na porządku dziennym prawie w każdym polskim mieście i naprawdę nikomu to nie przeszkadzało. Sam przychodziłem na dwie, trzy godziny przed meczem, zajmowałem „moje” stałe ulubione miejsce i oczekiwałem na mecz, jak i pozostałe dwa tysiące fanów. Zaraz po transformacji ustroju i po tzw. uwolnieniu wolnego rynku nasze miasto znalazło się na pasie 20 km od granicy, a po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku rząd wprowadził tzw. ruch przygraniczny, który pozwalał na swobodne poruszanie się w owym pasie. Wówczas cały biznes Przemyśla i okolic był skupiony na owym bazarze, a skoro bazar przynosił niewyobrażalne jak na tamte czasy nieopodatkowane pieniądze, włodarze klubu Polonia, a może i miasta (tego nie jestem pewien), musieli jakoś „poradzić” sobie z ogromna furą pieniędzy. Tak ogromną – jak słyszałem od świadków w tamtych czasach – że wydawane były pełnymi reklamówkami czy walizkami. Pamiętam opowiadania wujków, którzy skarżyli się, że co miesiąc muszą wpłacać ogromne kwoty – jak im to przedstawiano „na klub”, wpłaty, które w większości nie były ewidencjowanie, a sięgały dziesiątków miliardów starych polskich złotych. Jak zagospodarowano te pieniądze? Pieniądze zostały roztrwonione i rozkradzione, były po prostu przepuszczone przez klub. Szybko ktoś się zorientował, że najlepiej wyprać je w klubie, gdzie będzie najwyższa klasa rozgrywkowa, czyli wtedy pierwsza liga i gra w europejskich pucharach, gdzie płatności nie musiały być ewidencjonowane, gdzie zawodnicy, działacze, trenerzy i większość osób w klubie pobierali wysokie apanaże w gotówce. Kasa w reklamówkach czy walizkach przelewała się z rąk do rąk, wszyscy byli zadowoleni.

Gdzie się podziały miliardy?

Przemyśl tętnił życiem, prawie każdy, kto był sponsorem tych wyczynów, a mam tu na myśli wszystkich właścicieli szczęk czy też innych budek na bazarze, mógł po kilku latach pochwalić się ogromnym majątkiem. Wielu wybudowało domy, zakupiło eleganckie samochody, a w dyskotekach pieniądze lały się szerokim strumieniem. A co z basketem? Kasa przynoszona w reklamówkach przyciągała do Przemyśla najlepszych zawodników, zarówno z Polski, byłych reprezentantów Polski jak Węglorz, Rutkowski, Szczubiał, Królik, czy zagraniczne gwiazdy np. mistrza NCAA Daryla Thomasa, czy też młodych zdolnych perspektywicznych zawodników jak Adamek, Puchalski czy Miłoszewski. Wszyscy się wtedy świetnie bawili. Kasa się zgadzała, sukces gonił sukces. Mistrzostwo Polski właściwie to odebrali nam sędziowie lub jak niektórzy mówią, mafia z Pruszkowa. Czy ktokolwiek się wtedy zastawiał, skąd to się wszystko bierze? Polonia była wizytówką miasta i co dalej? Zapytam przekorniej: gdzie podziały się tamtejsze miliardy złotych? Dlaczego nie zostało po nich prawie nic? Nie licząc srebrnego i brązowego medalu i pięknych wspomnień? Dlaczego żadna część nie została zainwestowana w infrastrukturę, dlaczego nie było prawie żadnego szkolenia młodzieży, a jedynym marzeniem ówcześnie grających grup młodzieżowych była wygrana z Rzeszowem czy Stalowa Wolą? Pytam, kogo wychowała przemyska koszykówka z tamtych lat? Pojawił się jeden rodzynek Tomek Przewrocki, który miał talentu tyle, że gdyby trafił w odpowiednie ręce, mógłby grać w reprezentacji Polski czy zrobić karierę w   klubach zagranicznych i zapewnić sobie dzięki temu dożywotni byt, a nie po zakończeniu kariery być zmuszonym do pracy na budowie u Antka Bara!

Reklama

Kasa się skończyła

Ktoś zapyta, co to ma wspólnego z obecnymi Niedźwiadkami? Ano chcę pokazać pewne prawidłowości (lub raczej nieprawidłowości), jakimi cechuje się miasto. Była ogromna kasa, nie było przemysłu, a jednak Przemyśl zarabiał ogromne miliardy na handlu i prawie cała ta kasa została skonsumowana. Nikomu nie przyszło na myśl, że może być to chwilowy boom? Że jeśli przepisy się zmienią, wszystko się skończy, nikt nie pomyślał, jak wykorzystać te kilka lat eldorado i porządnie zainwestować te środki? Pojawili się pierwsi poważni sponsorzy, jak choćby świętej pamięci Wojciech Inglot oferował wówczas kosmiczne pieniądze, lecz z uwagi na brak transparentności jego oferta nie została przyjęta! Proszę sobie wyobrazić, gdzie byłaby dzisiejsza przemyska koszykówka, gdyby taki potentat światowy jak Inglot, na stale związał się z przemyskim basketem. Mieliście szansę, mieliście swojego fana, swojego sponsora i nawet nie wpuściliście go do siebie! Miliony, które mogły dać stabilność dla Przemyśla na wieki do dziś płyną do... Rzeszowa! Co było dalej? Doskonale wiemy: kasa się skończyła i zaczęło się wyprzedawanie majątku, czytaj jednych z najbardziej atrakcyjnych działek w mieście za bezcen. Dziś na byłych ziemiach należących do klubu funkcjonują sklepy wielkopowierzchniowe oraz stacje benzynowe. Biznesy, które przynoszą ogromne profity, miliony złotych – gdyby kiedyś inaczej zarządzono by tym majątkiem, miliony, powtarzam ogromne miliony, do dziś zasilałby kasę klubu. Miliony, za które powinno wybudować się infrastrukturę i wychować pokolenia zarodników. Zdobywać tytuł za tytułem. Niestety, nie zostało nic. Brak kasy, brak majątku, długi, które po dzień dzisiejszy spłaca Polonia. Koszykówka została pogrzebana żywcem, a exodus ludzi z miasta był i jest tak ogromny, że 20 tysięcy ludzi musiało je opuści, aby móc jakkolwiek utrzymać się przy życiu. Byłem jednym z nich. Wyjechałem na studia i od razu zakomunikowałem rodzicom, że na sto procent tutaj nie wrócę, ponieważ nie było żadnych perspektyw rozwoju, brak pracy, brak  przedsiębiorstw, a praca w urzędzie celnym czy straży granicznej była szczytem marzeń i dawała stabilność finansową.

[paywall]

Reklama

Dlaczego postanowił wrócić po 27 latach?

Powodów było kilka. Przede wszystkim stąd pochodzę i tutaj się wychowałem. Tutaj się zakochałem w koszykówce. Jeśli wtedy mieszkałbym w Lublinie czy w Tarnowie, pewnie największą miłością sportową mojego życia byłby żużel. Gdybym wychował się w Kielcach czy Płocku, byłaby to piłka ręczna. A gdybym młodzieńcze lata spędził w Zabrzu czy Krakowie lub Warszawie byłaby to zapewne piłka nożna. Tak czy owak to koszykówka najbardziej przypadła mi do gustu i to tutaj postanowiłem ją odbudować. Kolejnym bardzo  ważnym  powodem powrotu do Przemyśla był nowy prezydent. Nie znałem poprzednich. Dopiero później poznałem Roberta Chomę i mimo że nigdy go o nic nie poprosiłem, sam zadeklarował pomoc i słowa dotrzymał. Byłem pod ogromnym wrażeniem jego wyczynu. Ale nowy miał okazać się hitem. Młody koleś, który wrócił z zagranicy pełen entuzjazmu i pomysłów na przyszłość. W fantastycznym stylu rozprawił się w wyborach ze starą kliką i zajął się miastem. Jednym z punktów jego programu była budowa basenu. Jaki to wtedy wydawał się mądry przywódca! Absolutnie człowiek godny zaufania, za którym poszedłbym i poszedłem na koniec Polski. W Przemyślu brakuje tylu obiektów, a basen dla takiego miasta będzie zbawieniem. Poznałem prezydenta, zachwyciłem się jego postawą – wiedzą ogólną, jego programem, basen już prawie powstawał, a kolejną jego inwestycją miała być hala widowisko-sportowa na 2,5 może 3 tysiące ludzi. Już zacząłem snuć plany o ekstraklasie, gdzie będą grały moje Niedźwiadki. Kolejnym ogromnym magnesem powrotu i wizji inwestowania w przemyski basket był Daniel Puchaski. Jego wiedza, etos pracy i wyniki, jakie osiągał z grupami młodzieżowymi robiły wrażenie nie tylko na mnie, ale i na wielu właścicielach najlepszych klubów w Polsce. Mieć kogoś takiego w swojej stajni to zaszczyt i wielki szczęście, pomyślałem. Szybko moja fascynacja Danielem przerodziła się w przyjaźń i stał się osobą, z którą przez poprzednie trzy lata rozmawiałem po kilka razy dziennie. Często dzień rozpoczynałem od telefonu do Daniela lub odwrotnie. Jest Daniel, jest super prezydent, jest tradycja, są kibice, jest zdolna młodzież, jestem ja z marzeniami i pieniędzmi. To wszystko miało zapewnić dożywotnie funkcjonowanie klubu na poziomie ekstraklasy. Wymarzone połączenie wiedzy, talentu, doświadczenia, no i szefowie miasta – to musi się udać! Zabieramy się do pracy – cele są jasno postawione. Pierwszy sezon na próbę czy w ogóle warto, w drugim awans do pierwszej ligi, kolejny to opierzenie się w pierwszej lidze. Zakładaliśmy grę w play-off, budżet mieliśmy na top 4. Niestety, nie udało się i ledwo co utrzymaliśmy pierwszą ligę.

To nie żadne widzimisię

Sezon numer cztery przed nami i zamiast budować zespół, który wywalczy w tym sezonie awans, zwijam żagle i wycofuję się „nagle” z projektu. Ktoś by pomyślał: absurd! Walka przez trzy lata, dziesiątki tysięcy kilometrów przejechane co tydzień... Wyobraźcie sobie grać przez trzy lata wszystkie mecze na wyjeździe – tak z mojej perspektywy to wyglądało. Każdy weekend to wyjazd do Przemyśla lub innego miasta w Polsce. 30 czerwiec 2021 roku zarejestrowaliśmy klub w PZKosz-u i się zaczęło. Praca, praca, praca. Moja, Daniela, po kilkanaście godzin dziennie. Daniel prowadził grupy młodzieżowe i pierwszą drużynę która zaczynała od drugiej ligi. Ja zajmowałem się swoimi spółkami, jednak najwięcej czasu poświęcałem na najmłodsze moje dziecko, czyli Niedźwiadki. Czy ktoś, kto poświecił trzy lata życia prawie tylko na basket, nagle ma widzimisię i zmienia bez powodu miejsce pracy? Czy nagle wielka przyjaźń z Danielem pękła jak bańka mydlana czy może istnieją inne powody, dla których zostałem zmuszony do opuszczenia Przemyśla? Nie widzicie żadnych podobieństw? Znowu jak gwiazdka z nieba spadają ni stad ni zowąd miliony i znowu jest to samo co poprzednio! Ale o  tym w odpowiedziach na kolejne pytania. Chcę stanowczo zaznaczyć, że to nie moje widzimisię! Moja decyzja jest jak najbardziej przemyślana, a komunikowałem ją światu od prawie dwóch lat. Nikt nie brał moich słów na poważnie, ale im dłużej trwała patologiczna sytuacja w mieście, tym bardziej z miesiąca na miesiąc czułem, że to jedna wielka pomyłka. Byłem gotów nawet z pewnych powodów nie zgłosić drużyny do pierwszego sezonu w pierwszej lidze, ale ogrom pracy, jaki włożyliśmy w ten projekt, o środkach już nie wspominając, sprawił, że wystartowaliśmy. I to dwoma drużynami naraz! Poszukajcie, ile jest takich ośrodków w Polsce, posiadających pierwszą i drugą ligę. A jeśli już je znajdziecie, sprawdźcie, proszę, ile lat im to zajęło i ile lat funkcjonują na mapie polskiego basketu.

Reklama

Niedźwiadki do Sopotu

Pracujemy dalej. Te trzy lata były dużym doświadczeniem. Klub absolutnie nie znika z mapy Polski, klub nadal funkcjonuje i mam nadzieję, że nigdy nie zaprzestanie swojej działalności. Na pewno z pewnymi ludźmi nie będzie funkcjonował w Przemyślu. Będzie za to rozwijał się w innych miastach. Miastach, nie mieście! Na początek przenosiny do Sopotu. Dlaczego tam? Sopot, podobnie jak Przemyśl, ma ogromne tradycje koszykarskie. Właściciel Trefla Pan Kazimierz Wierzbicki prawie 30 lat gra w ekstraklasie, a niedawno zdobył mistrzostwo Polski. Kiedy usłyszał, że może mieć dodatkowo pierwszą ligę, o którą zabiegał w PZKosz kilka lat, bez namysłu wsiadł w samochód i przyjechał do Krakowa, by uzgodnić wszystkie szczegóły. A co w Przemyślu? Skoro nie pojawili się żadni partnerzy i nie było prawie żadnego wsparcia, a perspektywa rysuje się jak zmora, po co kontynuować tak wielki projekt i inwestować grube miliony, które znikają niczym bańka mydlana, podobnie jak w latach 90.? Czas poszukać nowych partnerów i podążać za marzeniami. Mówiłem o nich rok temu... Tu mam pytanie: ilu ludzi w ogóle się interesuje koszykówką i dla kogo miałbym to wszystko tworzyć właśnie w Przemyślu? Tylko raz sprzedaliśmy wszystkie, czyli 620 biletów, jakie mamy perspektywy na rozwój skoro na mecze przychodzi raptem 400, 500 osób?

Euroligi nigdy nie będzie

Ekstraklasa, mistrzostwo Polski i Euroliga... Euroliga w Przemyślu – nigdy tego nie powiedziałem! Miałem i mam marzenia grać Eurolidze, ale nigdy nie mówiłem, że będzie to Przemyśl. Czy ze mną, czy beze mnie, Przemyśl nigdy w życiu nie zagra w Eurolidze, ponieważ nie spełni nigdy kilku podstawowych wymogów, jakie stawia ta liga. Tylko ktoś kto nie ma zielonego pojęcia o tym jak ogromne to przedsięwzięcie, mógłby zrozumieć i wyobrazić sobie Euroligę w Przemyślu. To przede wszystkim arena nie hala. Arena na kilkanaście tysięcy ludzi, absolutnie obiecywana hala przez Bakuna na 3 tysiące ludzi nie spełni tego podstawowego wymogu. Kolejne to infrastruktura miejska, hotele, odległość od lotniska, i tak dalej. Przemyśl nigdy nie będzie grał w Eurolidze, choćby nawet wszyscy najbogatsi ludzie w Polsce mieliby taki kaprys! Po prostu geografia oraz ekonomia tego miasta na to mu nie pozwoli i choćby kiedyś znalazł się ktoś cudowny, uczciwy i fantastyczny, ktoś kto odbuduje to upadające miasto, to i tak Euroliga tutaj nie zawita! W tym momencie Polska dysponuje tylko trzema obiektami, w których ewentualnie mogłyby się odbywać takie rozgrywki. To Kraków, Łódź i Ergo Arena położona między Sopotem a Gdańskiem, w której w tym sezonie będziemy mieli przyjemność gościć czołowe drużyny Eurocupu.

Reklama

Co w naszym Przemyślu?

Przemyśl po raz drugi dostał gwiazdkę z nieba. Po raz drugi podjechała karoca wypełniona złotem, ale nie było chętnych, aby do niej wejść i odjechać. Kiedyś była góra pieniędzy, teraz, oprócz środków, macie jeszcze kogoś, kto potrafi wychować młodzież. Tego pierwszego właśnie przegoniliście bezpowrotnie z miasta, ten drugi jeszcze chwile tam będzie egzystował, bo inaczej trudno nazwać funkcjonowanie w mieście i ciągniecie pięciu etatów naraz, pracowanie po kilkanaście godzin prze cały rok. Zadbajcie o niego, bo gdy on powie pas lub zdrowie mu nie pozwoli na więcej, zostaniecie bez niczego! Bez koszykówki, piłka ręczna powoli zmierza w tym samym kierunku. Niedawno dostałem wiadomość od osoby dotąd mi nieznanej, Michała Korczowskiego, która najlepiej obrazuje dokąd zmierza przemyski sport. Oto treść: „Dzień dobry Panie Arturze! Chciałem tylko napisać, że bardzo szanuję i w pełni popieram Pana decyzję o zawinięciu klubu z Przemyśla. Mimo że pochodzę z tego miasta i trzymam kciuki za każdy sport w tym mieście. Jest Pan człowiekiem, który ma pasje, marzenia, cele i odpowiedni mental, żeby robić rzeczy duże! Szkoda, że nie ma więcej takich ludzi w polskim sporcie i polityce, a już na pewno w Przemyślu, co z resztą widać po komentarzach kibiców sukcesu w internecie. Przewyższa ich Pan mentalnie o kilka kroków. Sam przez rok próbowałem działać w przemyskiej piłce ręcznej, ale zrezygnowałem po tym co zobaczyłem od środka – ciemnogród, komunizm i kolesiostwo. Wybrałem do działania mniejszą miejscowość – Przeworsk, gdzie od trzech lat działamy i robimy sport „step by step”. Po dwóch latach udało nam się organizacyjnie i sportowo pozostawić w tyle „beton” z SRS Przemyśl. Życzę powodzenia, wytrwałości i ciągłej pasji! Trzymam kciuki i będę śledził Pana poczynania z zainteresowaniem i ciekawością. Jeszcze raz na koniec – oby więcej takich ludzi w sporcie!” Na koniec podsumuję podobnie jak pan Godos. Ale nie będzie to cytat z Kilerów 2-óch, a z trochę większego polskiego arcydzieła: „Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór, czapkę wicher niesie, róg hula po lesie, ostał ci się ino sznur!

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/07/2024 10:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama