Reklama

Niedźwiedzie w biały dzień niszczą pasiekę w Węgierce [ZDJĘCIA]

31/07/2017 19:42

– Żarty się skończyły. Niedźwiedzie w biały dzień rozbiły ule i powyjadały miód. To już kolejna wizyta miśków w pasiece. Tylko patrzeć, a dojdzie do spotkania z ludźmi. Tragedia wisi na włosku – mówi Piotr Blajer, właściciel pasieki położonej na skraju lasu, nieopodal zabudowań Węgierki, gm. Roźwienica.

– Ślady wskazują, że w okolicy przebywa niedźwiedzica z dwójką młodych i jeden osobnik dorosły – potwierdza Zbigniew Dąbek, leśniczy Leśnictwa Węgierka. O obecności niedźwiedzi na terenie Leśnictwa Rączyna, Węgierka, Borowiec i Kramarzówka informuje  też Nadleśnictwo w Kańczudze oraz znaki ustawione przy prowadzących do lasu drogach.

Porozbijały ule[paywall] 

P. Blajer ustawił około 70 uli na wydzierżawionej od leśników polanie niedaleko ostatnich zabudowań wsi. Przywozi pszczoły w tę okolicę od lat na zbiór spadzi. Nigdy nie było kłopotów z niedźwiedziami. Po raz pierwszy przyszły do pasieki w nocy z wtorku na środę (18/19 lipca). Poprzewracały część uli. Z jednego zostały tylko strzępki. Kolejną wizytę złożyły w ostatni czwartek, 27 lipca. Tym razem poczyniły znacznie większe szkody. Porozrzucały ule. Część znacznie uszkodziły. Kilka przewlokły w gąszcz nad potokiem. Nad wodą je rozbiły i wyjadły.

– Mogła to być niedźwiedzica z młodymi albo dwa starsze osobniki – podejrzewa pszczelarz. Zapewnia, że to nie pierwsza próba dobrania się do miodu. – Wiosną były przy pasiece ustawionej na polach między Węgierką a Tuligłowami. Nie poczyniły większych szkód. Może dlatego, że ule były ogrodzone – mówi.

Reklama

Zabezpieczenie uli przed miśkami jest kosztowne i nie zawsze zdaje egzamin. Przejście przez ogrodzenia z siatki leśnej, to dla niedźwiedzia mały problem. Drutu kolczastego używać nie wolno. Pozostaje mocniejszy od zwykłych pastuch elektryczny. To już spory wydatek i nie ma pewności, że ktoś na niego się nie połakomi.

– Co jakiś czas sprawdzam, czy na drzewach jest spadź. Muszę wtedy wejść do lasu. Zaczynam się obawiać. W młodnikach otaczających pasiekę, w wysokich trawach mało widać. Niedźwiedź może być gdzieś obok – mówi P. Blajer. Zwraca uwagę, że okoliczne lasy są chętnie odwiedzane przez grzybiarzy. Biegnąca obok pasieki droga jest dość ruchliwa. W weekendy sporo spacerowiczów i rowerzystów z niej korzysta. – Tylko patrzeć, jak ktoś natknie się na niedźwiedzia, a wtedy nietrudno o tragedię – uważa.

Coraz więcej drapieżników

Miśka można było spotkać w Bieszczadach. Tak samo wilka, a jak ktoś miał szczęście to nawet rysia. Tak było jeszcze kilka lat temu. Dziś takie spotkanie w okolicy Przemyśla czy po południowej stronie Jarosławia nie jest niczym dziwnym.

– Wilki są. Widać to po spadku liczebności saren i dzików. W okolicy, gdzie teraz ostrzegają przed niedźwiedziem, spotkałem w zimie rysia. Miśków jest coraz więcej. Zajmują nowe tereny. Trzeba się z tym pogodzić – mówi myśliwy. Według szacunków Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie na Podkarpaciu żyje około 100 niedźwiedzi brunatnych. Lasy Państwowe szacują, ze jest ich dwa razy więcej. Większość z nich przebywa na południu województwa. 

Reklama

Ostrożnie, ale bez nadmiernego strachu

Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie Edward Marszałek zwraca uwagę, że wchodząc w ostoję niedźwiedzią, narażamy się na spotkanie z nim. Wprawdzie misiek nie jest zbyt towarzyski i na widok człowieka raczej ucieka, ale zaskoczony może zareagować odruchowo. Wtedy nietrudno o tragedię. Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ w Rzeszowie zwraca uwagę na rozsądek przy spotkaniu z tak dużym drapieżnikiem.

– Niedźwiedź mimo łagodnego wyglądu może być bardzo niebezpieczny. Pod żadnym pozorem nie należy szukać kontaktu z nim. Nie zbliżać się, nie próbować go fotografować, tylko spokojnie się wycofać – mówi. Idąc po lesie starajmy się, by zwierzęta nas w miarę wcześnie usłyszały. Wtedy wycofają się i nie dojdzie do niespodziewanego spotkania, a takie są najbardziej niebezpieczne.

Niebezpieczne spotkania

Reklama

Spotkań z niedźwiedziami będzie coraz więcej i będzie do nich dochodzić nie tylko w Bieszczadach. To normalne, bo miśków przybywa. W większości przypadków po takim spotkaniu pozostanie tylko wspomnienie, ale czasem może być dramatycznie. Tak jak w przypadku drwala z Leśnictwa Leszczyny w gm. Fredrodpol, którego niedźwiedzica pogoniła, czy grzybiarki z Lipy ratującej się ucieczką na drzewo. Nie prowokujmy miśka. Leśnicy radzą, by zachować spokój. Unikać gwałtownych ruchów, nie próbować uciekać. Zachowywać się tak, jakby nic szczególnego się nie stało. Wtedy niedźwiedź straci zainteresowanie. Jednak nie zawsze teoria wyhamuje emocje. Podczas łapania młodej niedźwiedzicy, która później została nazwana Przemisią doszło do zdarzenia potwierdzającego, że wiedzieć, a zrobić, nie zawsze idzie w parze. Po zaaplikowaniu niedźwiedzicy środka usypiającego podszedł do niej jeden z lekarzy weterynarii oraz specjalista zajmujący się niedźwiedziami w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Aktywna jeszcze miśka zaszarżowała w stronę znawcy niedźwiedzich zwyczajów. Ten rzucił się do ucieczki. Po kilkunastu metrach niedźwiedzica dała sobie spokój, a goniony od razu stwierdził, że popełnił błąd. Gdyby nie uciekał, niedźwiedź by nie gonił.

Kto zrekompensuje niedźwiedzie szkody?

Za szkody wyrządzone przez żubry, wilki, niedźwiedzie, rysie i bobry zgodnie z ustawą o ochronie przyrody odpowiada Skarb Państwa. Ich szacowanie, ustalanie wysokości odszkodowań spoczywa na RDOŚ. – Szkodę należy zgłosić do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Można to zrobić telefonicznie. Szczegóły zostaną ustalone. Po lustracji i szacunku proponujemy kwotę odszkodowania – wyjaśnia Ł. Lis. W tym roku tylko do końca maja zgłoszono na Podkarpaciu 42 szkody wyrządzone przez niedźwiedzie. Miśki zniszczyły 177 uli. RDOŚ w Rzeszowie wypłaciła 88 tys. zł tytułem odszkodowań. W porównaniu z ubiegłym rokiem można powiedzieć, że niedźwiedzie się rozszalały. W ubiegłym roku zaatakowały mienie tylko 39 razy. Wszystko wskazuje, że w tym zrobią to co najmniej dwa razy częściej. Niszczenie uli przoduje w szkodach wyrządzanych przez miśki.

Reklama

RDOŚ przekazywała siatki

Rzecznik RDOŚ zapewnia, że jeśli ktoś zechce uzyskać informacje lub pomoc nie tylko w sprawie odszkodowań, ale też w sprawach dotyczących ochrony przed zwierzętami, pomogą.

W ubiegłym roku RDOŚ w Rzeszowie pomagała w ochronie pasiek i zagród przed dzikimi zwierzętami. Tam gdzie notowano największe szkody, przekazała blisko 20 zestawów siatek elektrycznych, tzw. pastuchów oraz kilku zestawów siatki ogrodzeniowej i plecionej. W sumie od 2009 r. przekazano 65 ogrodzeń elektrycznych oraz prawie 7 kilometrów siatki ogrodzeniowej. Dodatkowo RDOŚ w Rzeszowie przekazywała dogrodzenia elektryczne zakupione przez WWF Polska. W tym roku akcja nie jest prowadzona.

Zasady szacowania szkód są przedstawione w piśmie dostępnym na stronie internetowej RDOŚ w Rzeszowie pod adresem http://rzeszow.rdos.gov.pl/ochrona-gatunkowa-roslin-zwierzat-i-grzybow, (odnośnik na dole witryny)
erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ala - niezalogowany 2017-07-31 20:39:12

    Moze to byl niedzwiedz na 2 nogach

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kasander - niezalogowany 2017-07-31 20:39:46

    Co on taki zdziwiony?Wystawiona w lesie pasieka - to kto miał przyjść na ucztę jak nie niedźwiedzie?Aby dostać się do miodu musiały rozwalić budki to oczywiste.Las to środowisko życia niedźwiedzi a nie ludzi i na dodatek z pszczołami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2017-07-31 20:50:29

    Powinni to wywieźć gdzieś w pizdu(w odludzie), przecież zagrażają tylko ludziom pracującym w lesie geofizyce itd.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama