Gdy zorientowały się, że koleżanka z pracy znalazła się w dramatycznej sytuacji, postanowiły jej pomóc. Chodziło o przetrwanie zbliżającej się zimy. Mieli duże chęci i minimalne możliwości. Efekty zaangażowania przerosły oczekiwania. Dziś w miejscu drewnianej rozsypującej się chatki stoi nowy dom.
– Wiele jest osób w podobnej sytuacji. Znam ludzi, którzy mają gorzej i sami muszą sobie radzić. Ja miałam szczęście. Pierwsze były koleżanki z wydziału laminacji. To one podały mi rękę razem z kierowniczką i majstrową. Od nich się zaczęło – mówi Halina Iwaneczko.
W grudniu ubiegłego roku związkowcy z Solidarności działającej w jarosławskim oddziale Leara skontaktowali się z redakcją Życia Podkarpackiego. Nie ukrywali, że potrzebują pomocy. Działali jako nieformalna grupa, a to budziło wątpliwości. Chodziło o zapewnienie podstawowych warunków dla pracującej w firmie koleżanki. Chcieli pomóc, choć nie do końca wiedzieli jak.
– Trudno sobie wyobrazić, że w takich warunkach może żyć matka z chorą na astmę córką. Nadchodzi zima, a dziewczyna zostaje sama w zimnym pokoju. Matka, wracając z pracy, nawet nie ma się gdzie umyć – opowiadał Andrzej Salwa, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w jarosławskim oddziale Leara, podczas wizyty w domu pani Haliny w Skołoszowie. Kobieta zaczęła pracować w Learze w sierpniu 2014 r. Nikt z firmy nie wiedział, jak żyje, co w zakładzie zatrudniającym ponad 2 tysiące pracowników nie jest czymś wyjątkowym. W końcu nie dała rady walczyć z przeciwnościami. Opowiedziała koleżankom o kłopotach ze zdrowiem, nawarstwiających się problemach, nad którymi przestała panować.
– Gdy zobaczyliśmy, w jakich warunkach żyje nasza koleżanka, bez zastanawiania wzięliśmy się za organizowanie pomocy – wspomina Anna Wysocka z zakładowej „Solidarności”. Poskładali się w firmie. Kupili piecyk. Uzupełnili wyposażenie. Zaczęli myśleć o remoncie domu. W gminie Radymno za darmo opracowano kosztorys. Okazało się, że potrzeba około 50 tys. zł. Zdecydowali, że postawią nowy.

fot.Roman Kijanka
Nowy dom.
W pomoc zaangażowała się firma. Przekazała drewno na opał. Córka dostała komputer. Kierownictwo zapewniło pomoc przy pracach, a pani Halina dostała stałą umowę o pracę.
Szybko się okazało, że za akcją pomocy stoi mała grupa ludzi. Wsparcie mają, ale bez ich zaangażowania pomoc szybko się skończy. – Byliśmy wszędzie. Odwiedzaliśmy miejscowe firmy, szukając u nich pomocy. Pisaliśmy do parlamentarzystów – mówiła A. Wysocka, jednak w jej wypowiedzi nie było zbyt wiele nadziei. W końcu rozpoczęta niemalże w ciemno akcja zaczęła przynosić efekty. Pojawili się ludzie z różnych stron gotowi pomóc.
– Pierwsza znacząca pomoc przyszła z Nadleśnictwa Jarosław. Dołączali inni – wspominają związkowcy.
Wiosną wyburzono stary dom i rozpoczęto budowę. Dziś w miejscu rozsypującej się drewnianej chatki stoi nowy budynek. Trwają prace wykończeniowe. Na początku nowego roku powinien być gotowy do zamieszkania. Pani Halina razem córką mieszka na razie w lokalu udostępnionym przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. – Są ludzie dobrej woli i wielkiego serca. Dzięki nim to, co jeszcze rok temu wydawało się marzeniem bez żadnej nadziei na realizację, dzisiaj się spełnia – podsumowuje A. Salwa. Do zakończenia budowy brakuje około 10 tys. zł.
– Mamy już sponsorów, którzy dostarczą meble oraz potrzebny sprzęt AGD. Wierzymy, że doprowadzimy inicjatywę do końca – zapewniają.
– Nikt mi w życiu tak nie pomógł jak teraz, w zakładzie. Nie spodziewałam się, że obcym ludziom może zależeć na kimś takim jak my – mówi wzruszona kobieta. Wcześniej nie szukała pomocy. Raz z obawy, co powiedzą inni, czy nie będą jej i córce dokuczać. Po drugie jakoś udawało się przeżyć.
– Byłam biedna. Wszyscy się do tego przyzwyczaili. Może pogodzili z tym, a może im to odpowiadało – pani Halina nie chce mówić, jak do prowadzonej przez kolegów z pracy akcji podeszły nieliczne osoby z bliskiego otoczenia. Zmienia temat.
– Dlaczego pomagamy akurat jej, nie wiem. Tak wyszło i już – podsumowuje A. Salwa. Z urwanych, niedopowiedzianych zdań można wnioskować, że licznej grupie ludzi z wielkim sercem towarzyszyły jednostki, u których przewagę wzięły odczucia niekoniecznie związane z niesieniem pomocy.
Trudno wymienić wszystkich, którzy pomogli pani Halinie. Niektórzy pozostali bezimienni, tak jak ktoś z okolic Białegostoku, użyczający przyczepy campingowej na czas budowy. Wśród licznej grupy osób i firm, które zagubionej kobiecie ze Skołoszowa podały rękę, znalazły się m.in.: Nadleśnictwo Jarosław, geodeta Paweł Szczepanik, firma Tomibud, Elektrokal, Knauf, Jarbud, Piotrowski, Budremal Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, związkowcy z „Solidarności” w całym kraju, pracownicy oraz kierownictwo firmy, Adam Wysocki, Stanisław Kłak, Mateusz Cencora, Leszek Potoczny, Fundacja Książąt Lubomirskich, arcybiskup Adam Szal, Józef Przytuła, radna wojewódzka Anna Huk, żwirownia w Wysocku, Szymon Wawrzyszko z NSZZ „Solidarność” Ziemia Przemyska, Krajowa Komisja NSZZ „Solidarność”, Zygmunt Sanakiewicz, senator Mieczysław Golba, jarosławski oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, Adam Przygoński, prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego Gminy Radymno oraz wielu darczyńców prywatnych z kraju i zagranicy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Czemu w artykule nie ma wzmianki o tym kto rozpoczal akcje pomocy Pani Halinie ???
Skoro jako pierwsza pomogłaś Pani Halinie czemu nie chcesz się ujawnić i wystepujesz pod nickiem "ja...".BRAWO SOLIDARNOŚĆ!!!!
brawo LEAR, o ironio "wielki zakład" i "wielka pomoc" aż umowE stała dali-ha! ha!koń by się uśmiał a inni niech pracują na śmieciówce na rok'
Pierwsze były Panie z laminacji Lear
Ktokolwiek to napisał,wzruszające.Szczęściem jest móc dawać,a nie brać,wówczas nasze życie nabierze większego sensu.Bo szczęście naszych bliskich jest naszym szczęściem.Niech Dobry Pan Ciebie błogosławi i strzeże.Amen.
Widać że przez niektórych zazdrość przemawia widząc budynek. Tylko czy ktoś chciał by być na miejscu tej kobiety , czy ktoś wie przez co ona przechodzi , jak się czuje ? Każdy grzebie w jej życiu wszystkie oczy są na nią skierowane ! Myślę że niema czego zazdrościć . No i co za różnica kto pierwszy pomógł , ważne że pomógł !!!
W dzisiejszych czasach rzadko kto interesuje się drugim człowiekiem. Pomagają obcy ludzie a na rodzinie i najbliższym otoczeniu można się srogo zawieść. Wielki szacunek dla tych Pań co wysłuchały ...to dzięki nim wszystko się zaczęło. Każdemu kto pomógł wielki szacunek się należy. Jestem bardzo wzruszona zawsze jak widzę, że ktoś komuś pomaga (w różnoraki sposób). Sama pochodzę "z biedy" i wiem, jak ciężko jest tak żyć a tym bardziej prosić o pomoc. Ale wiem, że ta Pani i jej córka będą ogromnie wdzięczne. A okazana pomoc wraca!
PROSZĘ PRZECZYTAĆ UWAŻNIE ARTYKUŁ....!!! W PIERWSZYM AKAPICIE POD ZDJĘCIEM PISZE OD KOGO TO SIĘ ZACZĘŁO..........!!!!
Czy to naprawdę takie ważne kto zaczął pomoc ważne że ona jest że wszyscy którzy od wielu lat pomagali ciągle mają swój anonimowy wkład w życie Halinki i tylko ona jedna wie co komu i ile zawdzięcza ja się ogromnie cieszę widząc jej uśmiech z nie łzy i daj boże wiele dobrego dzięki wszystkim za dobre serce
Czemu w artykule nie ma wzmianki o tym kto rozpoczal akcje pomocy Pani Halinie ???
Skoro jako pierwsza pomogłaś Pani Halinie czemu nie chcesz się ujawnić i wystepujesz pod nickiem "ja...".BRAWO SOLIDARNOŚĆ!!!!
brawo LEAR, o ironio "wielki zakład" i "wielka pomoc" aż umowE stała dali-ha! ha!koń by się uśmiał a inni niech pracują na śmieciówce na rok'