W Małej Galerii Fotografii funkcjonującej w Muzeum Historii Miasta Przemyśla czynna jest interesująca wystawa Anny Białowąs, zatytułowana „Odmienne stany skupienia”.
Przeciętny odbiorca, który ogląda zdjęcia jedynie na ekranie smartfona lub laptopa, pokazane na wystawie fotografie może odebrać jako abstrakcyjne obrazy. Tylko czy fotografią można pokazać abstrakcję? Autorka wyjaśnia, że jej fotografie są zapisem momentów, w których rzeczywistość przestaje być oczywista, więc wątpliwości odbiorcy mogą być uzasadnione. Co w takim razie przedstawiają zdjęcia? Tematem wystawy jest woda, a dokładnie jej fragment pokazany w dużym zbliżeniu. Sfotografowany w momencie, w którym ciecz przechodzi ze stanu płynnego w stały. Już zamarza, ale jeszcze płynie. Granice czasu zacierają się podobnie, jak w trudnym do uchwycenia momencie, w którym kończy się dzień i zaczyna noc. Czarno-białe fotografie zamarzającej wody przemawiają bogactwem form, grą świateł i cieni, miękkimi kształtami tworzącego się lodu i prowokują wyobraźnię do porównań na przykład z kosmosem. Jednocześnie powodują refleksje nad nieustannością procesu przemian, czego żyjąc w ciągłym biegu, często nie zauważamy albo nie chcemy zauważyć. Myślę, że choćby dlatego warto obejrzeć wystawę Anny Białowąs.

– Tematy same do mnie przychodzą – mówi Anna Białowąs.
Czym jest dla Ciebie fotografia?
– Kiedy dwadzieścia lat temu zaczynałam, była ona dla mnie odskocznią od codzienności życia. Ratunkiem młodej mamy z dziećmi przed bezsilnością, która mnie przytłaczała. Najpierw tylko dla siebie fotografowałam dzieci. Wtedy tym zdjęciom jeszcze dużo brakowało, ale dostrzegłam, że są w nich emocje, dużo ciepła i miłości. To doświadczenie sprawiło, że zaczęłam się rozglądać po otaczającym mnie świecie. Kiedyś będąc smutna, w złym nastroju szłam wcześnie rano do pracy, było jeszcze ciemno i w witrynie sklepu stał manekin, który nie miał twarzy, ale poczułam jakby do mnie przemówił: – Nie martw się. Potem mijałam go codziennie i codziennie inaczej wyglądał, jakby odzyskiwał twarz, już nie był taki smutny. Zaczęłam go fotografować i powstał duży cykl z manekinami.
Z tego, co mówisz, wynika, jaki wpływ na Twoją twórczość mają nastrój i emocje?
– Oczywiście. W mojej fotografii jest więcej ciemnych tonów, ale to nie znaczy, że jest ona ponura. Po prostu jest w niej więcej znaków zapytania, niedopowiedzenia i tajemnicy. Tak jak w cyklu „Topielce”, który pokazałam na kilku wystawach i został nagrodzony.
Nad czym teraz pracujesz?
– Nie kalkuluję, nie wymyślam sobie tematów, one same do mnie przychodzą, tak jak ten manekin. Cały czas fotografuję, dokumentuję wydarzenia, w których biorę udział, czasem robię street, ale inaczej jest w przypadku fotografii, z których ma powstać wystawa. Po prostu temat musi do mnie przemówić i wtedy robię to, co czuję. Najczęściej pracuję sama, nawet, jeżeli jestem z grupą na plenerze, odchodzę gdzieś na bok i szukam samotności, która otwiera kreatywność, w której najlepiej mi się pracuje. Wtedy najłatwiej mi się skupić nie tylko na temacie, ale na sobie.
Patrząc na Twoją wystawę, sądzę, że dwadzieścia lat z aparatem nie było zmarnowanym czasem. Gratuluję i dziękuję za rozmowę.
J.S
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze