– Śmierć prowadziła mnie strasznie długo. Cudem jej uniknąłem. Zaczęło się od Jarosławia. Droga wiodła do lagru. Tam nas dobijali. Pamiętam cały pociąg więźniów i marsz śmierci – wspomina 92-letni Kazimierz Kopeć, jedyny żyjący więzień obozów koncentracyjnych z Jarosławia. W środę, 14 czerwca, odsłaniał tablicę poświęconą jarosławskim więźniom hitlerowskich obozów koncentracyjnych na miejscowym dworcu PKP.
– Termin wybrano nieprzypadkowo. W ten dzień przypada rocznica pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz i Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady – przypomina Konrad Sawiński z jarosławskiego starostwa, współorganizatora wydarzenia.
Tablicę ufundowaną przez Instytut Pamięci Narodowej, a powstałą dzięki inicjatywie Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych odsłonił Kazimierz Kopeć, ostatni żyjący więzień hitlerowskich obozów pochodzący z Jarosławia w towarzystwie Artura Brożyniaka z IPN i mjr. Dariusza Tyla z jarosławskiego garnizonu. Uroczystość miała wojskową oprawę z apelem poległych i salwą honorową oraz pocztami sztandarowymi z jarosławskich szkół.
– Kwiaty pod tablicą złożyli przedstawiciele rodzin ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych, parlamentarzyści i ich przedstawiciele, władze Jarosławia i powiatu jarosławskiego, Garnizonu Jarosław oraz dyrekcja Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących, kontynuator Państwowej Szkoły Budowlanej, z której wywodzili się pierwsi więźniowie KL Auschwitz – wylicza K. Sawiński. Wcześniej Rada Miasta Jarosławia zmieniła na wniosek starosty jarosławskiego nazwę placu przed dworcem PKP z pl. Więźniów Oświęcimia na plac Więźniów KL Auschwitz.
Tablica jest poświęcona wszystkim więźniom, którzy w latach 1939 – 1945 znaleźli się w niemieckich obozach koncentracyjnych i innych miejscach zagłady, a w szczególności więźniom z ziemi jarosławskiej, którzy trafili do KL Auschwitz w pierwszym transporcie.
– Oni już odeszli. Tylko ja zostałem – wspomina starszy mężczyzna. Stoi sam pod przygotowaną do odsłonięcia tablicą, przy której wartę honorową pełnią żołnierze. Ubrany w zniszczony pasiak z numerem P 87878. Przywołuje wspomnienia sprzed ponad 70 lat. Został aresztowany razem z bratem w czerwcu 1944 r. Brata rozstrzelali w lesie[paywall] kidałowickim razem Czesławą Puzon i braćmi Prośbami. – Usłyszałem, że idę także na śmierć, ale najpierw czeka mnie pobyt w obozie koncentracyjnym. Pamiętam. Gestapo nas prowadziło. Zawieźli nas pod Łańcut. Potem do Rzeszowa. Trafiłem do lagru w Pustkowie. Z Pustkowia zawieźli nas do Oświęcimia. Cały pociąg więźniów. Staliśmy przy głównej bramie. Obóz był przepełniony. Po czterech dniach wsadzono nad do pociągu – wspomina K. Kopeć. Trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Spędził tam około roku, ocierając się o śmierć i, jak sam uważa, tylko cudem jej unikając. Po wyzwoleniu krótko przebywał w Niemczech, w angielskiej strefie okupacyjnej. Potem wsiadł na statek i przez Gdańsk wrócił do Jarosławia.
Stojąc w czwartek przy odsłanianej tablicy był odzwierciedleniem tragedii, jaką przeszły miliony ludzi, przypomnieniem i jednocześnie protestem przed wojną, faszyzmem i obozami, których celem jest poniżenie, wyniszczenie i w końcu śmierć.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
NIEMIECKICH obozów koncentracyjnych.