Reklama

Opamiętają się, jak dojdzie do tragedii... [ZDJĘCIA]

– Nie wiem, u kogo mamy interweniować, kogo prosić o pomoc. Ta sprawa trwa już kilka lat. Nie wiem, w jakim stanie są fundamenty domu, bo po każdym mocniejszym deszczu cały budynek stoi w wodzie. W którymś momencie może dojść do katastrofy. W domu mamy kilkumiesięczne dziecko. Może wówczas ktoś się opamięta – mówi Marek Sycz z ulicy Złotej w Przemyślu.

O zalewanym domu przy ulicy Złotej, na obrzeżach Przemyśla, bocznej ulicy Sobótki, pisaliśmy kilka lat temu. Od tamtego czasu nic nie zmieniło się na lepsze. – Ulica Złota, okalająca nasz dom z dwóch stron, jak była źle wyprofilowana, tak jest. Brakuje studzienek ściekowych czy rowów melioracyjnych. Z powodu górzystego terenu woda po każdym większym opadzie spływa na moją posesję – opowiada pan Marek. – Opisaliście tę sprawę, coś tam ktoś obiecał, ale przez kilka lat nikt nam nie pomógł. Miasto umywa ręce, zarząd dróg miejskich umywa ręce. Wszyscy twierdzą, że droga jest zrobiona tak, jak ma być[paywall]. Jedyne, co zrobili, to załatali trochę dziur. Tyle że nam nie tylko o to chodziło. Pisałem szereg pism do urzędu, do zarządu dróg. Bez odzewu. Nie mam już do kogo pójść. W zeszłym roku zalało mnie trzy razy, w tym już czterokrotnie – skarży się.

Fundamenty domu za każdym razem są podmywane przez wodę, ocieplone ściany budynku powoli pękają, piwnicę trudno osuszyć, na ścianach pojawił się grzyb. Wchodząc do środka, wyczuwa się odrzucający zapach wilgoci. – Nie pomaga żadna izolacja, woda sięga znacznie wyżej. Tutaj trzeba byłoby raz jeszcze gruntownie poprawić całą nawierzchnię, wykonać studzienki ściekowe i rowy, które poprowadziłyby wodę w innym kierunku. Powiem szczerze, nie wiem, na czym mieszkamy. Nie wiem, czy któregoś dnia dom po prostu nie runie. Znalazłem już adwokata w Rzeszowie, przedstawiłem mu całą dokumentację, bo innego wyjścia chyba nie mam. Nie kazali mi nic ruszać, niczego sprzątać, więc zostawiłem wszystko tak, jak było po ostatniej ulewie. Zostało pełno błota i mułu – stwierdził M. Sycz.

Reklama

Rowy były, ale... zaorali

Dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Przemyślu Jacek Cielecki twierdzi, że to temat bardzo szeroki, nie ograniczający się jedynie do posesji Marka Sycza. – Na tej ulicy były po obu stronach rowy melioracyjne, ale sami mieszkańcy, właściciele działek bezpośrednio z nią sąsiadujących, po prostu je zaorali. – Problem znam, ale nie wiem, czy jest dobre rozwiązanie. Cały teren jest spadzisty aż do ulicy Sobótki. Woda deszczowa spływa na ulicę z działek. Byliśmy na miejscu, mamy swoje przemyślenia, ale to nie droga jest problemem. Przypuszczam, że gdyby jej nie było, problem byłby jeszcze większy. Takie jest ukształtowanie terenu. Co roku staramy się tam coś poprawiać. Spróbujemy stworzyć na tej ulicy poprzeczny spadek, aby odbijało wodę w drugą stronę i nie przelewała się na działkę tego pana. Mam nadzieję, że to coś pomoże. Inną sprawą jest fakt, że powinien poprawić ogrodzenie. Jeśli to jest niżej poziomu ulicy, to nie ma możliwości, aby spływająca woda nie wlewała się na jego posesję – wyjaśnił J. Cielecki.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2016-08-29 20:57:03

    ważne że podatki Homa pobiera rok w rok! żenada panie prezydencie!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hgfds - niezalogowany 2016-08-31 13:46:04

    To samo ulica Piotra Skargi , Barska , 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama