Po raz pierwszy w tym sezonie LOTTO Superligi zespół Oxunetu Jarosław poczuł, co znaczy wygrać mecz po trzech pojedynkach. Wygrać bez straty punktu, do zera. Wszystko dzięki Alanowi Kulczyckiemu, który po 13 z rzędu porażkach wreszcie wygrał… sam ze sobą i oczywiście rywalem, zapewniając Oxynetowi triumf za trzy punkty.
Jarosławianie do meczu z Suchedniowie, który miał fundamentalne znaczenie dla miejsca teamu Kamila Dziukiewicza w fazie play-off, przystąpili chyba w najlepszym składzie, jaki może menadżer Oxynetu desygnować w tym sezonie. Gospodarze natomiast przystąpili w krajowym składzie, bez bardzo dobrze spisującego się w rozgrywkach Koreańczyka Jeongwoo Parka.
To nie było zmartwienie jarosławian. Ich zadaniem natomiast było wyciągnięcie z tego pojedynku maksimum. I wyciągnęli, choć pierwszych kilkanaście minut mogło zmrozić krew w żyłach. Kapitalnie w spotkanie wszedł były zawodnik jarosławskiego klubu Robert Floras i 13. rakietka świata według rankingu ITTF Nigeryjczyk z portugalskim paszportem Quadri Aruna był bezradny. Ale po to się jest 13. rakietką świata, aby umieć z kolan się podnieść. Quadri zrobił to w znakomitym stylu. Nieszczęściem R. Florasa był fakt, że z podania na podanie pozwalał rosnąć zawodnikowi Oxynetu. I poległ. Trzy kolejne – w tym piąty, „złoty” – padł łupem Qudari’ego i w jarosławskim obozie wszystkim spadł kamień z serca.
Drugie spotkanie nie miało kompletnie żadnej historii. Filigranowym Japończyk Yuto Kizukuri nie dał najmniejszych szans Danielowi Bąkowi i rozbił go w trzech krótkich setach. Po raz kolejny potwierdził, że to on może być liderem zespołu w fazie play-off. Menadżer K. Dziukiewicz będzie mieć twardy orzech do zgryzienia. Ale żeby tylko takie miał problemy w tym sezonie, byłoby znakomicie…
Potem do stołu podeszli Piotr Cyrnek i Alan Kulczycki. Młodzian z Oxynetu po 13 z rzędu porażkach, pewnie gdzieś z tyłu głowy marzący o przerwaniu fatalnej serii. Bo to właśnie… głowa nie pozwalała mu wyrwać wcześniej co najmniej dwóch, trzech wygranych w meczach, które miał już na przysłowiowym „widelcu”. Tym razem było inaczej. Wreszcie inaczej! Po przegraniu inauguracyjnej partii, Alan grał pewniej, nie spuszczał głowy po nieudanych akcjach, nie gestykulował. Był skupiony i skoncentrowany. Doprowadził do remisu, a potem dwa sety rozstrzygnął na swoją korzyść, grając na przewagi. Frustrujący mógł być zwłaszcza (jak się później okazało) ostatni. Prowadził od początku. Najpierw 1:4, potem 5:7 i 8:10. Miał dwa meczbole przy własnym serwisie. Ale rywal doprowadził do remisu 10:10. Na szczęście głowa tym razem wytrzymała próbę! Dwie świetnie rozegrane akcje pozwoliły mu cieszyć się wreszcie z pierwszej wygranej w tym sezonie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze