Reklama

Pan Ireneusz: Ścigają mnie za alimenty na nie moje dziecko!

22/01/2017 18:09

– Mam wynik badań DNA stwierdzający, że nie mogę być ojcem chłopca, a mimo to zasądzone alimenty na niego. Czy to nie jest chore? – zastanawia się pan Ireneusz. Przedstawiona przez niego historia jest tak kuriozalna, że gdyby nie dokumenty i potwierdzenia innych osób, można by ją uznać za wytwór bujnej wyobraźni.

 Mężczyzna wychowuje córkę i na nią ma przyznane alimenty od byłej żony. Ona wychowuje syna i na niego alimenty ma z kolei płacić były mąż. Ten uważa, że nie jest ojcem chłopca, potwierdzając to badaniami DNA i zeznaniami świadków. Sprawa ciągnie się od sześciu lat.

Małżeństwo się rozpadło

Ślub wzięli w 2004 r. Niedługo później przyszła na świat córka. Mąż pracował. Żona zajmowała się domem. Pan Ireneusz przyznaje, że poświęcał dużo czasu, by zapewnić rodzinie dobre warunki materialne. Często nie było go w domu, ale życzliwi ludzie donosili, czym zajmuje się małżonka. – Z tego, co mówili, to już w 2008 roku poznała kogoś. Znikała wieczorami. Pojawiały się różne posądzenia – opowiada mężczyzna. Różnie układało się w małżeństwie. W 2010 r. postanowili, że związek zakończą i skierowali do sądu wniosek o rozwód. Niedługo później sprawę rozpadu związku zawiesili. Na przeszkodzie stanęła ciąża. Urodził się chłopak. – Wtedy nie miałem pewności, czyje jest dziecko[paywall] – przyznaje pan Ireneusz. Sytuacja w rodzinie w miarę się uspokoiła. O chrzcie dziecka nie myśleli, uważając, że lepiej poczekać, aż ucichnie rozwodowe zamieszanie. Chłopiec skończył pół roku i wtedy na pana Ireneusza spadła wiadomość, że matka chłopca czyni starania o chrzest. – Pojechała do księdza sama. Gdy zapytał ją o mnie, powiedziała, że chce mieć przy chrzcie biologicznego ojca, a nie męża. Proboszcze nie zgodził się na takie rozwiązanie. Znał nas. Dawał nam ślub. Wciąż byliśmy małżeństwem. Obecność kogoś innego, uważanego przez matkę za ojca, byłaby jakoby potwierdzeniem cudzołóstwa – opowiada pan Ireneusz. Niepewność co do ojcostwa przerodziła się w przekonanie, że dziecko nie jest jego. Kolejnym potwierdzeniem przypuszczeń była wizyta u lekarza. Pojechali razem z chłopcem do specjalisty. Ten potrzebował danych ojca i matki. Potrzebne były w celu ewentualnego ustalania zgodności genetycznej. Wtedy matka stwierdziła, że towarzyszący jej mąż ojcem dziecka nie jest. Pan Ireneusz pokazuje kopię karty leczenia zawierającą oświadczenia matki.

Reklama

Badania DNA

Sprawa rozwodowa ruszyła, a pan Ireneusz pobrał materiał do badań genetycznych od siebie i chłopca i przekazał do Wrocławia w celu zbadania, czy są ze sobą spokrewnieni. Wynik był jednoznaczny. „Zaprzeczenie ojcostwa jest 100 %” – stwierdza protokół z lipca 2011 r., sporządzony przez pracownię testów DNA. Przy okazji przeprowadzający badania wyjaśniają, że mają one nikłą wartość dowodową dla sądu, ponieważ nie można stwierdzić, że próbki przekazane do porównań pochodzą od wskazanych osób oraz w badaniach nie uczestniczyła matka dziecka. Mimo to pan Ireneusz dołącza wynik do akt sprawy rozwodowej. – Jestem świadomy odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i nie przekazałbym sądowi wyników opracowanych na podstawie nieprawdziwych danych – podkreśla mężczyzna. W postępowaniu sądowym pojawiają się świadkowie potwierdzający, że kobietę trudno zaliczyć do przykładnych żon. Wśród nich jest nawet rodzina kobiety. – W sądzie się przyznała, że ojcem chłopca jest inny mężczyzna. Dla mnie była to ewidentna zdrada małżeńska – uważa pan Ireneusz. W trakcie postępowania mężczyzna ponownie opłaca wykonanie badań genetycznych. Tym razem już zgodnie z wymogami sądu. W wyznaczonym na styczeń 2012 r. terminie matka się nie stawia.

W 2012 r. sąd orzeka rozwód. – Rozpad małżeństwa z obopólnej winy. Takie orzeczenie było dla mnie niezrozumiałe. Przecież postępowanie pokazało, kto doprowadził do rozpadu – mówi mężczyzna. – Dzieci zostały przy matce. Miałem płacić 400 zł alimentów na córkę i 100 zł na syna. W uzasadnieniu sędzia stwierdziła: „wiemy, że to nie pana dziecko, dlatego symboliczne 100 zł”. Odwołałem się od wyroku. W drugiej instancji dołożyli mi jeszcze 100 zł na chłopca. Wina obopólna, a dziecko nie moje – dodaje. Z punktu widzenia prawa pan Ireneusz jest ojcem dziecka. Mógł zaprzeczyć ojcostwo do pół roku od urodzenia chłopca. Nie zrobił tego, bo – jak mówi – nie wiedział o takim warunku. 

Reklama

Rozwód sprawy nie kończy

W 2014 r. zapada decyzja, że pan Ireneusz będzie zajmował się wychowywaniem córki. Chłopiec pozostaje z matką. – Od tego czasu sam się nią zajmuję. Gotuję, sprzątam, robię wszystko, by dziecko miało normalny dom. Od trzech lat nie wykazała żadnego zainteresowania. Nigdy nie pojawiła się na wywiadówce – mówi. By sprostać wszystkim zadaniom, rezygnuje z czasochłonnej pracy. Narastają długi w alimentach na syna. Pojawia się komornik. Dziś żyje z zasiłku. Ma zasądzone alimenty na córkę. Była żona ma płacić 350 zł. On z kolei ma łożyć na chłopca, który zgodnie z prawem jest jego synem, 340 zł miesięcznie. – Planowałem rozpocząć własną działalność. Na razie nie ma to sensu. Musiałbym pracować tylko na komornika. Czy coś takiego mogłoby się zdarzyć w innym kraju? Mężczyzna, z którym mieszka była żona, przywozi chłopca do przedszkola, wychodzi z nim na spacery. Mówi, że to jego dziecko. Z dokumentów wynika, że ja jestem ojcem. Była żona wcześniej potwierdzała, że dziecko nie jest moje. Teraz wszystkiego się wypiera i zapewnia, że to mój syn. Nikt nie potrafi takiej sytuacji wyjaśnić – stwierdza pan Ireneusz. 

Sprawa wróciła na sądową ławę

O zaprzeczenie ojcostwa powinna wystąpić prokuratura na wniosek zainteresowanego i taki wpłynął do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu niedługo po rozwodzie. Sprawa została umorzona i na jakiś czas ucichła. Odżyła, gdy pojawiły się m.in. żądania o podwyższenie alimentów. Jesienią ubiegłego raku pan Ireneusz rozpoczął kolejny bój z papierowym ojcostwem. Tym razem skierował swoje pisma m.in. do Ministerstwa Sprawiedliwości. Sprawa przeszła przez poszczególne szczeble prokuratury, poczynając od krajowej. Przyjrzała się jej prokurator Marta Pętkowska z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. – Po zapoznaniu się ze zgromadzonymi dokumentami stwierdzam istnienie przesłanek do uwzględnienia wniosku i podstaw obalenia domniemanego pochodzenia dziecka od męża matki – orzekła, kierując w połowie października sprawę do rozpatrzenia w jarosławskiej prokuraturze.

Reklama

Prokurator przeprowadził ponowne postępowanie i 29 grudnia ub.r. skierował do sądu wniosek o zaprzeczenie ojcostwa. – Liczyłam, że taki będzie finał sprawy, bo dostrzegłam przesłanki wskazujące, że żądania wnioskującego mogą być prawdziwe. To były jednak tylko moje sugestie. Prokurator prowadzący się z nimi zgodził i w efekcie sprawa znajdzie swój finał w sądzie. To nie sprawy oczywiste. Ważnym czynnikiem jest dobro dziecka, a wiedza o swoim pochodzeniu jest jednym z jego elementów –  mówi M. Pętkowska nadzorująca sprawę z ramienia prokuratury okręgowej. Zaznacza przy okazji, że spraw dotyczących zaprzeczenia ojcostwa jest dużo. Nie wszystkie są poparte konkretnymi dowodami, a prokurator, by wystąpić z wnioskiem do sądu, musi mieć pewność, a nie tylko przypuszczenia.

Niedługo sąd jednoznacznie rozstrzygnie, kto jest ojcem chłopca i przynajmniej część straszliwie zawikłanych problemów rodzinnych się zakończy.

Nie podajemy bliższych danych bohatera artykułu, choć on sam wyraził zgodę na ich publikację, ze względu na dobro dzieci, które na sytuację, w jakiej przyszło im żyć, nie miały żadnego wpływu, a muszą znosić jej skutki.
erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama