„Lepiej brzydko wygrać niż pięknie przegrać” – ta znana sportowa maksyma ma wielorakie zastosowanie. W przypadku Przemyskich Niedźwiadków w dwójnasób się sprawdziła i potwierdziła. Potężną harówką, niepozbawioną jednak felerów, team Daniela Puchalskiego jak najbardziej zasłużenie sięgnął po 5. w sezonie zwycięstwo, pewnie pokonując zespół z Poznania. Bonusem jest ustrzelenie – po raz pierwszy w tej kampanii – „setki”.
To był rekordowo długi mecz, trwający ponad dwie godziny! Drobiazgowi arbitrzy odgwizdali obu ekipom aż 58 fauli. Przez to spotkanie nie było pokazem wirtuozerii i efektowności. Było po prostu brzydkie. Trwała bardzo zażarta walka, a to także jest potrzebne przemyślanom. Dostali niezła lekcję trwania w cierpliwości, taktycznym reżimie i przeciwstawianiu się indywidualnym głupstwom. Ustali! Cieszy fakt, że potrafią się wylegitymować coraz większym parkietowym cwaniactwem.
Oczywiście nie było idealnie. Najpierw więc co złe. 16 niecelnych rzutów wolnych na własnych koszach to o wiele za dużo. 18 strat także. Zespół Przemysława Szurka był taki trochę nijaki. Często bezzębny w konstrukcji, nietrzymający odpowiedniego tempa gry, przedkładający żywiołowość nad pragmatyzmem. I albo długo blefowali, albo mieli opracowany plan, który im nie wypalił. Na 4 minuty przed końcem przegrywali różnicą prawie 20 pkt (96:77), by dwie minuty później otrzymać szansę od losu na odwrócenie czarnego scenariusza (96:89). Na szczęście dla gospodarzy, nieudanie.
Ten mecz wygrał przemyski obwód. Trio Carren Wilson jr – Kacper Majka – Rafał Serwański było początkiem i końcem wszystkiego dobrego, co się w tym pojedynku wydarzyło. Wykonali kawał tak wspaniałej roboty, że ręce same składały się do oklasków. Pierwszy kapitalnie odegrał swoją rolę. Z pozoru zaspany, mało energiczny, jakby nieco zniechęcony, czujący niby respekt przed rywalami, był o krok od ekskluzywnego triple-double! Zabrakło mu dwóch zbiórek! Do 26 punktów bowiem dołożył 12 asyst i 8 ściągniętych piłek z bronionej tablicy (eval 39). Ten drugi wchodził z ławki, ale jak już dał zmianę, było bombowo. Wjeżdżał z popularnymi „kelnerami” poznaniakom jak ta lala. I rozważnie tym razem kreował akcje. Wreszcie ten trzeci, kapitan zespołu. Defensywno-ofensywna praca wykonywana przez niego jest dla tego zespołu absolutnie nieoceniona. Jedno jest pewne: Przemyskich Niedźwiadków nie ma bez Rafała Serwańskiego.
Swoje momenty mieli i Sebastian Rompa, i Maciej Puchalski, i Szymon Janczak, i Łukasz Uberna. Ale sorry, panowie. Miejsca na aplauz przy otwartej kurtynie musicie oddać kolegom.
Sędziowali: Rafał Zuchowicz, Mateusz Foltyn (obaj Lublin) i Damian Kuziora (Stalowa Wola). Widzów: 400.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze