Reklama

Pikulice: Horror bestialskiego mordu rabunkowego

30/10/2022 19:33

HISTORIE DAWNE ŻP

Przy głównej drodze pikulickiej po obu stronach stały niskie domki drewniane, lepianki – proste, brudne, odarte i słomą pokryte. Po prawej stronie, opodal koszar wojskowych, znajdowała się nędzna chałupina, a w niej sień, kuchnia i dwie izby. Mieszkał tam od lat wraz z żoną i sześciorgiem dzieci Marcus Fuss – 54-letni rzeźnik i dostawca mięsa dla miejscowych koszar. W domu pomagały mu dwie służące.


Mord w nocy

W sobotni wieczór, 30 maja 1914 roku, rodzina Fussa wróciła z synagogi przemyskiej do chaty. Przed północą domownicy położyli się do snu. Jedynie służąca Rozalia Łapicka krzątała się jakiś czas przy słabym świetle lampy naftowej. Cisza nocna zalegała już w Pikulicach, tylko w domu Fussa około północy wybuchły straszne krzyki i jęki. Jednak nikt tego nie słyszał – nawet najbliższy sąsiad. Mordowanie – jak pisał 2 czerwca „Kuryer Lwowski” – trwało szybko i krótko.

Reklama

Odkrycie zbrodni

Około godziny 5 rano w niedzielę weszła do domu Fussa miejscowa Żydówka, która brała tam od jakiegoś czasu mleko. Zastawszy drzwi zamknięte, zajrzała przez okno i oczom jej ukazał się przerażający widok[paywall]: leżące trupy, porozrzucane sprzęty i kałuże krwi. Wszczęto alarm, zbiegli się sąsiedzi i wezwano pobliską żandarmerię. Wiadomość o niecodziennym wydarzeniu zaalarmowała całą wieś i szybko dotarła drogą telefoniczną do Przemyśla.

Makabryczny obraz

Po przybyciu policji i żandarmerii na miejsce zbrodni w mieszkaniu zastano masakrę.
W pierwszej izbie leżało na drewnianym łożu nagie ciało 14-letniej zamordowanej służącej Reginy Fränkel. Jej twarz, włosy i bieliznę pokrywała zakrzepła krew. Obok niej znajdowała się ciężko ranna druga służąca – Rozalia Łapicka. Pod ścianą w drugim pomieszczeniu tuliły się – jakby w braterskim uścisku – trupy trzech nieżywych już synów Fussów, tj. 18-letniego Arona ze zmiażdżoną głową i uciętym nosem, 14-letniego Barucha ze zmiażdżoną twarzą i 8-letniego Izaka z pękniętą na pół czaszką.

Reklama

Estera i jej mąż

W drugiej izbie na łóżku leżała Estera – żona Marcusa, z twarzą zmasakrowaną i zniekształconą. Jej mąż, z nogami zwisającymi na podłogę i głową opartą o poduszkę, tkwił przy niej. Kałuża krwi na podłodze i pościeli. Z boku stał stół, a na nim wypalone świece szabasowe i stara lampa, której blask pomagał bandytom w zadawaniu ciosów. Lekarze stwierdzili, że każda z sześciu ofiar miała po kilka, a nawet kilkanaście ran zadanych ostrym narzędziem – nożem lub bagnetem. Załamanie czaszki u kilku ofiar wskazywało, że morderca użył również tępego i twardego narzędzia, np. siekiery.


Dwaj śledczy i 10-letni uratowanyMojżesz Fuss.

Reklama

Uratowane dzieci

Kiedy zjawili się śledczy, troje uratowanych dzieci płakało. W nogach ojca leżał 10-letni Mojżesz i krzyczał. Gdy go uspokoili, wtedy można było się dowiedzieć, co zaszło w nocy. Otóż chłopiec spał z ojcem w łóżku opodal okna. Wtedy przyszedł bandyta i go zabił. Potem żądał od matki pieniędzy. Gdy nie odpowiadała, też ją zabił. Małego 4-letniego Aschera podniósł zbir do góry i rzucił na łóżko. Następnie wszedł do izby drugi bandzior, by pomagać mordować. Tam zrobił się straszny krzyk. Obaj zaczęli szukać pieniędzy. Wtedy 6-letnia Miriam i Mojżesz schowali się pod łóżkiem („Nowy Głos Przemyski” 1914 nr 23).

Motywy zbrodni

Bandyci wiedzieli, że Fuss pobierał pod koniec miesiąca znaczną kwotę z kancelarii wojskowej na dostarczanie mięsa dla wojska w Pikulicach. Jak się potem okazało, artylerzysta Wasyl Kaczmar był wcześniej przydzielony do kuchni pułkowej jako pomoc kuchenna. Bardzo często przychodził do Fussa po towar, a tym samym znał dobrze rozkład mieszkania wszystkich domowników i ich zwyczaje. Tak się złożyło, że Marcus nie podjął przed 1 czerwca tych pieniędzy. W efekcie zbrodniarze ukradli zaledwie kilka koron.

Reklama

Policja wpada na trop

Pies agenta policyjnego podjął trop i poszedł drogą polną, następnie przeszedł koło strzelnicy wojskowej w kierunku budki wartowniczej. W pobliżu miejsca zbrodni natrafiono na ślady butów wojskowych. Zmierzono je i sfotografowano. Wyciągnięto wniosek, że sprawcy musieli być związani z koszarami w Pikulicach. Tam na miejscu dowiedziano się, że jeden z żołnierzy wziął urlop od soboty do poniedziałku rano i nie stawił się w wyznaczonym czasie. Był nim Wasyl Kaczmar. Wszczęto za nim poszukiwania.

Przełom w śledztwie

1 czerwca (poniedziałek), o godzinie dziewiątej wieczorem, zgłosił się dobrowolnie do komisariatu przy ul. Dworskiego Wasyl Kaczmar (w cywilu złodziej). Do pomieszczenia wszedł niepewnym krokiem i zakomunikował, że sumienie go gryzie i ma coś ważnego do powiedzenia. Następnie wyrzucił z siebie, że w morderstwie w Pikulicach brał udział jego kolega Bazyli Rybczak, a on stał tylko przed chatą na czatach. Po zeznaniach blady artylerzysta osłabł i cały drżał. Skutego odstawiono do aresztu garnizonowego przy ul. Czarneckiego („Nowy Głos Przemyski” 1914, nr 23).

Reklama


Trumny z ofiarami morderstwa.

Aresztowanie Rybczaka

W nocy wyjechała późnym wieczorem dorożka z komisariatu policji przy ul. Dworskiego i podążyła szybko do koszar w Pikulicach. Tam zatrzymano 28-letniego Rybczaka. Wypierał się morderstwa, bo tą tragiczną noc miał spędzić z prostytutką Joasią w burdelu Port Artusa przy ul. Podjazdowej (obecnie Staszica). Jego alibi szybko zweryfikowano. Kłamał. Nocą 4 maja sprowadzono Bazylego z Pikulic do Przemyśla. Skutego wiozło – przy blasku księżyca – na otwartym wozie kilku żołnierzy z pochodniami.

Reklama

Pogrzeb

Ciała włożono do sześciu trumien i na trzech wozach chłopskich zawieziono je w poniedziałek na cmentarz żydowski przy ul. Słowackiego i złożono we wspólnym grobie. Obrzędowi pogrzebowemu towarzyszyły tłumy ludzi. Wszędzie dało się słyszeć płacz i złorzeczenia, a widok niezwykłego orszaku żałobnego robił wstrząsające wrażenie. Nad mogiłą przemawiał rabin z Przemyśla, określając ten mord w kontekście zezwierzęcenia.


Koniec śledztwa

Dochodzenie trwało cztery miesiące. W tym czasie Bazyli Rybczak i Wasyl Kaczmar oskarżali się nawzajem. Według relacji „Ziemi Przemyskiej” z 1914 roku (nr 35) obaj zaplanowali i dokonali napadu rabunkowego, licząc na duże pieniądze. W tym celu przebrali się w cywilne ubrania, posmarowali sobie twarz gliną, następnie tuż przed północą zakradli się nocą od tyłu pod chatę Fussa, gdzie mieszkała 8-osobowa rodzina oraz dwie służące. Zbrodniarze wyjęli szybę. Bazyli stał na czatach, a jego kompan wszedł do środka i zaczął mordować. Dał się słyszeć niesamowity krzyk. Wtedy Wasyl zawołał towarzysza, by mu pomógł. Masakrowali swe ofiary siekierą i bagnetami już obaj. Zamordowali 6 osób z rodziny Fussów, służącą Reginę Fränkel (krewna Fussów) i ciężko zranili pomocnicę Rozalię Łapicką. Trojgu małym dzieciom udało się schować pod łóżkiem i pierzyną. Łup bandytów wynosił jedynie... 2 korony.

Reklama

Wyrok i szubienica

Nadszedł dzień rozprawy w sądzie garnizonowym przy ul. Czarneckiego. Z udowodnieniem winy nie było problemu. Na dodatek 10-letni Mojżesz, syn Fussa, rozpoznał bandytów podczas wizji lokalnej na miejscu zbrodni. 8 października 1914 r. sąd wojenny w Przemyślu skazał winnych na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok wykonano. Znany wówczas przemyski fotograf Michał Todt, długoletni współpracownik tygodnika „Nowości Ilustrowane”, umieścił w tej gazecie (nr 23) kilka zdjęć związanych z tą tragedią. Po 108 latach zostały one wykorzystane w tym artykule.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości