Reklama

Pitbulteriery opuściły Orzechowce

Być może to zbieg okoliczności, ale niemal w tym samym czasie, kiedy zapadł wyrok w sprawie śmiertelnego pogryzienia 12-letniego Kamila Towarnickiego przez dwa pitbulteriery, Jokera i Katalaję, opuściły one Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach, w którym przebywały ponad rok. Trafiły do Krakowa.

Historia tych psów jasno wskazuje, że polskie prawo w wielu paragrafach jest martwe. Nieprzystające do rzeczywistości. W ciągu ponad 12 miesięcy odpowiedzialne organy podejmowały i potem uchylały co najmniej kilka decyzji co do ich losu. Na samym początku, kiedy doszło do tragedii, nie zostały odebrane właścicielowi. Decyzję o czasowym ich odebraniu mógł podjąć prezydent miasta na wniosek chociażby straży miejskiej. Nie zrobili tego[paywall]. Ani Straż Miejska w Przemyślu, która przecież odtransportowała – po tragicznych wydarzeniach w mieszkaniu bloku przy ul. Lelewela w Przemyślu – agresywne psy do schroniska w Orzechowcach, nie zawnioskowała o to do prezydenta miasta, ani prezydent miasta nie podjął żadnych konkretnych działań w tej kwestii. Potem padła sugestia o uśpienia zwierząt. Następnie zostały uznane za dowody w sprawie. Jeszcze później sąd orzekł ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa. A one wciąż przebywały w wiążącym koniec z końcem Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach. Wymagały opieki, jedzenia, weterynarza i wielu innych rzeczy. Schronisko otrzymało 1 tys. 249 zł z tytułu zwrotu kosztów utrzymywania tych psów. Za rok. 679 zł 45 gr przekazała Prokuratura Okręgowa w Przemyślu, 569 zł 86 gr – Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie. Pieniądze, decyzją radnych, podczas ostatniej sesji przekazane zostały na usługi weterynaryjne, wykonywane w tej miejskiej placówce.

Mają zaplecze, weterynarzy i profesjonalnych opiekunów

Pod koniec października br. psy opuściły Orzechowce. Trafiły do Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Oczywiście wcześniej uzyskano zgodę sądu na ich przeprowadzkę. – Z chwilą objęcia stanowiska kierownika schroniska robiłam wszystko, aby te psy trafiły we właściwe ręce – powiedziała kierownik orzechowieckiej placówki Joanna Puchalska-Tracz. – Nie było to łatwe. Było kilka fundacji, które były chętne, ale nie byłam do nich przekonana. Jakieś takie szemrane były. W Krakowie prezesem towarzystwa jest pani sędzia. To daje jakąś rękojmię. Prowadzi szeroko zakrojoną działalność, mając pod swoimi skrzydłami także schronisko. Kiedy zapakowaliśmy psy do samochodu, po raz pierwszy, od kiedy tu jestem, zobaczyłam je inne. Normalne psy, a nie rozjuszone bestie. Katalaja była spokojna. Nie szczekała, nie chciała atakować. Położyła się na kocu i tylko patrzyła na nas. W Krakowie jest przede wszystkim dwójka behawiorystów, która najpewniej będzie z nimi pracować. Mają spore zaplecze, mają weterynarzy i profesjonalnych opiekunów. Cieszę się, bo wiem, że tam zostaną dokładnie rozpoznane – podsumowała J. Puchalska-Tracz.


mars
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama