Teren dawnego lubaczowskiego dworca autobusowego na pierwszy rzut oka przypomina scenerię idealną do kręcenia tanich horrorów. Budynek jest wprawdzie zamknięty, ale otoczenie dawnego dworca PKS to istny śmietnik.
Budynek po opuszczonym dworcu jest wątpliwą wizytówką miasta. Od dwóch lat nie ma też w mieście dworca autobusowego z prawdziwego zdarzenia. Ludzie czekają na połączenie w wiatach. Przypomina mi to historię z Norwegii. Jest tam mała wysepka, na której stoi maszt z flagą Danii. Zapytałem kiedyś o to słynnego norweskiego rysownika. Pal Hansen odpowiedział mi, że tę wyspę kupił Duńczyk i wszyscy nazywają ją „Małą Danią”. Może żeby ludzie nie mieli żalu do lubaczowskich urzędów, sposobem byłoby postawienie na placu dworca masztu z herbem Jarosławia i nazwanie tego terenu „Małym Jarosławiem”?
W każdym razie to kolejne „lubaczowskie straszydełko”, po wieży ciśnień PKP i parku zamkowym, które nie należy do miasta i nie ma możliwości, żeby coś z nim zrobić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze