Czy stwierdzenie, że zespół, który przegrał mecz, rozegrał naprawdę bardzo dobre zawody, ma rację bytu? W wielu przypadkach nie, ale w przypadku Przemyskich Niedźwiadków i ich konfrontacji w pierwszym meczu I rundy fazy play-off z hegemonem trwającego sezonu Polonią Bytom absolutnie tak! Podopieczni Daniela Puchalskiego, wbrew logice, układowi sił, doświadczeniu poszczególnych graczy, dzisiejszego (30 marca br.) wieczoru upuścili sporo krwi Ślązakom, którym w pewnym momencie zaczęły się trząść ręce nie na żarty.
Prawdopodobnie był to przedostatni występ Przemyskich Niedźwiadków w II-ligowym sezonie 2021 – 2022. Sezonie eksperymentalnym, otwierającym nową kartę w historii przemyskiego basketu. Sezonie, mającym wskazać dalszą drogę, doświadczalnym, będącym forpocztą kolejnych działań, których metą ma być odzyskanie blasku przez Przemyskie Niedźwiadki. Sezonie udanym, bo zespołowi – trapionemu od samego początku kontuzjami – występującemu wąskim składem, udało się zakwalifikować do fazy play-off. To był zapewne jeden z celów nadrzędnych.
Zespołowi, nad którym tylko do pewnego momentu należało roztoczyć parasol ochronny. Od pewnego momentu należało traktować się poważnie. A to znaczy, że jeśli coś było czarne, to (w tym tygodniku) było czarne. Jeśli coś było natomiast białe, to (w tym tygodniku) było białe. To był oczywiście zupełny substytut dla wniosków, które z całą pewnością były wyciągane przez doświadczony sztab szkoleniowy po każdym kolejnym spotkaniu. Inne traktowanie czy relacjonowanie występów znakomitych, dobrych, przeciętnych i zwyczajnie słabiutkich byłoby nie w porządku przede wszystkim w stosunku do zawodników. Byłoby zwykłym nieszanowaniem ich pracy, niepotrzebną ignorancją, budowaniem niezrozumiałego pozytywnego mentalu. Byłoby zwykłą obłudą, próbą przypodobania się komuś lub czemuś, pudrowaniem na siłę, którego od wielu, wielu lat nigdy w tym tygodniku nie było i nigdy nie będzie. Czy się to komuś podoba czy nie.
W I rundzie play-offów, do której, przypomnijmy, przystąpiły bez swojego lidera, najbardziej doświadczonego koszykarza Bartosza Bala, Niedźwiadki mogły lepiej trafić. Ale jak już wspomnieliśmy, jeśli spadać, to z wysokiego konia. Dwie bardzo wysokie porażki z Polonią Bytom w fazie zasadniczej (91:54 i 131:87) kazały widzieć w Ślązakach zdecydowanego faworyta tej pary. I prawdopodobnie rywalizacja zakończy się na dwóch meczach (rewanż – 2 kwietnia br. o g. 18 w Bytomiu), ale tyle, ile armada Mariusza Bacika nażarła się nerwów w spotkaniu w hali POSiR, to ich.
Pewnie wydawało się im, że gospodarze uniosą ręce i poproszą o jak najniższy wymiar kary. Faza play-off – podobnie jak piłkarskie derby – to jednak zupełnie inna bajka od regularnej gry o punkty w fazie zasadniczej. Jeśli bytomianie o tym zapomnieli, powinni ponieść najwyższą karę. Szkoda, że finalnie wyszli z tego obronną ręką.
A ręce same składały się do oklasków, kiedy widziało się zaangażowanie, mobilizację, koncentrację i szereg innych atutów, które Niedźwiadki zaproponowały bytomianom. Przemyślanie byli absolutnie równorzędnym rywalem dla zespołu, którego jedynym celem w tym sezonie jest awans do I ligi.
Pierwsze 20 minut nie zapowiadało tak dramatycznego pojedynku. Owszem, goście nie mieli szans odskoczyć jak to zrobili w meczu z fazy zasadniczej, kiedy rozstrzelali przemyślan zza linii 6,75 m, ale wydawało się, że kontrolują przebieg gry. Dość długo w kwarcie otwarcia było równo, o wygranej bytomian zdecydowała końcówka. W II ćwiartce faworyt przewagę powiększył. W 14. min było 18:30, w 18. min, po „trójce” Pawła Jurczyńskiego, 22:37. Ostatecznie przy zejściu do szatni Polonia miała 14 punktów nadwyżki – 30:44.
To, co rozegrało się w drugich 20 minutach, było znakomite w wykonaniu niezwykle zmotywowanych przemyślan. Zmotywowanych, harujących w defensywie, ale i mających kilka zaskakujących opcji w ataku. Goście stanęli i za bardzo nie mieli pomysłu, jak zareagować. A przewaga malała… W 26. min, po dwóch celnych rzutach osobistych Macieja Puchalskiego i punktach z akcji, było ledwie 41:44. W końcówce III kwarty znakomicie spisywał się Konrad Strzępek, któremu pomógł celną przymiarką zza łuku Michał Kindlik i przed decydującymi 10 minutami mecz można było zaczynać od początku! 30. min – 58:59.
Mało tego. Otwarcie ćwiartki finalnej było znakomite w wykonaniu przemyślan. Akcja 2+1 M. Puchalskiego i efektowny lay-up kapitalnie dysponowanego Rafała Serwańskiego (20 pkt; 7 zbiórek, 9 asyst) dało sensacyjne prowadzenie Niedźwiadkom 63:59. Goście po ponad minucie odzyskali prowadzenie, ale o końcowy wynik drżeli do końcowej syreny. W 36. min było 69:69. Na 98 s przed końcem 74:76. Chyba decydujący moment rozegrał się na 79 s przed finałem. Wówczas celnym rzutem za 3 pkt popisał się P. Jurczyński i Polonia odskoczyła na 74:79. Co prawda tym samym odpowiedział R. Serwański (77:80), ale w ostatnich sekundach doświadczenie i pewna ręką przy egzekucji rzutów wolnych faworyta wzięła górę.
Niedźwiadki Chemart Przemyśl – Polonia Bytom 77:84 (12:19, 18:23, 28:17, 19:25)
Punkty: R. Serwański 20 (3x3), M. Puchalski 14, K. Strzępek 14, G. Kowalik 11 (1x3), J. Kucharski 10, M. Kindlik 5 (1x3), W. Majka 3 (1x3), K. Complak 0, W. Kuriańczyk 0 (N); M. Piechowicz 26, P. Jurczyński 18 (4x3), P. Bogdanowicz 12 (2x3), Sz. Daszke 7 (1x3), K. Jagoda 6, S. Dąbek 5 (1x3), T. Deja 5, M. Salamonik 3 (1x3), S. Dusiło 2 (P).
Sędziowali: Grzegorz Łata i Robert Rydz (obaj z Lublina). Widzów: 400.
Stan rywalizacji: 1:0 dla Polonii (do 2 zwycięstw).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze